Anna Borkowska z NASK o cyfrowym rodzicielstwie: Bądźmy obecni
Nastolatki spędzają online średnio prawie pięć godzin dziennie. Często spotykają się w internecie z sytuacjami, które je przerastają. O tym, jaki styl cyfrowego rodzicielstwa jest najkorzystniejszy i jak skutecznie rozmawiać z dziećmi o zagrożeniach - mówi nam Anna Borkowska, psycholog, ekspert ds. edukacji cyfrowej z Zespołu Programów Edukacyjno-Informacyjnych Państwowego Instytutu Badawczego NASK.
Anna Borkowska, psycholog, ekspert NASK
Foto: Arch. prywatne
- Sama rozmowa nie zawsze wystarcza, ale bez wątpienia jest punktem wyjścia do zrozumienia istoty problemu i znalezienia odpowiedzi na pytanie, co dalej - tłumaczy Anna Borkowska.
Gdy mleko się wylało
- W sytuacji interwencyjnej, musimy mieć świadomość, że dziecko przeżywa trudne emocje. Dorosły - który także ich doświadcza, bo empatycznie rozumie co się dzieje z jego dzieckiem i jest mu przykro z tego powodu, musi postawić się w roli ratownika kryzysowego - być opanowany, spokojny, wyważony. To pozwoli wspólnie zastanowić się nad możliwymi rozwiązaniami, które będą dobre dla dziecka i przez nie akceptowane i pozwolą mu wyjść z twarzą z tych trudności - wyjaśnia psycholog. - Warto zapytać dziecko: co mogę zrobić, co ty uważasz, że byłoby ok, na co możemy sobie pozwolić - podkreśla i dodaje, że ważne są nie tylko rozmowy, gdy już się mleko wylało, ale przede wszystkim te, które nam się wydają, że są "o niczym". To właśnie one budują zaufanie i sprawiają, że dziecko chętniej dzieli się z nami nie tylko pozytywnymi, ale także negatywnymi doświadczeniami. - To rozmowy o tym, co wydarzyło się w szkole albo jakie są teraz trendy na TikToku itp. Jeśli dziecko jest przyzwyczajone do takiej wymiany, gdzie rodzic słucha, stara się zrozumieć i nie potępia, nie ocenia, tylko na przykład dzieli się swoimi wrażeniami albo mówi, co mu się podoba, co mu się nie podoba, co jest bezpieczne, a co nie jest - no bo jednak ma dużo większe doświadczenie i pewną mądrość życiową - jest szansa, że to właśnie u rodzica poszuka pomocy - zaznacza ekspertka. Z reportu NASK "Nastolatki. Raport z ogólnopolskiego badania uczniów i rodziców" wynika, że niemal co drugi ankietowany uczeń, który doświadczył przemocy deklaruje, że nic z tym nie zrobił i nikomu o tym, nie powiedział - również dlatego, że bał się reakcji rodzica.
Style cyfrowego rodzicielstwa
Z najnowszego raportu NASK pt. "Style Cyfrowego Rodzicielstwa w Polsce" wyłania się następujący obraz rodziców: wspierający (styl autorytatywny), kontrolujący (styl nadzorujący), liberalni (styl pozostawiający swobodę) i niezaangażowani (styl niekonsekwentny).
Najliczniejszą grupę - aż 35 proc. - stanowią rodzice prezentujący niekonsekwentne podejście do wychowania cyfrowego. Brakuje im spójnej wizji a ich strategia wychowawcza opiera się w dużej mierze na doraźnym reagowaniu w sytuacjach kryzysowych. Zdaniem ekspertów ten styl charakteryzuje znacząca ilość konfliktów - brak stałych, jasno określonych granic powoduje, że dzieci nieustannie testują, na co mogą sobie pozwolić.
Na drugim miejscu - 26 proc. badanych - stanowią rodzice liberalni. To grupa, która pozostawia dzieciom wysoką autonomię, jeśli chodzi o aktywność w internecie, uważając ją za prywatną sprawę dziecka. W takim podejściu nie ma jasno określonych granic ani sztywnych barier, rodzice nie ingerują w to, co dziecko robi online. Ten styl charakteryzuje stosunkowo niewielka ilość konfliktów, ponieważ dorośli w dużej mierze wycofują się z bycia przewodnikiem po świecie cyfrowym dziecka. Nie zawsze też mają szansę zareagować odpowiednio wcześniej na trudności, których ono doświadcza, gdyż o nich nie wiedzą.
Trzecią pozycję stanowią rodzice kontrolujący - 21 proc. badanych. Ten styl charakteryzuje ścisły nadzór, jasno określone i z góry narzucone zasady, pełny monitoring aktywności dziecka w sieci m.in. poprzez dodatkowe aplikacje, limity czasowe. Jak podkreślają eksperci - ten styl powoduje najwięcej napięć na linii rodzice - dzieci, które regularnie podejmują próby ominięcia kontroli.
Na ostatnim miejscu - 18 proc. badanych - znajdują się rodzice wspierający. Z raportu NASK wynika, że ten model jest najbardziej optymalny jeśli chodzi o wychowanie cyfrowe. Rodzice prezentujący takie podejście są świadomymi mentorami - wyznaczają jasne granice i jednocześnie oferują prawdziwe wsparcie. Kontrolują czas spędzany w sieci i blokują niepożądane treści, ale robią to otwarcie - w sposób zrozumiały tłumacząc powód ograniczeń. W tym modelu występuje najmniej konfliktów, co według specjalistów z NASK związane jest z akceptacją zasad przez dzieci.
