"Ta zmiana nie jest duża". O nowej diecie w polskich szkołach

Od 1 września 2026 roku w szkołach i przedszkolach obowiązują nowe zasady żywienia dzieci i młodzieży. Zmiany wprowadzone przez Ministerstwo Zdrowia dotyczą zarówno posiłków serwowanych w stołówkach, jak i produktów dostępnych w szkolnych sklepikach. Czy nowe rozwiązania rzeczywiście przysłużą się zdrowiu najmłodszych? O tym rozmawialiśmy w audycji "Porozmawiajmy: 22 i siedem Trójek".

"Ta zmiana nie jest duża". O nowej diecie w polskich szkołach

O nowej diecie w polskich szkołach.

Foto: Polska Press/East News

Od 1 września 2026 roku zmieniły się zasady dotyczące żywienia dzieci i młodzieży w szkołach. Nowe przepisy określają m.in., jak często w jadłospisie powinny pojawiać się ryby, mięso oraz dania na bazie roślin strączkowych. Szczególnie ten ostatni punkt wywołał dyskusję i zarzuty o wprowadzanie "ideologii na talerze". Dietetyczka Katarzyna Błażejewska-Stuhr przekonuje jednak, że skala zmian nie jest tak duża, jak mogłoby się wydawać.

"Ta zmiana nie jest duża"

Nowe regulacje nie oznaczają całkowitej rewolucji w szkolnych stołówkach. Jak zauważa Błażejewska-Stuhr, zasady dotyczące żywienia dzieci są regulowane już od lat, a obecne przepisy mają przede wszystkim doprecyzować część dotychczasowych wymagań.

- Ta zmiana de facto nie jest tak duża. Bo od 10 lat kontrolujemy to, co jedzą i co dostają do jedzenia nasze dzieci na stołówkach, i okazało się, że po tej pierwszej reformie, tzw. sklepikowej, te zmiany nie poszły aż tak daleko, jak ustawodawca zakładał - mówi Błażejewska-Stuhr.

Jednym z elementów nowych zasad jest dokładniejsze określenie częstotliwości podawania poszczególnych produktów. Ekspertka zwraca uwagę m.in. na mięso i ryby, które mają regularnie trafiać do szkolnych jadłospisów.

- To nowe rozporządzenie właściwie tylko doprecyzowuje, że dzieci mają dwa razy w tygodniu dostawać mięso, ponieważ to, co dzieci dostawały jako mięso, to nie było takie prawdziwe mięso, tylko to były przetworzone wędliny, kiełbasy podawane dzieciom. Doprecyzowuje również rozporządzenie, że dzieci raz w tygodniu mają dostawać rybę, co, jak wiemy, jest podstawą diety śródziemnomorskiej i, jak wiemy, jest bardzo zdrowa i odżywcza, i dostarcza białka, ale także zdrowych kwasów tłuszczowych - mówi gościni audycji.

Największe emocje wzbudziły jednak rośliny strączkowe, które raz w tygodniu mają stanowić podstawę dania roślinnego. Błażejewska-Stuhr nie rozumie politycznego wymiaru dyskusji i podkreśla przede wszystkim kwestie zdrowotne.

- I rozporządzenie mówi, tu chyba najbardziej kontrowersyjny punkt, że raz w tygodniu mają się pojawiać rośliny strączkowe jako baza produktu czy dania roślinnego. Tu w ogóle tego oburzenia nie rozumiem. Nie wiem, zaczynamy rozmawiać o polityce, zamiast o tym, że strączki są bardzo zdrowe. Jemy ich zdecydowanie za mało w stosunku do zapotrzebowania i do norm, bo średnio Polacy jedzą teraz niecały 1 kilogram strączków w ciągu roku. Nie tylko stołówki - mówi gościni audycji.

Posłuchaj audycji w Trójce:

Zmiany również w sklepikach szkolnych

Nowe regulacje obejmują nie tylko obiady wydawane w stołówkach. Przepisy odnoszą się również do produktów sprzedawanych na terenie szkół oraz dostępu uczniów do wody. Zdaniem ekspertki ich celem jest ograniczenie możliwości kupowania przez dzieci produktów, które mogą negatywnie wpływać na zdrowie.

- Oprócz tego rozporządzenie mówi, że dzieci mają mieć stały dostęp do wody. Natomiast na terenie szkoły nie można sprzedawać – i tam szczegółowo omówiono, w jaki sposób – dosładzanych produktów i jak przetworzonych, czyli chroni dzieci przed tym, żeby nie kupowały rzeczy, które działają jednoznacznie negatywnie na ich zdrowie - podkreśla ekspertka.

Mateusz Wysokiński