"Historia zawarta w kilku piosenkach". Artur Rojek w Trójce

Artur Rojek był gościem Trójki. Były lider Myslovitz, który od lat z powodzeniem rozwija karierę solową, opowiedział w audycji "Nowe w piątek" o swoim najnowszym albumie "Chciałbym urodzić się żeby latałem".

"Historia zawarta w kilku piosenkach". Artur Rojek w Trójce

Artur Rojek w Trójce.

Foto: Karol Strzelecki/East News

Artur Rojek był gościem audycji "Nowe w piątek". W rozmowie z Gosią Jakubowską opowiedział o swoim nowym albumie "Chciałbym urodzić się żeby latałem". Wokalista mówił o współpracy z Olkiem Świerkotem, trwającej blisko dwa lata pracy nad materiałem oraz o tym, dlaczego płyta jest dla niego czymś więcej niż tylko zbiorem piosenek.

"Miała mieć charakter bardzo klasycznej piosenkowej"

Do współpracy z Olkiem Świerkotem Rojka skłoniła przede wszystkim wizja nowego materiału. Artysta chciał nagrać płytę o klasycznym, piosenkowym charakterze, a Świerkot dobrze odpowiadał temu założeniu. Rojek przyznaje jednak, że ze względu na ich wieloletnią znajomość i szczególną relację wspólna praca początkowo wiązała się z pewnym ryzykiem.

- Myślę, że wynikało to z przede wszystkim pomysłu w jaki charakter ma mieć ta płyta. A miała mieć charakter bardzo klasycznej piosenkowej. A Olek jest osobą, która akurat w tym temacie jest bardzo dobra. A dodatkowo znamy się od dawna. Może nawet przed rozpoczęciem pracy ten element był taki trochę nie do końca komfortowy, bo jak się ktoś z kimś długo zna i jak jest między nimi relacja fan i niefan, w sensie fan kogoś, a Olek był niejako jako młody fanem tego, co robiłem w ramach Myslovitz i później, to taka współpraca zawsze, taka współpraca niesie takie ryzyko, że nie będzie takiej zaburzonej wagi między dwoma takimi energiami. Ale Olek i ja tak podeszliśmy do tego z taką dużą otwartością i udało nam się to poukładać bardzo fajnie. I Olek myślę, że mocno rozwinął skrzydła, jak zaczęliśmy wchodzić coraz głębiej - mówi Rojek.

Choć początkowo zakładano, że materiał uda się przygotować stosunkowo szybko, prace nad płytą ostatecznie zajęły niemal dwa lata.

- Zawsze jest takie założenie. Zawsze jest takie założenie, żeby to zrobić najwcześniej. Czasami już w pierwszych tygodniach wiesz, że nie zrobisz tego szybko, a czasami mijają pierwsze tygodnie i masz wrażenie, że to wszystko minie wszystko. Tak było teraz przy tej płycie. Te parę tygodni w pewnym momencie zmieniły się w kilka miesięcy, a to kilka miesięcy w prawie 2 lata - mówi wokalista.

Posłuchaj audycji w Trójce:

"Dla mnie zawsze płyta jest historią zawartą w kilku piosenkach"

Mimo długiego procesu powstawania albumu Rojek przyznaje, że tym razem pracowało mu się nad materiałem inaczej niż nad poprzednimi wydawnictwami. Nawet konieczność wprowadzania zmian nie prowadziła do przeciągającej się pracy nad poszczególnymi elementami.

- Nie wiem, dlaczego. Może dlatego, że w odpowiednim momencie dla siebie, korzystnym dla siebie, wziąłem się za temat, który do tego momentu mi bardzo dobrze pasował. I no jakoś inaczej, lżej to wszystko wypłynęło i dobrze się układało. Nawet jeżeli miałem wprowadzać jakieś poprawki, czy z czegoś byłem niezadowolony, to też nie było tak jak zwykle to bywa, że trwa to w nieskończoność, tylko działo się konkretnie - mówi Rojek.

Charakter albumu podkreśla również jego wydanie, w którym znalazły się zdjęcia artysty oraz teksty piosenek. Dla Rojka nie jest to przypadkowy zabieg. Jak przyznaje, od lat traktuje płytę jako zamkniętą historię opowiadaną za pomocą kolejnych utworów.

- Dla mnie zawsze płyta jest zawsze historią zawartą w kilku piosenkach. Pamiętam, że kiedy... ja wychowywałem się głównie na muzyce niepolskiej, chociaż nie rozumiałem, o czym śpiewają moi ulubieni artyści, to moja wyobraźnia mi opowiadała, o czym śpiewają i może nawet nie śpiewali o tym, o czym sobie myślałem. Ale zawsze sobie z każdej płyty budowałem jakąś historię. I myślę, że tak to mi zostało, że jak robię coś, za co jestem bardziej jednostkowo odpowiedzialny, to te płyty zawsze mają charakter takich no, historii, nie wiem, albumów, można to tak nazwać albumem ze zdjęciami. To też można nazwać zestawem opowiadań - mówi wokalista.

Mateusz Wysokiński