Wychodzić do ludzi, nie czekać. Ewa Smoleńska o sile opery w stodole
Stowarzyszenie z Muzyką do Ludzi zajmuje się popularyzacją kultury wysokiej tam, gdzie dostęp do niej jest właściwie żaden. Po raz dziewiąty wystawili operę w stodole, w miejscowości Jarosławki. O dostępie do kultury, znaczeniu muzyki granej na żywo, reakcjach ludzi i pomysłach na ukulturalnianie w szerszej skali prezeska stowarzyszenia Ewa Smoleńska opowiedziała w "Rozmowie w Trójce".
Ewa Smoleńska, prezeska Stowarzyszenia z Muzyką do Ludzi
Foto: screen/YouTube/Trójka
- Źródło pomysłu jest związane z samą nazwą stowarzyszenia. Nazywamy się "Z Muzyką do Ludzi" i to jest główna misja tego co robimy: wychodzenie z muzyką do ludzi a nie czekanie, aż ludzie do nas przyjdą - podkreśla Ewa Smoleńska. Pedagog, psycholog muzyki, flecistka oraz prezeska stowarzyszenia była gościnią Michała Jędrkowiaka 24 sierpnia w audycji "Rozmowa w Trójce".
Posłuchaj audycji Trójki
Opera poza wielkimi scenami, z udziałem mieszkańców
Gościni audycji wyjaśnia, że w inicjatywie stowarzyszenia dziwne wydawać się może jedynie miejsce wystawiania opery. - Rzeczywiście opera kojarzy się ze wspaniałym budynkiem, miejscem; sztabem ludzi i artystów. My nie mamy takiego budynku, mamy stodołę, którą udostępnił nam właściciel - wyjaśnia Ewa Smoleńska.
- Mamy wspaniałych artystów, którzy przyjeżdżają, ale mamy też wspaniałą publiczność, która tłumnie przychodzi i zawsze mamy pełną salę. Jest inaczej - dodaje rozmówczyni Michała Jędrkowiaka.
Źródłem pomysłu, by operę przenieść poza wielkie sale, była natomiast chęć wyjścia z muzyką do ludzi. - Pierwsza opera, jak przeprowadziłam się z Poznania na wieś, to był bardzo mocny szok kulturowy i mentalny. Gdybym nie spotkała Marioli Kaźmierczak z Centrum Kultury Książ Wielkopolski to nie wiem, czy to by się udało. Pamiętam jak jeździłam po różnych miejscach i tłumaczyłam pomysł - wspomina Ewa Smoleńska.
Pomysłodawczyni projektu przyznaje, że o magii opery wystawianej w stodole stanowi też inny rodzaj obcowania z kulturą. Dlatego też mieszkańcy wsi są zapraszani do współtworzenia przedstawień. - Biorą udział w operze jako statyści, teraz brali udział jako chór. Jak oni przyjdą, to ich rodziny też przychodzą. Ten sposób podawania kultury tak się rozpowszechnił u nas, że jak chyba raz się nam zdarzyło tej opery nie wystawić, to było duże rozczarowanie.
Sztuka wysokiej jakości i przełamanie bariery
Zapraszanie mieszkańców do współudziału w wystawianiu opery ma też służyć budowaniu wspólnoty. Ewa Smolenska dodaje też, że stara się utrzymać przy tym pewien balans. - Zawsze dbam o taki balans między sztuką wysokiej jakości, bo sama jestem muzykiem i wiem, jak ważne jest by podawać ludziom wysoką jakość, ale też między tym, by złamać tę barierę. Zawsze robimy reportaże o operach, więc można obejrzeć na naszym kanale YouTube co tam właściwie wyrabiamy - wskazuje gościni Trójki.
- Pamiętam niewiele pojedynczych rozmów, ale kiedyś podszedł do mnie pan i powiedział "kiedyś tutaj pracowałem, w tej stodole; zajmowałem się zwierzętami, a teraz kupiłem sobie bilet do opery". To było piękne i to jest ta idea, przez którą tę operę prowadzimy. To wygląda zawsze wspaniale, bo ludzie się integrują. Trafiają też do nas artyści, którzy są zaskoczeni, ale rozumieją, że to ma sens - dodaje rozmówczyni Michała Jędrkowiaka.
Kamil Kucharski