Rak uratował mi życie - mówi Sylwia Pogorzelska w "Onko Story"

"Onko Story" to cykl prowadzony przez Agnieszkę Trzeciakiewicz, przedstawiający historie ludzi na ścieżce zdrowienia. O tym, jak ważne jest pozytywne nastawienie do choroby i jak nowotwór zmienił jej życie - opowiada Sylwia Pogorzelska, autorka książki "Jestem wdzięczna za raka". 

Rak uratował mi życie - mówi Sylwia Pogorzelska w "Onko Story"

Ulotka zachęcająca kobiety do samobadania piersi.

Foto: Marek BAZAK/East News

- Byłam w miejscu, w którym było mi okrutnie źle, ale nie potrafiłam z tego wyjść - wspomina Sylwia Pogorzelska w audycji "Onko Story" dodając, że wiele kobiet, które poznała, miały podobne doświadczenia. - Którym ciało mówiło: hej, zauważ mnie teraz. Ja w książce mam takie zdanie: idziemy przez życie, zwłaszcza kobiety, które są przecież takie silne i one zawsze dają radę. Dostajemy pstryczki w nosy: jakieś mniejsze niedomaganie, lekkie przeziębienie, potem większe przeziębienie, tego typu rzeczy. Nie zatrzymujemy się. Bo tu dziecko potrzebuje pomocy, tu praca, tu trzeba obiad. Zawsze na końcu ja. A potem najczęściej przychodzi właśnie prawy sierpowy i wtedy już nie masz wyboru. Musisz się zatrzymać. Musisz się zatrzymać i przyjrzeć się temu, co w twoim życiu jest nie tak - mówi autorka.

Posłuchaj audycji Trójki:

Choroba przychodzi po coś

- Spotykam mnóstwo ludzi, którzy mówią: gdyby nie choroba, np. nie zwolniłabym się z pracy, nie byłabym w stanie rozstać się ze swoim toksycznym partnerem itd. O dziwo te osoby, które zaczynają pracować ze sobą, zaczynają rozumieć, że to nie jest życie, o którym zawsze marzyły - opowiada Sylwia Pogorzelska dodając, że choroba daje często impuls do przewartościowania priorytetów, do powiedzenia sobie: ja już tak nie chcę.

"Choroba stała się trampoliną do spełnienia wszystkich moich marzeń. Rozwinęłam skrzydła, okiełznałam strach i wyruszyłam w nieznane" - pisze w swojej książce. - Kilka dni po usłyszeniu diagnozy miałam taką zachłanność na życie, że pomyślałam sobie, skoro być może jest tak, że te dni są policzone - to ja już w takim razie nie dbam o nic, co mnie wcześniej blokowało. Ja już nie chcę się bać, ja już nie chcę się zastanawiać, czy tak wypada, nie chcę myśleć, czy powinnam tak robić czy nie powinnam - wspomina. - Chcę mieć odwagę, żeby spełniać wszystkie swoje marzenia, na które wcześniej nie było czasu, albo nie było pieniędzy, albo odwagi - podkreśla. - Ja je przeżyję tak bardzo, jak nigdy nie odważyłam się przeżywać - mówi dodając, że gdy ostatecznie okazało się, że jest zdrowa, wypełniła ją ogromna wdzięczność za to doświadczenie.

Zmiana o 180 stopni

Przed chorobą praca dla Sylwii Pogorzelskiej była na pierwszym miejscu. Zajmowała się transportem międzynarodowym. - To wymaga bycia praktycznie non stop pod telefonem, 24 godziny na dobę. Pamiętam, kiedy moja córka miała 4-lata - czyli na dwa lata przed moją diagnozą – wyjechałyśmy sobie za miasto i ja cały czas rozmawiałam z kierowcami. Moja córka powiedziała mi wtedy, że woli Kasię, czyli jej opiekunkę, bo ona nie rozmawia tyle przez telefon. Wtedy sobie uzmysłowiłam, że coś w tych priorytetach jest nie tak - wyjaśnia. - Choroba wywróciła moje życie do góry nogami. Praca przestała istnieć - przyznaje. 

Kiedy zorientowała się, że coś jest nie tak?

- Myślę, że miałam raka przynajmniej trzy lata przed diagnozą. Wyczułam guz w piersi i chodziłam regularnie, co pół roku, na badania USG. I za każdym razem słyszałam, że jest ok, że guz ma regularne kształty i nie rośnie, chociaż mi wydawało się pod palcami, że rośnie - opowiada Sylwia Pogorzelska. Ostatecznie dopiero trzeci lekarz skierował ją na onkologię. Dziś podkreśla, jak ważne jest to, aby pilnować badań i zmieniać lekarzy. - Bywa, że przywiązujesz się do jakiegoś lekarza, jak do fryzjera. Czasem potrzeba jednak nowego, świeżego oka, które może coś zaniepokoi - przyznaje.

Jestem w procesie zdrowienia

Według autorki kluczem do wyzdrowienia jest odpowiednie nastawienie. M.in. zamiast mówić: choruję na raka, warto powiedzieć: jestem w procesie zdrowienia. - To ma zupełnie inną energię - podkreśla i dodaje, że rak to nie wyrok wbrew temu, co się powszechnie uważa, to choroba przewlekła. Ważne jest też to, aby także nie używać terminologii, że się walczy z rakiem, bo walczyć może jedynie lekarz, który ma do tego narzędzia. To nie jest rola pacjenta, on ma skupić się na szukaniu dobrostanu i spokoju. - Ja podeszłam do tego w taki sposób. Jeśli ten rak, czy tego chcę czy nie, jest częścią mnie, to ja nie mogę walczyć z kawałkiem siebie, bo to są moje własne komórki. Nie mogę więc budować sobie takiego wewnętrznego konfliktu. Zaakceptowałam ten fakt. Teraz pytanie, co ja z tym zrobię, żeby moje ciało sobie z tym poradziło. Bo ja jestem zdecydowaną zwolenniczką podejścia, że w organizmie, w którym jest środowisko, w którym choroba nie może się rozwinąć, choroba nie może się rozwinąć. I na tym się koncentrowałam - mówi. Dlatego niezależnie od leczenia, medytowała, odpoczywała, wizualizowała, dobrze się odżywiała i zwracała szczególną uwagę na sygnały płynące z ciała oraz intuicji. Nauczyła się czytać samą siebie. 

Więcej na ten temat w audycji Agnieszki Trzeciakiewicz w "Onko Story". Zapraszamy do jej odsłuchania

Magdalena Hejna