Wielcy amerykańskiego kina są już we Wrocławiu
American Film Festival to szansa by spotkać się z młodymi i doświadczonymi filmowcami amerykańskiego kina indie.
Selma Blair i Jordan Gelber w "Czarnym koniu"
Foto: źr.mat.prasowe
Wczoraj "Czarny koń" Todda Solondza otworzył American Film Festival. Reżyser na uroczystości otwarcia miał odebrać nagrodę Indie Star Award. - To nasza nowa inicjatywa, co roku chcemy przyznawać nagrodę niezależnym gwiazdom amerykańskiego kina - mówi w Trójce Marcin Pieńkowski, rzecznik festiwalu.
Todd Solondz ("Happiness", "Palindromy") to gwiazda amerykańskiego kina niezależnego, mistrz czarnej komedii. Jak mówi o nim Urszula Śniegowska, dyrektor programowa festiwalu, to "ironista, szyderca, prześmiewca". - W swoich filmach "punktuje" zwłaszcza ludzi, którzy nadal żyją american dream, którego już dawno zapewne nie ma - podkreśla gość Ryszarda Jaźwińskiego.
We Wrocławiu pokazana zostanie retrospektywa twórczości Solondza. Reżyser będzie obecny na kilku spotkaniach z publicznością. - To jeden z czterech bohaterów festiwalu - opowiada Pieńkowski w audycji "Fajny film". Bloki filmowe poświęcone będą także reżyserskim dokonaniom Billy'ego Wildera, Terrenca Malicka i Joe Swanberga.
Ten ostatni choć urodził się w 1981 roku na swoim koncie ma już 10 filmów. Swanberg, który zagości we Wrocławiu, zdecydował się właśnie tu pokazać po raz pierwszy swój nowy projekt "Caitlin gra Caitlin".
O tym, kto jeszcze pojawi się we Wrocławiu i na jakie inne filmy warto kupować bilety w miejskim Kinie Helios, dowiesz się słuchając dźwięku audycji. Z Wrocławia, w Trójce będziemy opowiadać do końca tygodnia!
usc