Kamil Bałuk: chciałem opowiedzieć o czasie przeskoku i przemian
Gościem Michała Nogasia w poniedziałkowej audycji "Dobrego Dnia!" był Kamil Bałuk, reporter, redaktor, dziennikarz. A także autor m.in. książki "Dawno temu w telewizji", która była powodem rozmowy.
Kamil Bałuk
Foto: Michal Zebrowski/Dzien Dobry TVN/East News
Jakie triki podczas wywiadów w "Na każdy temat" stosował Mariusz Szczygieł? Co o telewizji sądził tata Ilony Łepkowskiej, scenarzystki "M jak miłość" i "Klanu"? Dlaczego "Miodowe lata" kręcono w teatrze? Ile "do fejmu" na pierwszym roku studiów dodawała praca w "Rowerze Błażeja"? O czym myślała Magda Mołek w studiu powodziowym we Wrocławiu? Co ukrywali kandydaci z "Randki w ciemno" i za jaką kwotę Jacek Kawalec zgodziłby się zagrać Kawalca? Kamil Bałuk w 10. rozmowach o tym, co działo się "dawno temu w telewizji", przypomina stojących w świetle reflektorów ówczesnych bohaterów zbiorowej wyobraźni i jej kreatorów, ukrytych zazwyczaj przed publicznością. Pokazuje nieoczywiste kariery oraz kulisy najsłynniejszych programów i seriali. Tropi zmiany mentalności, przełamywanie kolejnych barier i tematów tabu. Rozjaśnia drugą, ukrytą za kamerami, stronę srebrnego ekranu.
Przełom lat 80. i 90. - czas przeskoku i zmian
Chociaż "Dawno temu w telewizji" ukazała się przed trzema laty, to książka bynajmniej się nie zestarzała. Także dlatego, że dotyczy programów, które rozgrzewały, ekscytowały telewidzów 30-40 lat temu i ich prowadzących. - Miałem sporą "rozbiegówkę": około 60. wywiadów w podcaście "Dawno temu w telewizji". I jeśli przez 45 minut nie kończą się tematy, i widać, że ktoś może odpowiedzieć nie tylko o jednej konkretnej produkcji, ale też o dać rys historyczny, co było przed nią, co było po niej, to widziałem, że jest jeszcze coś głębszego do eksplorowania. Wyszło fajnie i różnorodnie, a wśród gości, którzy pojawili się w książce są m.in. Mariusz Szczygieł, Jacek Kawalec, Elżbieta Zapendowska, Paulina Chylewska, Justyna Dżbik-Kluge, Ilona Łepkowska, no i Michał Fajbusiewicz - tłumaczy genezę powstania książki. - Chciałem opowiedzieć coś ciekawego o tamtych czasach i przemianach. Bo przełom lat 80. i 90. to taka interesująca zmiana, przeskok właściwie w każdej dziedzinie życia. W telewizji też. I te formaty lat 80. różnią się od tych z lat 90. Wydaje mi się, że im dalej w las, im bliżej lat dwutysięcznych, tym większe tempo, taka niby większa profesjonalizacja. Ale też w latach 80. programy miały niesamowitą widownię i potrafiły realnie docierać do prawie każdego Polaka - wskazuje.
Kamil Bałuk "Dawno temu w telewizji" Dwa programy TVP i 20 milionów oglądających
Pamiętając, że na przełomie lat 80. i 90. były tylko dwa programy w telewizji, trzeba też pamiętać, że niektóre programy potrafiło oglądać nawet 20 mln (!) widzów. Jedną z najpopularniejszych produkcji było słynne "997" prowadzony przez Michała Fajbusiewicza.
Kamil Bałuk z redaktorem Fajbusiewiczem spotkał się kilka razy. I chociaż umówić się nie było problemem, same rozmowy nie należały do łatwych: - On cały czas ucieka od tematu "997" - może dlatego, że był z nim tak bardzo kojarzony? - i chce na przykład rozmawiać o jednym ze swoich 200 dokumentów, które nakręcił, a o czym nie każdy wie. Jednak jak już pogrzebać, to jest kopalnią wiedzy o sprawach kryminalnych. Ale po kilkudziesięciu latach w telefonie dalej ma swój sygnał: czyli jak się do niego dzwoni, to włącza mu się "997" - zdradza.
Sprawca pomaga w odtworzeniu zbrodni
Gość Michała Nogasia opowiada też o swoich zdziwieniach. - Niesamowity jest dla mnie fakt, że kilka razy do inscenizacji zgłaszali się sprawcy albo ludzie współpracujący ze sprawcą. Nie, żeby się przyznać, tylko żeby pomóc dobrze odtworzyć dane wydarzenie w telewizji. Albo próbować przeszkodzić dobrze je odtworzyć - nie wiadomo. Ale niektóre inscenizacje nie były takie wierne, i to z kilku powodów. Po pierwsze: milicjanci (a potem policjanci) nie wszystko wiedzieli. Po drugie: czasami ktoś mieszał. Po trzecie: były też policyjne prowokacje - szczególnie, kiedy program był nadawany przed godz. 22, kiedy jeszcze więźniowie mogli oglądać. Wtedy czasami montowano im podsłuchy w celach, żeby stwierdzić, jak reagują. Zmieniali w inscenizacji jakiś detal - kolor części garderoby czy biżuterii - by więźniowie się przechwalali "O, nic nie wiedzą". Fajbusiewicz podkreślał, że często nie wiedział, że ta inscenizacja jest różna od tego, co policja/milicja wiedziały - wyjaśnia. - Taki najmocniejszy przykład to zabójstwo przed laty Artura Korczaka, dziennikarza radia Bis. W inscenizacji wzięła udział grupa nastolatków, bo taki właśnie był trop, że to nastolatkowie na niego napadli w środku nocy. Koszmarna zbrodnia - chodziło o papierosy i jakiś drobniaki. I okazało się, że jeden z tych chłopaków, którzy biorą udział w inscenizacji, jakoś tak troszeczkę za dużo wie, za dużo poprawia… - opowiada.
- W sumie, jeżeli coś się widziało i gdzieś pod spodem, w mózgu, coś podpowiada, że "oni wszyscy nie wiedzą, jak było", to, uważam, można się wygadać - dodaje.
Całej rozmowy można posłuchać »TUTAJ«.
Piotr Radecki