Wielka kura, która zachwyca i walczy, czyli dokument "Co do… kury?"

Czy w jednym filmie można połączyć trzy tak różne tematy jak wojna w Ukrainie, wojna lokalnej społeczności z planowaną budową przemysłowej fermy drobiu i unikatowe rzemiosło, czyli tworzenie pięknych, ożywionych lalek prezentowanych na europejskich festiwalach? Tak, jeżeli jest to dokument "Co do… kury?"

Wielka kura, która zachwyca i walczy, czyli dokument "Co do… kury?"

"Co do... kury?", reż. Joanna Deja

Foto: mat. prasowe

Łukasz Puczko to jeden z najbardziej cenionych polskich twórców superrealistycznych lalek. Kiedy w pobliżu jego rodzinnej miejscowości planowana jest budowa przemysłowej fermy drobiu, mieszkańcy, w tym Łukasz, postanawiają zaprotestować. Jedni piszą oficjalne pisma, pozwy, odwołania, a on robi to w sposób, który jest mu najbliższy - konstruując dwumetrową kurę. Tuż po wybuchu wojny w Ukrainie, mężczyzna otwiera swój dom dla rodziny uchodźców. Wśród nich jest nastoletnia Sabina, która w pracowni lalkarza stopniowo odnajduje przestrzeń bezpieczeństwa i twórczej ekspresji. Z czasem staje się jego asystentką i kontynuatorką unikalnego rzemiosła.


Film, który zrodził się z przypadku

Sam film, którego realizacja trwała kilka lat, powstał właściwie przypadkiem. Teraz można go zobaczyć na pokazach specjalnych w kinach i na festiwalach. - Pomysł na film zrodził się całkowicie przypadkowo, podczas pracy nad innym projektem. Jeden z moich ówczesnych bohaterów wrzucił link do zbiórki na budowę kury. Coś mnie tknęło, kliknęłam i jak zobaczyłam zdjęcia prototypu kury i opis, to pomyślałam "Matko, kto to jest? Muszę człowieka poznać!" - wspomina reżyserka Joanna Deja. - Pojechałam na Podlasie i tak poznałam Łukasza, poznałam ideę całego pomysłu. Zobaczyłam jego poprzedniego lalki, które są hiperrealistyczne i robią naprawdę ogromne wrażenie. Na przykład żubr wielkości prawdziwego żubra i zachowujący się jak praw prawdziwy żubr: obok tego nie można przyjść obojętnie - zapewnia.

- Sama idea walki kurą z fermą, która ma powstać, też wydała mi się bardzo ciekawa i oryginalna. I tak się zaczęła ta przygoda - dodaje.


Krajowa i międzynarodowa kariera kury

Budowanie tytułowej kury to był bardzo długi proces, który trwał dwa lata. Poza tym w trakcie jej tworzenia działo się bardzo dużo rzeczy. - To tyle trwało, ponieważ Łukasz jest też konstruktorem tej kury: sam tworzył projekt trochę metodą prób i błędów. Patrzył co się dzieje, co działa, co nie działa… A w trakcie budowy tej kury działo się też bardzo dużo: to był okres pandemiczny, więc Łukasz był obcięty od środków do życia. Wpadł w kryzys i jego stan psychiczny nie był najlepszy. A potem wybuchła wojna w Ukrainie i przyjął uchodźców pod swój dach. Między innymi nastoletnią Sabinę, która mieszkała u niego i została jego asystentką. To ona sprawiła, że prace z kurą ruszyły pełna parą - opowiada rozmówczyni Ryszarda Jaźwińskiego. - Kiedy kura została ukończona, ruszyła na festiwale międzynarodowe: Łukasz z Sabiną przejechali cały tour po Europie z nią i innymi lalkami Łukasza. Kura jest też wypożyczana do innych miejscowości które walczą z fermami drobiu: jest to taka siła medialna, która zwraca to uwagę na ten problem - wskazuje.

Całej rozmowy można posłuchać »TUTAJ«.


Piotr Radecki