Miłosne rozterki."Do You Really Want to Hurt Me" od Culture Club

Culture Club zapisali się w historii muzyki jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych zespołów nurtu New Romantic. Jednym z największych przebojów grupy pozostaje

Miłosne rozterki."Do You Really Want to Hurt Me" od Culture Club

Culture Club w "Piosence do Wyjaśnienia".

Foto: Cover Images/East News

Culture Club stworzyli wiele piosenek, które stały się hymnami lat 80. i nurtu New Romantic. Do największych przebojów grupy należy "Do You Really Want to Hurt Me" - wyjątkowo osobisty utwór Boya George’a, który początkowo wcale nie był przekonany do jego wydania. Historię jednego z najważniejszych hitów Culture Club przedstawił Kuba Ambrożewski w audycji "Piosenka do Wyjaśnienia".

Piosenka, która wyrosła z reggae

- "Wszystkie moje wczesne piosenki to użalanie się nad sobą: «Och, dlaczego mi to robisz?»". Tak o tym i innych przebojach Culture Club mówił ich wykonawca, Boy George. Dziś sam George twierdzi, że winy szukał wtedy wszędzie, tylko nie w sobie. Dopiero po latach zdał sobie sprawę, że tak naprawdę tytułowe pytanie kierował do siebie samego. Historia "Do You Really Want to Hurt Me" ma coś z brzydkiego kaczątka, które ku zdumieniu samych zainteresowanych staje się pięknym łabędziem – mówi Kuba Ambrożewski.

Źródeł "Do You Really Want to Hurt Me" należy szukać w fascynacji Boya George’a muzyką reggae. Początkowo wokalista nie był jednak przekonany do utworu – piosenka odbiegała od tanecznego brzmienia Culture Club, a dodatkowo miała dla niego bardzo osobisty charakter.

- Piosenka nie była bowiem wymyślona jako potencjalny przebój. Na początku lat 80. muzycy Culture Club funkcjonowali na styku kilku środowisk: londyńskich punków, modnej młodzieży spod znaku New Romantic i społeczności jamajskich imigrantów, tętniącej rytmami dubu i reggae. To właśnie ten ostatni trop zainspirował "Do You Really Want to Hurt Me: po tym, jak George w mieszkaniu znajomych usłyszał nagranie reggae i zaczął wymyślać do niego swoją melodię. Nie był jednak do tego pomysłu przekonany. Culture Club mieli taneczne brzmienie. A ta piosenka była bardzo wolna i mocno osobista – mówi Ambrożewski.

Posłuchaj audycji w Trójce:

Perypetie miłosne inspirują hit

Za osobistym charakterem utworu stały miłosne doświadczenia Boya George’a. Bohaterem piosenki miał być jego były partner Kirk Brandon, który wiele lat później pozwał muzyka w związku z jego wypowiedziami na temat ich relacji.

- George pisał w niej o swoich romantycznych perypetiach. Ich bohaterem był wówczas inny muzyk Culture Club, John Moss, ale w przypadku "Do You Really Want to Hurt Me" chodziło o poprzedniego partnera wokalisty, Kirka Brandona, lidera grup Theater of Hate i Spear of Destiny. Swoją drogą, Brandon po latach pozwał George’a, twierdząc, że to pomówienie, i proces przegrał – mówi prowadzący audycję.

Choć sam George podchodził do utworu sceptycznie, zupełnie inaczej zareagowała wytwórnia. Piosenka od razu wzbudziła entuzjazm, a jej późniejszy sukces uświadomił wokaliście, że właśnie najbardziej osobiste teksty mogą najmocniej trafiać do słuchaczy.

- Co jednak sprawiło, że ta „wolna” jamajska piosenka stała się tak wielkim przebojem? Jak wspomina John Moss, kiedy zespół zaprezentował utwór wytwórni Virgin, wszyscy pracownicy obecni w pokoju wstali i zaczęli klaskać. Tylko George nie chciał wydać piosenki na singlu. Uważał, że jest zbyt intymna i osobista. Jak mówi, ten sukces nauczył go jednak tego, że to właśnie najbardziej porusza ludzi - puentuje Ambrożewski.

Czytaj także:

Mateusz Wysokiński