Zagrożenia i paradoks
Zdaniem badanych dorosłych najbardziej zagrożone w sieci są nastolatki w wieku 10-13 lat oraz 14-17 a także dzieci w wieku 6-9 lat. Co najistotniejsze mimo świadomości potencjalnych niebezpieczeństw czyhających na dzieci w internecie, rodzice najmłodszych nastolatków odpuszczają nadzór nad ich aktywnością online. Jak podkreśla Anna Borkowska z NASK to błąd. - Kontrola to nie jest coś, co powinniśmy zupełnie odłożyć na półkę albo schować do szuflady. Dobrze ją mieć pod ręką. Młodsze dziecko potrzebuje jej więcej - z czasem przeradza się ona w coraz większe zaufanie, a rodzic powoli oddaje sprawczość dziecku. Trzeba jednak pamiętać, że mózgi nastolatków się jeszcze kształtują, nie wszystkie obszary są rozwinięte. Np. kora przedczołowa, która odpowiada za hamowanie impulsów - jest jeszcze niedojrzała. I tutaj dobrze, gdyby rodzic był taką zewnętrzną korą przedczołową dziecka i czasami powiedział stop, bo dziecko się zapędziło - tłumaczy ekspertka i dodaje, że warto kierować się potrzebami dziecka. - Im mniejsze dziecko, tym więcej regulacji potrzebuje. Z czasem zbieramy owoce tego, co było wcześniej, ale nie rezygnujmy z takiego monitoringu. Z bycia obecnym - podkreśla.
Co można odpuścić, a czego nie warto
Trudno kontrolować wszystko - prawie 31 proc. badanych dorosłych skarży się na brak czasu. W których miejscach rodzice mogą nieco poluzować zasady, a w których nie powinni odpuszczać? - Na pewno to, co jest ważne z punktu widzenia rozwoju dziecka, także czysto fizycznego, to dbanie, aby dzieci nie zgubiły się w świecie technologii i nie spędzały wielu godzin przed ekranem - tłumaczy Anna Borkowska. - Możemy ustalić, że np. przed snem nie oglądamy niczego na telefonie, tylko wyciszamy się, aby wprowadzić nasz organizm, mózg, w stan regeneracji. Jeżeli nasz nastolatek ma z tym kłopot, umówmy się, że aparat na noc ląduje w naszej szafce. Wyznaczmy strefy czasowe bez telefonu. Umówmy się, że nie używamy urządzeń ekranowych podczas posiłków i wymagajmy tego od wszystkich domowników. Określmy jasne zasady i bądźmy konsekwentni w ich egzekwowaniu. Tłumaczmy też, skąd się wzięły i jaki jest ich cel. Łatwiej wtedy będzie dziecku je zaakceptować - wymienia psycholog.
- Nie odpuszczajmy szczególnie, jeśli widzimy niepokojące zmiany w zachowaniu naszego nastolatka. Może to świadczyć o uzależnieniu od technologii. Jeżeli zauważymy, że dziecko wycofuje się z kontaktów rówieśniczych, zamyka się w pokoju, cały czas spędza przed komórką czy ekranem komputera, że wycofało się z aktywności, które wcześniej lubiło - reagujmy, zmieńmy styl życia domowego, pilnujmy umowy i pomóżmy dziecku wrócić do rzeczywistości. Jeśli sprawa wymyka się spod kontroli - warto poszukać pomocy specjalisty - dodaje ekspertka.
- Zwłaszcza rodzice graczy powinni zachować czujność. Gry bardzo wciągają i nastolatkom trudno się od nich oderwać - bywa, że przestają jeść, dbać o czynności higieniczne, zaniedbują szkołę. Tym bardziej potrzebują kogoś, kto będzie ich zewnętrznym regulatorem, kto pomoże im odzyskać kontrolę - tłumaczy Anna Borkowska.
Jak podkreśla psycholog do "niepodlegających negocjacjom" obszarów należy także bezpieczeństwo: ochrona prywatności czy kontakty z nieznajomymi. - Dziecko, również to starsze, musi mieć zakorzenioną zasadę, że nigdy pod żadnym pozorem nie wysyła swoich intymnych zdjęć ani nie umawia się na spotkania z osobami poznanymi wyłącznie w sieci bez wiedzy rodziców - zaznacza.
- Większą elastyczność można natomiast zachować w kwestiach mniej istotnych z perspektywy rozwoju i bezpieczeństwa. Oglądanie przez nastolatka mało ambitnych filmów czy przewijanie memów może wydawać się stratą czasu, jednak internet ma prawo służyć dzieciom po prostu do rozrywki i relaksu - wyjaśnia ekspertka. - Jeśli materiały są wolne od przemocy i patologii, odpuśćmy krytykowanie gustu dziecka. Nie ma też potrzeby skrupulatnego odmierzania każdej minuty przed ekranem. Okazjonalne odstępstwa od limitów po intensywnym dniu nie są problemem. Znacznie ważniejsze od samej liczby minut jest to, co nastolatek robi w sieci, z kim się kontaktuje oraz czy cyfrowa aktywność nie odbywa się kosztem snu, aktywności fizycznej, relacji rodzinnych i obowiązków - dodaje Anna Borkowska.
Rozmawiała Magdalena Hejna