Wykluczenie komunikacyjne. "Najbardziej cierpi młodzież i seniorzy"
Część Polaków cierpi z powodu wykluczenia komunikacyjnego. O problemach z dostępem do transportu publicznego na wsiach i w małych miejscowościach, ich możliwych rozwiązaniach oraz o prezydenckim wecie wobec nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym rozmawiali w "Pulsie Trójki" Iwona Budych (Stowarzyszenie Wykluczenie Transportowe) oraz Ariel Ciechański (Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN).
Iwona Budych i Ariel Ciechański gośćmi radiowej Trójki
Foto: Polskie Radio
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Karol Nawrocki zawetował ustawę o publicznym transporcie zbiorowym
- Projekt zakładał m.in., że marszałkowie województw będą integrować przewozy w publicznym transporcie zbiorowym
- Prezydent ma oczekiwać od rządu rozwiązania prostego i skutecznego: stabilnego finansowania, silnej roli gmin i transportu dostępnego dla mieszkańców wsi oraz małych miast
OGLĄDAJ. Iwona Budych i Ariel Ciechański gośćmi Moniki Suszek
Problem wykluczenia transportowego w Polsce powiatowej wciąż pozostaje nierozwiązany, a rządowa ustawa mająca na celu jego zwalczenie została ostatecznie zawetowana przez prezydenta. Choć połączenia między miastami wojewódzkimi działają sprawnie, to podróżowanie poza głównymi aglomeracjami wciąż wymaga od mieszkańców pewnej logistyki.
Ariel Ciechański z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN odniósł się do medialnych doniesień mówiących o nawet 10 milionach wykluczonych Polaków. Jak podkreślił, ta grupa jest w rzeczywistości znacznie mniejsza, gdyż przeważająca większość z tych osób posiada własne samochody, prawo jazdy lub inne możliwości przemieszczania się. - Liczba 10 milionów oczywiście bardzo ładnie wygląda medialnie, ale myślę, że ona jest naprawdę wielokrotnie przeszacowana - ocenił.
Kogo wykluczenie dotyka najmocniej?
Jednocześnie zwrócił uwagę, że realny problem dotyka przede wszystkim młodzieży oraz starszych kobiet. - Grupa, która faktycznie ma problem z transportem, to jednak są przede wszystkim uczniowie szkół średnich, ci, którzy nie posiadają prawa jazdy oraz, jak mawia mój znajomy, właściwie seniorki, ponieważ powiedział kiedyś, że wykluczenie transportowe ma twarz niemłodej już kobiety - przekazał.
Ekspert krytycznie ocenił zaproponowane w ustawie standardy, wskazując m.in. na zbyt krótkie, pięcioletnie umowy dla przewoźników w kontekście dłuższego czasu amortyzacji autobusów. Zwrócił również uwagę na planowane podniesienie minimalnej liczby kursów do czterech par na dobę. - To nie jest atrakcyjna oferta. To prowadziłoby do przepalenia publicznych środków w silnikach autobusów - uznał.
Gość audycji powołał się na standardy czeskie czy słowackie, krytykując jednocześnie pomysł rozbicia baz rozkładów jazdy na poszczególne województwa. -To dobry krok, że rozkłady jazdy mają być dostępne w jednej bazie, ale [...] tutaj właściwie każdy marszałek województwa miałby prowadzić własną bazę - powiedział.
Przeszkody stojące na drodze do zmian
Iwona Budych ze Stowarzyszenia Wykluczenie Transportowe podzieliła ocenę przedmówcy dotyczącą przeszacowania statystyk, wskazując jednocześnie na brak świadomości i odpowiednich kompetencji u lokalnych włodarzy. Zwróciła uwagę na to, że organizacja transportu publicznego jest procesem skomplikowanym, a samorządowcy często nie posiadają wykształconych kadr w tym zakresie. - Bardzo, bardzo często wybrzmiewa takie hasło, że my nie wiemy jak, nie mamy do tego też odpowiednio wykształconych ludzi - relacjonowała.
W kontekście odrzuconej przez Nawrockiego nowelizacji wskazała na występujący w niej błąd systemowy, polegający na spychaniu gmin na margines finansowania. - Gminy, mimo że będą spełniały minimalne standardy usług, spadają na siódme, czyli ostatnie miejsce, nie są w ogóle uwzględniane i promowane - zauważyła. Jak stwierdziła, w zablokowanej reformie zabrakło również kluczowej integracji ulg ustawowych na bilety kolejowe i autobusowej.
Zagrożenia związane z ustawą. "Powinno być niezależne"
Wyraziła też sprzeciw wobec skumulowania uprawnień w rękach marszałka województwa, który miałby jednocześnie rozdzielać środki i przyznawać je własnym podmiotom, co rodzi ryzyko stosowania pozamerytorycznego klucza politycznego. - To powinno być niezależne, tak jak to do tej pory działało i oceniane na podstawie obiektywnych kryteriów - zaznaczyła.
Największy zarzut gościni radiowej Trójki dotyczył jednak pośpiesznego i chaotycznego sposobu wdrażania nowych przepisów w okresie wakacyjnym. -Ustawa nie może być wprowadzona w chaosie. W chaosie to znaczy dwa lata była tworzona, było kilka projektów, natomiast na jej wdrożenie z niewiadomych nam przyczyn i powodów ministerstwo daje tak naprawdę dwa miesiące - podsumowała.
- Banany z miodem zamiast leczenia. "Prezydent zrobił swój stały numer"
- Afera wokół raportu "Polaków portret własny". Jest ruch prokuratury
- Wielkie wzmocnienie polskiej granicy. Dołączą Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi
Źródło: Trójka
Prowadząca: Monika Suszek
Opracowanie: Dominika Główka