Mateusz Znaniecki: "Być jak czterdziestolatek" to właściwie spektakl o mnie

Stefan Karwowski, legendarny czterdziestolatek, to, niezależnie od epoki, postać wiecznie żywa. Udowadnia to Damian Kocur, reżyser sztuki "Być jak czterdziestolatek", którą pokaże Teatr Telewizji.

Mateusz Znaniecki: "Być jak czterdziestolatek" to właściwie spektakl o mnie

Teatr Telewizji: "Być jak czterdziestolatek", reż. Damian Kocur. Od lewej: Mateusz Znaniecki (Stefan), Marika Zielińska (Zosia), Krzysztof Materna (ojciec Stefana)

Foto: mat. prasowe/TVP/Julia Dacka

Chaos w pracy, niekończący się remont mieszkania, próba ratowania związku i trudy samodzielnej opieki nad kilkuletnią córką - oto dzień z życia Stefana, współczesnego czterdziestolatka, który wraz ze swoją córeczką wyrusza w zwariowaną podróż przez stolicę. Życie coraz bardziej wymyka mu się spod kontroli, a on próbuje straceńczo nad nim zapanować: zadbać o relacje z najbliższymi, zabezpieczyć przestrzeń zawodową, no i… skończyć wreszcie ten cholerny remont. Tylko czy nowe kafelki i wycięte nad drzwiami łuki na pewno wystarczą, żeby uporządkować życie?  


"To bliski mi projekt, bo jestem w podobnym wieku"

Damian Kocur postanowił się przyjrzeć współczesnemu czterdziestolatkowi. I o spektaklu Teatru Telewizji "Być jak czterdziestolatek", Michał Nogaś w audycji "Dobrego Dnia!" rozmawiał z grającym główną rolę Mateuszem Znanieckim. Zaczęło się od kultowego "Czterdziestolatka", kultowego serialu Jerzego Gruzy z Andrzejem Kopiczyńskim w tytułowej roli.

- Jak najbardziej było oglądany. Ten serial był bliski szczególnie moim rodziców, ale również mi. To były jeszcze te czasy, kiedy oglądanie tej Warszawy, która się odbudowuje, zmienia, było fascynujące. Pochodzę z małej wsi i to było w pewnym sensie imponujące zobaczyć na srebrnym ekranie te remonty największego polskiego miasta. Moi rodzice na pewno utożsamiali się z Karwowskim i jego perypetiami, bo byli w podobnym wieku, mieli dzieci, mnie i moją siostrę. I myślę, że dla nich to był na pewno serial o nich - opowiadał aktor grający w spektaklu głównego bohatera, także o imieniu Stefan. - To szczególnie bliski mi projekt, bo jestem w podobnym momencie życia. Za dwa miesiące będę miał 40 lat. I jak powiedziałem na którymś castingu, że to jest właściwie spektakl o mnie. Tym bardziej ucieszyłem się, że ten projekt powstaje i ze będę mógł brać w nim udział - przyznał.

Bohater, który ma w sobie dużo chaosu

Życie Stefana, bohatera spektaklu, potoczyło się jednak zupełnie inaczej, niż życie jego imiennika z serialu Jerzego Gruzy.

- Zdecydowanie: on jest w jakimś zawieszeniu życiowym. I ciągłym pędzie: od taksówki do taksówki. Spektakl to jeden dzień z jego życia i to dzień niezwykle dynamiczny. Ten bohater miota się, jest w nim dużo chaosu i jakoś nie umie sobie tego pokładać… Chociaż próbuje znaleźć tę słuszną, właściwą drogę, to, na czym warto się skupić. I priorytety, bo mu się to troszeczkę rozmywa - tłumaczył rozmówca Michała Nogasia. - Stefan ma córkę: wspaniałą, cudowną Zosię, która dodaje mu energii i nadziei przez cały dzień i w ogóle, w życiu. Ale już nie żyje jej matką, a swoją żoną. Są oczywiście próby znalezienie partnerki ze strony Stefana, ale w dzisiejszych czasach te aplikacje randkowe, te spotkania... Trudno mu znaleźć bliskość taką prawdziwą, głęboką i myślę, że to też go gdzieś głęboko uwiera - wskazywał.

"Maria Maj i Krzysztof Materna to wspaniali partnerzy"

W spektaklu pojawiają się również rodzice głównego bohatera grani przez Marię Maj i Krzysztofa Materny. Relacja Stefana z nimi nie należy do najłatwiejszych. - Ewidentnie coś mu tam nie gra, uwiera go ta relacja: to kolejny element jego życia, z którym się nie rozliczył. Stefan nie chciałby być takim ojcem, jak jego własny ojciec, ale widzi, że powoli, z upływem wieku, ten sam model powoli się ujawnia, więc trudna to jest relacja Aczkolwiek to wszystko jest w takim sosie humorystycznym, co jest bardzo ciekawe i dobre dla tego spektaklu - wyjaśniał. - Aż żałuję, że nie mogło być więcej scen z rodzicami, że to było tak krótko. Pani Maria Maj i Krzysztof Materna to wspaniali partnerzy do grania wspólnego, cudowni ludzie. Więc z mojej osobistej perspektywy chciałoby się więcej - dodał.

Całej rozmowy można posłuchać »TUTAJ«.

 

Piotr Radecki