"Tu nie ma co opowiadać, to trzeba zobaczyć". O "Lalce" Macieja Kawalskiego
"Lalka" Macieja Kawalskiego od 30 września gości na ekranach kin. O nowej adaptacji powieści Prusa w "Trójkowo, Filmowo" opowiedzieli Kamila Urzędowska, Marcin Dorociński i Marek Kondrat.
O "Lalce" Macieja Kawalskiego w "Trójkowo, Filmowo". / Foto: screen/youtube.com/KinoSwiatPL
"Lalka" ponownie trafiła na wielki ekran. Najnowszą adaptację powieści Bolesława Prusa w reżyserii Macieja Kawalskiego od 30 września można oglądać w kinach w całej Polsce. O swoich bohaterach, ponadczasowości historii oraz mierzeniu się z wcześniejszymi ekranizacjami opowiedzieli w audycji "Trójkowo, Filmowo" Kamila Urzędowska, Marcin Dorociński i Marek Kondrat.
Redakcja poleca
"Film zrobił na mnie ogromne wrażenie"
Dla Kamili Urzędowskiej, która wcieliła się w Izabelę Łęcką, jednym z najważniejszych tematów filmu jest zagubienie Stanisława Wokulskiego. Aktorka proponuje przy tym własne odczytanie tytułu powieści. Jej zdaniem to niekoniecznie Izabela pozostaje tytułową "lalką". W pewnym momencie w tę rolę wchodzi sam Wokulski - uwikłany w oczekiwania i wyobrażenia innych ludzi.
- Film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Przede wszystkim jest to historia, historia drogi człowieka, który jest niezwykle zagubiony, mówię tu o Wokulskim. Człowieka niezwykle niezdecydowanego, który musi podejmować decyzje, jest wrzucony w pewne ramy. I dla mnie tytuł "Lalka" nie jest o Izabeli Łęckiej - ona w pewnym momencie chce się wyrwać z tego świata, przestać być tą salonową, tytułową lalką, a takim człowiekiem staje się nasz Stasio Wokulski, który jest marionetką w rękach innych ludzi. (...) Dla mnie ten film jest głównie o projektowaniu myśli, emocji względem drugiego człowieka. Czy to Izabeli, czy to wobec Wokulskiego, czy to wobec arystokracji, czy to wobec przemian gospodarczych, które się wydarzają w społeczeństwie. (...) Tym głównym wątkiem – czy można to nazwać miłością, czy romansem Izabeli i Stanisława - to, jak Stanisław Wokulski projektuje Izabelę Łęcką, później z jakimi rozczarowaniami i jakimi emocjami musi sobie radzić, gdy ona temu nie sprosta, jest dla mnie jednym z ważniejszych wątków w tym filmie - mówi Kamila Urzędowska.
Redakcja poleca
"Ten film jest wzruszający, romantyczny, dowcipny"
Marcin Dorociński stanął przed innym wyzwaniem – rolą, która ma już w polskim kinie swoich pamiętnych odtwórców. Przygotowując się do zagrania Wokulskiego, aktor postanowił jednak nie wracać do wcześniejszych ekranizacji. Punktem odniesienia miały pozostać przede wszystkim powieść Prusa i scenariusz nowego filmu. Do poprzednich wersji "Lalki" Dorociński wrócił dopiero po zakończeniu zdjęć. Wtedy dostrzegł, że pod względem scenografii, kostiumów i sposobu budowania przestrzeni film Kawalskiego ma w sobie coś z ekranizacji Wojciecha Jerzego Hasa.
= Minęło troszkę czasu, trochę się zestarzeliśmy i mamy trochę inną historię do opowiedzenia. Może mniej komediową, może mniej szaloną? Nie. Ten film jest wzruszający, romantyczny, dowcipny, też bardzo dużo emocji jest w tym filmie. Tu nie ma co opowiadać, tu trzeba zobaczyć. Ta książka jest na tyle aktualna i na tyle pojemna, że każdy może znaleźć coś dla siebie. I myślę, że każdy, kto czyta tę książkę, inaczej sobie ją wyobraża i każda ta interpretacja jest inna. (...) Oczywiście serial z panem Kamasem mam z dzieciństwa, czy też z młodzieńczości pod powiekami. Ale starałem się nie oglądać tego znowu. Postawiłem sobie książkę i scenariusz (...) Jak już nagraliśmy i skończyliśmy tuż przed świętami Bożego Narodzenia, to traf chciał, że i serial, i film Hasa był pokazywany. I to jest ciekawe doświadczenie – po zagraniu, pięciu miesiącach bycia Wokulskim, oglądać innych Wokulskich. Patrzeć na ten serial z zupełnie innego punktu i patrzeć na ten film. I mam wrażenie, że w naszej scenografii i kostiumach jest dużo z filmu Hasa. Że jest taka wielowarstwowość przestrzeni, że jest taka wielowarstwowa scenografia (...) Czasem miałem wrażenie, mówiłem o tym też Markowi Kondratowi, że to właściwie jakbym widział kolorowy film Hasa - mówi Dorociński.
Marek Kondrat, który wcielił się w Ignacego Rzeckiego, zwraca uwagę przede wszystkim na skalę przedsięwzięcia. Jak przyznaje, na planie miał poczucie uczestniczenia w kinie, o jakim przez lata myślał i marzył. Jednocześnie podkreśla, że mimo historycznego kostiumu emocje bohaterów pozostają bliskie współczesnemu widzowi.
- Miałem uczucie, że uczestniczę w takim kinie, o którym zawsze myślałem i marzyłem. Że ono przenosi nas trochę w inny świat, że daje wrażenia takiej konstrukcji, którą trudno sobie wyobrazić dzisiaj współcześnie. Że postaci, które są na ekranie, noszą emocje bardzo nam bliskie, więc są prawdziwe. To jest wartość tej powieści. Nieprzemijalna i w każdej epoce aktualna - mówi Konrad.
Źródło: Trój
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Autor
Redaktor
W Polskim Radiu od 2025 roku, przedtem w "Super Expressie". Na portalu Trójki zajmuję się głównie opisywaniem świata muzyki - od gitarowych brzmień klasyków rocka i metalu, po elektroniczne beaty i rapowane wersy. Miłośnik podróży, kina, literatury, popkultury, sztuki i piłki nożnej.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.