"Nasze utwory nie muszą dotyczyć romantycznych relacji". HTRK w Trójce

HTRK byli gośćmi najnowszego wydania "OFF Control". W rozmowie z Mateuszem Tomaszukiem australijski duet opowiedział o swojej muzyce, emocjach i procesie twórczym.

"Nasze utwory nie muszą dotyczyć romantycznych relacji". HTRK w Trójce

HTRK w Trójce.

Foto: Trójka Polskie Radio

HTRK tworzą dziś Jonnine Standish i Nigel Yang – australijski duet, który przez lata wypracował własne, mroczne i minimalistyczne brzmienie. W 2026 roku muzycy wystąpili na OFF Festivalu w Katowicach, gdzie spotkali się również z Mateuszem Tomaszukiem. Pierwszą część ich rozmowy usłyszeliśmy w ostatnim wydaniu audycji "OFF Control" w Trójce. Było o emocjach, miejscach, które kształtują muzykę, i albumach stanowiących zapis konkretnych etapów życia HTRK.

Udało nam się uchwycić rozdział naszego życia, który był nietypowy"

W muzyce HTRK miejsca i związane z nimi wspomnienia mają szczególne znaczenie. Mateusz Tomaszuk zapytał więc artystów o przestrzenie, do których czują wyjątkowe przywiązanie. Dla Jonnine Standish takim obrazem są burze nad oceanem - widok mocno związany z okresem jej dorastania.

- Tak naprawdę uwielbiam burze, kiedy widać błyskawice i grzmoty nad oceanem. Spędziłam sporo moich nastoletnich lat w samochodach z przyjaciółmi. W okresie dojrzewania miałam okazję oglądać burze, które uderzają w ocean, więc to moje miejsce na ziemi – mówi członkini HTRK.

Od wspomnień rozmowa przeszła do emocji zapisanych na kolejnych albumach duetu. Szczególne miejsce zajęło "Rhinestones" - wydawnictwo różniące się od wcześniejszych "Venus in Leo" i "Work (Work, Work)". W jego brzmieniu pojawiło się więcej światła, lekkości i humoru. 

- Chyba bardzo lubisz rozmawiać o emocjach. Czy nie jest tak, że "Venus in Leo" i "Work (Work, Work)" są do siebie zbliżone? Może istnieje między nimi jakieś połączenie, niczym nastolatek, który tonie w bagnie, ale... jak wspomniałeś, na albumie "Rhinestones" jest więcej światła, czuć lekkość i humor – mówi wokalistka.

Nigel Yang zwraca uwagę, że na charakterze materiału odcisnął się również czas, w którym powstawał. Pandemia i lockdown przyniosły inne spojrzenie na bliskość, przyjaźń i relacje między ludźmi. Zupełnie innym zapisem określonego momentu życia pozostaje dla muzyków "Work (Work, Work)".

- Myślę, że niektóre uczucia też łączą się z czasami COVID-u, pandemii, lockdownu. Staramy się zgłębiać tematy przyjaźni, ale mamy na uwadze też te bardziej platoniczne uczucia. Praca przy "Work (Work, Work)" była inna. Byliśmy w innym miejscu, w tak innej przestrzeni, że udało nam się uchwycić rozdział naszego życia, który był nietypowy - mówi Yang.

Dla Standish ważne okazało się z kolei wyjście poza najprostsze rozumienie piosenek o relacjach. Emocjonalność HTRK nie musi ograniczać się do miłości romantycznej. Równie ważne są przyjaźnie, przelotne znajomości i ludzie, którzy pojawiają się w naszym życiu tylko na pewien czas.

- Przy tworzeniu myślałam o tematach, które były przesiąknięte emocjami. Ekspansywność i otwartość, ale też myślenie o przyjaźni w romantyczny sposób daje ci perspektywę długoterminowych znajomości. Mogą być też te ulotne, które są dość toksyczne. I ta perspektywa otworzyła nam drogę liryczną i instrumentalną. Nasze utwory nie muszą dotyczyć romantycznych relacji i związków (...) Bardziej nawiązujemy do słodkiej melancholii, do ludzi, którzy mijają nas w swoim życiu - mówi wokalistka.

Posłuchaj audycji w Trójce:


Jak HTRK wybierają miejsca do nagrywania?

Miejsce powstawania muzyki dla HTRK nie jest jedynie technicznym wyborem odpowiedniego studia. Przestrzeń staje się częścią procesu twórczego, a czasami – jak przekonuje Standish – można wręcz odnieść wrażenie, że to ona wybiera artystę.

– Jak wybieramy miejsce, w którym nagrywamy? Myślę, że to miejsce wybiera ciebie w ten sam sposób, w jaki my to robimy. To okazja do czerpania wielkiej radości, satysfakcji - mówi wokalistka.

Dobrym przykładem jest "Work (Work, Work)". Album został ostatecznie ukończony w londyńskim mieszkaniu Nigela Yanga, a okres jego powstawania wiązał się z ciągłym przemieszczaniem się i pracą w różnych przestrzeniach.

- To tak, jakbyśmy lądowali na zupełnie odległych planetach. A album „Work (Work, Work)” ukończyliśmy w moim mieszkaniu w Londynie. Często się przemieszczamy, ale studio London Fields było niezwykłe. Dzieliliśmy je z innymi zespołami – mówi członek HTRK.

Standish zapamiętała tamten okres jeszcze inaczej. Niewielka przestrzeń, w której pracowali muzycy, miała swoją bardzo charakterystyczną atmosferę - i to w niemal dosłownym znaczeniu tego słowa.

- Tak, to prawda. A że to była bardzo mała przestrzeń, to pamiętam, że było czuć ten pot w powietrzu. Prawie jak zapach starej skarpetki, ale miało to swój urok. Jednym słowem, na „Work (Work, Work)” czuć wszechobecną wilgoć - mówi Standish.

Mateusz Wysokiński