"Temat wpadł na mnie przypadkowo". Scenarzysta "Syrenki Picassa" w Trójce
Roman Jarosz, scenarzysta „Syrenki Picassa”, był gościem Ryszarda Jaźwińskiego w audycji „Trójkowo, Filmowo”. Opowiedział o kulisach filmu i historii, która go zainspirowała.
O "Syrence Picassa" w audycji "Trójkowo, Filmowo"// Foto: screen/youtube.com/Kino Helios Polska
"Syrenka Picassa", najnowszy film Janusza Zaorskiego, trafił do polskich kin. Produkcja objęta patronatem Trójki opowiada historię inspirowaną niezwykłym wydarzeniem z 1948 roku, kiedy Pablo Picasso pozostawił swój rysunek w jednym z mieszkań na warszawskiej Woli. O kulisach powstania filmu, historycznej inspiracji i artystycznej wizji opowiedział Ryszardowi Jaźwińskiemu Roman Jarosz, scenarzysta i producent kreatywny „Syrenki Picassa”, który był gościem audycji "Trójkowo, Filmowo".
Polecane podcasty
Trójkowo, filmowo
Kultura
Wszystko Wszędzie Teraz
Kultura
"Ten temat wpadł mi przypadkowo"
Jak przyznaje Roman Jarosz, na historię warszawskiej Syrenki Picassa natrafił zupełnie przypadkiem. Uwagę scenarzysty przyciągnęły wydarzenia z 1948 roku, kiedy słynny malarz odwiedził Polskę, by wziąć udział w Światowym Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokoju we Wrocławiu. Podczas pobytu w Warszawie artysta odwiedził również budowane wówczas osiedle na Woli, gdzie pozostawił po sobie niezwykłą pamiątkę.
- Ten temat wpadł mi przypadkowo. Dowiedziałem się o tej Syrence już jakiś czas temu. Była to słynna sprawa, która z czasem straciła zainteresowanie, troszkę zapomnieliśmy o tym, nic się nie działo. Otóż, przypominając, jak było: w 1948 roku Pablo Picasso był zaproszony na Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju do Wrocławia, gdzie ten kongres po II wojnie światowej się odbywał. Omawiano różne rzeczy, ale ze skupieniem na tym, co zrobić, by nie dopuścić do wojny i ten pokój utrzymać. (...) Wtedy polskie władze, no, rządu socjalistycznego zaprosiły Pabla Picassa, który też sympatyzował z takimi ruchami lewicowymi. Byli także inni twórcy, artyści z całego świata. Pisarze także bardzo znani. I po tym kongresie Pablo Picasso pojechał do Krakowa, a potem do Warszawy. Należy wspomnieć o takiej ciekawostce - on wtedy po raz pierwszy do Polski leciał. Pierwszy raz w życiu leciał samolotem. I nawet czytałem taką jego relację, że jak samolot w Paryżu wzniósł się w powietrze, to powiedział, że "to jest kubizm, to jest właśnie to, o co mi chodziło". (...) On, będąc w Warszawie, na zaproszenie państwa Syrkusów, architektów osiedla na Woli, pojawił się na tym osiedlu. Był zafascynowany tym, jakie to jest nowe, czyste, modernistyczne, ale też praktyczne dla mieszkańców. To była ciekawa architektura, która do tej pory budzi zachwyt, a u niektórych może zdziwienie, że to było możliwe – mówi gość audycji.
Polecane podcasty
Scenarzysta podkreśla, że zależało mu na osadzeniu filmowej opowieści w autentycznych wydarzeniach. Jednym z jej najważniejszych punktów jest historia rysunku Syrenki, który Picasso wykonał na ścianie niedokończonego mieszkania. Dzieło szybko stało się sensacją, a jego popularność okazała się wyjątkowo uciążliwa dla lokatorów, którzy przez lata musieli przyjmować tłumy odwiedzających.
