"Coś, co mnie głęboko porusza". Hanns Zischler w Trójce
Hanns Zischler był gościem Trójki. Odtwórca głównej roli w "Ojczyźnie" Pawła Pawlikowskiego opowiedział o tym, jak interpretował postać Thomasa Manna, a także o pracy nad filmem i współpracy z reżyserem.
Hanns Zischler gościem Trójki.
Foto: screen/youtube.com/KinoSwiatPL
Gościem audycji "Wszystko Wszędzie Teraz" prowadzonej przez Katarzynę Borowiecką był Hanns Zischler, który opowiedział o pracy nad filmem "Ojczyzna" Pawła Pawlikowskiego. Dorobek aktora obejmuje ponad 200 ról - widzowie znają go m.in. z kultowego filmu Wima Wendersa "Z biegiem czasu" z 1976 roku oraz z "Monachium" Stevena Spielberga. W najnowszym, nagrodzonym w Cannes filmie Pawlikowskiego Zischler wciela się w Thomasa Manna.
"Podziwiam Thomasa Manna od wielu lat"
Zischler podkreśla, że od dawna podziwia Thomasa Manna. Dla aktora autor "Czarodziejskiej góry" jest twórcą, który potrafił w wyjątkowy sposób opowiedzieć historię własnego kraju, jego społeczeństwa i rodzinnych napięć.
- Podziwiam Thomasa Manna od wielu lat. Człowiek zawsze ma takie momenty fascynacji. Potem o czymś zapomina, potem znowu wraca, ale ogólnie rzecz biorąc, myślę, że to jeden z największych pisarzy w historii języka niemieckiego. Sceny, które tworzył, tragiczne zakończenia jego powieści, są głęboko związane z niemiecką historią, niemieckim społeczeństwem i rodzinami. On miał w sobie szczególną wrażliwość. Wiedział, jak opowiedzieć historię swojego kraju. I to jest coś, co głęboko mnie porusza - mówi Zischler w rozmowie z Katarzyną Borowiecką.
Aktor zaznacza, że wizja zaproponowana przez twórców filmu jest bardzo specyficzna i nie należy traktować jej jako klasycznej, szczegółowej biografii pisarza. "Ojczyzna" koncentruje się przede wszystkim na określonym momencie z życia Manna oraz na jego relacjach rodzinnych.
- Wizja Thomasa Manna, jaką miał Paweł Pawlikowski, oraz wizja Henka Handloegtena, współscenarzysty, były bardzo specyficzne. Akcja skupia się na jednym tygodniu z życia Manna i jego córki Eriki. To, co mieli w głowie i dlatego jest to takie ciekawe, nie było precyzyjną biografią człowieka, tylko opowieścią o jego relacji z córką i synem. Tym zmarłym synem. Chodziło o wizerunek, jaki Mann próbuje uratować na użytek świata zewnętrznego i może też dla samego siebie, żeby to wciąż jakoś funkcjonowało. Choć pod sam koniec on już wie, że wszystko rozsypuje się w kawałki - mówi aktor.
Posłuchaj audycji w Trójce:
"Obserwować człowieka, obserwować pisarza"
Zischler przyznaje, że w pracy nad rolą pomogło mu przekonanie, iż Thomas Mann był człowiekiem unikającym przesady. Taki sposób myślenia o postaci okazał się bliski także Pawłowi Pawlikowskiemu, który chciał pokazać pisarza nie jako odległy pomnik, lecz jako człowieka uchwyconego w konkretnych, codziennych sytuacjach.
– Właśnie dlatego to jest takie fascynujące - obserwować człowieka, obserwować pisarza, który jest jak wielki pomnik, ale pokazać go w tych bardzo konkretnych momentach: kiedy jedzie samochodem, wchodzi do hotelowego lobby, czyta artykuł. Jak to zrobić dobrze i wiarygodnie? Wiarygodność to cnota, jest niesamowicie ważna. Nie wolno przesadzać. Nie można z tym przesadzić, bo on sam był kimś, kto unikał przesady. To mi bardzo pomogło. Poza tym od samego początku wiedziałem, że idea Pawła była niemal identyczna - mówi artysta.
Całości rozmowy można posłuchać tutaj.