"Człowiek, tworząc język, staje się Bogiem". Alhierd Baharewicz w Trójce

Alhierd Baharewicz był gościem audycji "Wszystkie Książki Świata". Michałowi Nogasiowi opowiedział o "Psach Europy", fascynacji tworzeniem języków i kulisach powstania książki.

"Człowiek, tworząc język, staje się Bogiem". Alhierd Baharewicz w Trójce

Alhierd Bacharewicz we "Wszystkich Książkach Świata".

Foto: screen/youtube.com/DW Беларусь

Żyjący na emigracji pisarz Alhierd Baharewicz był gościem audycji „Wszystkie Książki Świata”. W rozmowie z Michałem Nogasiem opowiedział o fascynacji językami, która towarzyszy mu od dzieciństwa, stworzeniu własnego języka na potrzeby "Psów Europy" oraz osobistych okolicznościach, które doprowadziły do powstania książki.

"Człowiek, tworząc język, niejako staje się Bogiem"

Fascynacja Baharewicza językami zaczęła się jeszcze w dzieciństwie. Pisarza interesowały nie tylko istniejące systemy komunikacji, ale również języki sztuczne. Z czasem sam zaczął podejmować próby stworzenia własnego. Za pierwszy naprawdę udany projekt uważa balbutę - język, który znalazł się na kartach "Psów Europy".

- Przede wszystkim od dzieciństwa interesowałem się językami w szkole sowieckiej w Mińsku. Pamiętam, że miałem taką sowiecką encyklopedię filologiczną, gdzie opisywano różne języki stworzone, sztuczne, m.in. esperanto. To mnie fascynowało. Też jako dziecko, może kojarzysz, dziecko chce zobaczyć, co jest w środku zabawki, i ja próbowałem sprawdzić, co jest w środku języka. Później kilka razy próbowałem stworzyć mój własny język, chociaż jednak nie odniosło to sukcesu. I balbuta jest takim pierwszym moim językiem, o którym mogę mówić, że jest sukcesem - mówi Baharewicz.

Dla autora stworzenie języka oznacza jednak coś więcej niż literacki eksperyment. To możliwość zbudowania własnego systemu nazw i znaczeń, a tym samym wykreowania od podstaw fragmentu rzeczywistości.

- Człowiek, tworząc język, niejako staje się Bogiem, ponieważ nadaje imiona przedmiotom, zjawiskom, więc jestem swoim Bogiem balbuty, więc nie muszę w tym języku rozmawiać, bo mam apostołów, bo mam proroków, którzy szerzą to - mówi gość audycji.

Posłuchaj audycji w Trójce:

"Powiedziała mi, żebym napisał taką książkę, jaką chcę"

Czy twórca własnego języka zaczyna z czasem również w nim myśleć? Michał Nogaś zapytał Baharewicza, czy pod tym względem przypomina Olega Olegowicza, jednego z bohaterów "Psów Europy". Pisarz przyznaje, że balbuta nie przejęła jego sposobu myślenia. Sam proces myślowy postrzega zresztą znacznie szerzej niż jako posługiwanie się konkretnym językiem.

- Nie, takich momentów w moim życiu praktycznie nie ma. W ogóle wydaje mi się, że jeśli chodzi o myślenie, to nie jest to proces, który się dzieje w konkretnym języku. Wykorzystujemy do tego obrazy, obrazki. Może i są słowa, ale są tylko częścią procesu myślenia. A moje myślenie odbywa się w takiej mieszance: po niemiecku, po białorusku, po polsku, angielsku, ukraińsku i może rzeczywiście kilka słów jest w balbucie - mówi gość audycji.

W rozmowie pojawiło się również pytanie o moment, w którym narodził się pomysł na "Psy Europy". Impulsem okazała się rozmowa z żoną pisarza, Julią Cimafiejewą. Baharewicz znajdował się wówczas w szczególnym momencie swojego życia - czuł, że dotychczasowe ramy białoruskiej literatury zaczynają być dla niego zbyt ciasne. Usłyszał wtedy prostą radę: napisz książkę, którą naprawdę chcesz napisać.

- To był 2016 rok. Wówczas z moją żoną, pisarką Julią Cimafiejewą, mieszkaliśmy w małym mieszkanku. Rzeczywiście miałem pewien kryzys. Nie był to kryzys twórczy, ale kryzys innego rodzaju. Jakiego to był rodzaju kryzys? Czułem się ciasno i dusiłem się w realiach literatury białoruskiej i wydawało mi się, że wszystko już osiągnąłem i dotarłem do dna. Wtedy moja żona powiedziała mi bardzo ważne słowa. Powiedziała mi, żebym napisał taką książkę, jaką sam chcę. Żebym nie myślał o czytelnikach, o krytykach, żebym stworzył dzieło, o którym marzę, i rzeczywiście tak powstał twór liczący prawie 1000 stron - mówi autor.