- Chodziło o to, żeby pokazać i dać do zrozumienia, że to nie jest historia wymyślona, tylko ona jest inspirowana prawdziwymi zdarzeniami. I otóż, odwiedzając jedno z niedokończonych jeszcze mieszkań, namalował węglem warszawską Syrenkę z młotkiem zamiast miecza, mówiąc, że „skończył się czas walki i jest czas budowy”. Budowy i odbudowy. I teraz konsternacja zapanowała, bo co z tym rysunkiem zrobić? Deficyt mieszkań ogromny, wiadomo. (...) Nie było też, mam wrażenie, nikt nie miał w głowie, żeby przenosić taki rysunek gdzieś. (...) Ten dar na ścianie mieszkania na Woli musiał zostać na tej ścianie. Więc zakwaterowano tam małżeństwo z takim zastrzeżeniem, że będą tam mieszkać, z takim warunkiem, że wszystkim będą udostępniać i pokazywać dzieło Picassa. Ci ludzie nie mieli świadomości, co ich czeka, a czekały różne rzeczy, ponieważ te wieści szybko się roznosiły. Nie było mediów społecznościowych, nie było internetu, ale wszyscy się dowiadywali – z prasy przede wszystkim i pewnie z radia. I czasami 300 osób potrafiło się dziennie przewinąć przez to mieszkanie, co z czasem było męczące. Miejsce nie do życia - mówi Jarosz.
Historia pozostawionego przez Picassa rysunku stała się punktem wyjścia do opowieści rozgrywającej się na dwóch płaszczyznach czasowych. Jak wyjaśnia autor scenariusza, twórcy filmu postanowili zestawić wydarzenia z powojennej Warszawy ze współczesnością.
- Film dzieje się w dwóch planach czasowych. W latach 1948–1956, powiedzmy, i współcześnie – mówi gość audycji "Trójkowo, Filmowo".
"Pozwoliłem sobie na taką konfabulację"
Co stałoby się, gdyby zaginiona Syrenka Picassa nagle odnalazła się na ścianie jednego z warszawskich mieszkań? To właśnie pytanie, jak przyznaje Roman Jarosz, stało się inspiracją do stworzenia fikcyjnej części historii. Scenarzysta postanowił wykorzystać autentyczne wydarzenia z 1953 roku, kiedy rysunek został zamalowany na prośbę mieszkańców, i nadać im zupełnie inny, filmowy bieg.
- Ja, usłyszawszy o tej historii, od razu pomyślałem, co by było, gdyby ktoś teraz miał w Warszawie na ścianie rysunek Picassa. Więc pozwoliłem sobie na taką konfabulację. Otóż w realu, w 1953 roku, to małżeństwo uzyskało w końcu zgodę na odmalowanie mieszkania, czyli zamalowanie Syrenki. Chcieli zrobić remont, ale chcieli się pozbyć tej Syrenki, bo to było uciążliwe dla nich i wtedy tę Syrenkę zamalowano. Ona zniknęła bezpowrotnie. Ja sobie pozwoliłem założyć, że z zamalowaniem to problem, bo będzie przebijać przez wapno. Więc ówczesny lokator powiedział, że ją zatynkuje. No i tynk potrafi odpaść po latach. No i młoda kobieta, która kupuje mieszkanie na Woli, przy drobnym remoncie, próbie zawieszenia plakatu na ścianie, wbicia gwoździa, widzimy, że ten tynk odpada. Widzi jakąś kreskę, jakieś oko, dziwna sprawa, ten tynk się ledwo trzyma (...) No i widzą Syrenkę. Nie wierzą, że to Syrenka Pabla Picassa, bo nie wiedzą o tym, bohaterka i jej partner - mówi gość audycji.
Ważną rolę w filmowej opowieści odgrywają również wnętrza Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Jak tłumaczy Jarosz, powracające w filmie ujęcia mają znaczenie symboliczne. Stanowią nie tylko wizualny kontrast dla wydarzeń rozgrywających się w powojennej stolicy, ale również zapowiadają zakończenie historii.
-– Te ujęcia takiego przejścia i przechodzenia w zasadzie wielokrotnego poprzez wnętrza Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, które kontrastują (...) Ta sekwencja czy te ujęcia, które powracają w filmie, są ujęciami metaforycznymi i prowadzą do zakończenia. Zapowiadają w pewnym sensie zakończenie i można powiedzieć, że ten film odbywa się w przeszłości i teraźniejszości. Ale można też powiedzieć: w świecie realnym i świecie nierealnym, transcendentnym można powiedzieć nawet – puentuje autor scenariusza filmu "Syrenka Picassa".
Polecane artykuły
Źródło: Trójkowo, Filmowo
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Autor
Redaktor
W Polskim Radiu od 2025 roku, przedtem w "Super Expressie". Na portalu Trójki zajmuję się głównie opisywaniem świata muzyki - od gitarowych brzmień klasyków rocka i metalu, po elektroniczne beaty i rapowane wersy. Miłośnik podróży, kina, literatury, popkultury, sztuki i piłki nożnej.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.