"Najmocniej boli brak rozmowy i dotyku". Siri Hustvedt wspomina Paula Austera
"Księga duchów" Siri Hustvedt to niezwykle osobista opowieść o miłości, stracie i tym, co pozostaje po człowieku, który był dla nas całym światem. - Od śmierci Paula (Austera) minęły dwa lata. Ludzie często mówią, że po roku robi się lżej. Ale ja myślę, że w tym czasie znacznie lepiej przystosowałam się pod względem fizjologicznym do bycia samą. Wcale nie chodzi o to, że jest lepiej, bo jest wręcz gorzej. Wskrzesiłabym Paula w mgnieniu oka, gdyby tylko była taka możliwość - mówiła w poruszającej rozmowie z Michałem Nogasiem Siri Hustvedt we "Wszystkich książkach świata".
Amerykańska pisarka Siri Hustvedt
Foto: JOHN MACDOUGALL/AFP/East News
Siri Hustvedt jest uważana za jedną z najważniejszych współczesnych intelektualistek. Urodziła się w rodzinie norweskich migrantów, którzy przybyli do Minnesoty dekady temu. Ma na swoim koncie powieści, eseje i prace, które łączą fikcje z psychoanalizą, neurobiologią i badaniami nad feminizmem, jest także poetką. W Polsce ukazały się m.in. "Wspomnienia przyszłości", "Świat w płomieniach" czy "Amerykańskie smutki".
Posłuchaj audycji Trójki:
- Siri Hustvedt o "Księdze duchów" i życiu bez Paula Austera we "Wszystkich książkach świata"
- "Wszystkie książki świata" - audycja Michała Nogasia
Teraz - w przekładzie Jerzego Kozłowskiego - dostaliśmy "Księgę duchów". To pamiętnik, wspomnienia, zbiór myśli, listów, notatek, obserwacji. Książka opublikowana w tym roku i napisana po śmierci człowieka, z którym przez 43 lata szła przez życie - Paula Austera.
Siri i Paul uznawani byli i nadal są za jedno z najważniejszych małżeństw współczesnej literatury. Ich dom na Brooklynie był miejscem ważnych rozmów. Tam powstawały m.in. listy w obronie prześladowanych na całym świecie pisarzy.
Paul Auster zmarł 30 kwietnia 2024. "Chociaż wcześniej często się zastanawiałam, jakby wyglądało moje życie bez Paula, teraz zacząłem je sobie wyobrażać częściej. Wyobrażałam sobie, że samotnie krążę po domu. Wyobrażałam sobie żałobę. Jeśli twój ojciec umrze - powiedziałam mojej córce Sophie - stracę swoją codzienność. Nie przypuszczałam jednak, że po śmierci Paula czas rozreguluje się nie do poznania. Pamiętam, a po chwili zapominam, jaki jest dzień. Pamiętam, że mamy maj i po chwili zapominam" - pisze Siri Hustvedt w swojej książce.
Siri Hustvedt o "Księdze duchów"
Od śmierci Paula minęły ponad dwa lata. Czy życie w jakimkolwiek stopniu wróciło do tak zwanej normy? - Sama zadaję sobie to pytanie: "Jak się masz?". Pojawia się odpowiedź, której przed śmiercią Paula nie byłabym w stanie zrozumieć. Mimo że straciłam oboje rodziców, których bardzo kochałam, to jednak utrata bliskiej osoby, kogoś, z kim spędzało się każdy dzień, to swego rodzaju trauma - mówiła autorka "Księgi duchów.
- Od śmierci Paula minęły dwa lata. Ludzie często mówią, że po roku robi się lżej. Ale ja myślę, że w tym czasie znacznie lepiej przystosowałam się pod względem fizjologicznym do bycia samą. Wcale nie chodzi o to, że jest lepiej, bo jest wręcz gorzej. Wskrzesiłabym Paula w mgnieniu oka, gdyby tylko była taka możliwość. Myślę jednak, że to, co się we mnie zmieniło, polega na tym, o czym mówił Maurice Marleau-Ponty. Ruchowa - w dużej mierze nieświadoma i przedosobowa część mnie - lepiej przystosowała się do samotności, do pracy i wykonywania codziennych czynności bez niego. Właśnie to sprawiło, że łatwiej mi się żyje - przyznała Siri Hustvedt.
- Tym, co traumatyzuje najbardziej, jest codzienność. Nadal najmocniej boli brak rozmowy i dotyku, bo żyliśmy w ścisłej diadzie. Byliśmy parą ludzi, którzy prowadzili ze sobą nieustanny dialog i byli w ciągłym kontakcie fizycznym. Z czasem wcale nie jest lepiej. To coś, z czym uczysz się żyć - mówiła pisarka.
"Dwoje ludzi może stworzyć między sobą trzecią rzeczywistość"
W "Księdze duchów" jest zdanie, które w polskim wydaniu zostało nawet zacytowane na okładce, wypowiedziane niegdyś przez Paula Austera: "Gdybyśmy żyli ze sobą jeszcze 100 lat, stalibyśmy się tą samą osobą".
- Ważnym wątkiem w książce jest coś, o czym myślałam od dawna, na wiele lat przed śmiercią Paula.
Chodzi o to, że dwoje ludzi może stworzyć między sobą trzecią rzeczywistość. Ta trzecia, relacyjna przestrzeń powstaje z biegiem czasu. Nazywam to również formami przenikania się. Nie oznacza to wcale, że brakuje szacunku dla godności i autonomii drugiego człowieka. Myślę, że Paul i ja byliśmy w stanie zbudować tę trzecią rzeczywistość właśnie dlatego, że tak bardzo szanowaliśmy swoją pracę i wyjątkowość. Tymczasem w kulturze neoliberalnej, którą odziedziczyliśmy na Zachodzie, mamy obsesję na punkcie jednostki, skupienia na sobie i self-carze, a także na punkcie zbankrutowanej idei konsumenta jako odizolowanej monady. Uważam, że jest to sprzeczne z ludzką naturą. Jesteśmy zwierzętami społecznymi. Jesteśmy nierozerwalnie połączeni z innymi, a jednym z najwspanialszych tego przejawów jest długotrwały związek miłosny, dzięki któremu dwoje ludzi tworzy tę cudowną trzecią jakość, jednocześnie coraz bardziej się do siebie zbliżając - uważa Hustvedt.
- Po wydaniu książki dostałam wiele listów, a podczas spotkań ludzie opowiadali mi o utracie męża czy żony i o tym, jak mocno ta książka do nich przemówiła. Myślę, że właśnie stąd czerpie ona swoją siłę. Choć oczywiście łączyła nas z Paulem relacja wyjątkowa, której nie każdy w życiu doświadcza, to są w niej elementy bardzo bliskie doświadczeniom wielu ludzi - mówiła pisarka.
- Czasami mówiłam coś, co brzmiało dokładnie jak słowa Paula, chociaż miałam poczucie, że sama wpadam na to w tej chwili. On robił dokładnie to samo. To doskonały przykład tego, jak stajemy się coraz bardziej podobni do drugiego człowieka, jak przejmujemy jego cechy. Piszę w książce, że to dziwne, bo w pewnym momencie ja zmieniłam jego, a on zmienił mnie. Teraz noszę w sobie cząstkę niego, podczas gdy jakaś część mnie spoczywa w grobie razem z nim - powiedziała Siri Hustvedt.
Ewelina Kołaczek