"Dzień objawienia": Spielberg opowiadając o kosmitach, opowiada o naszym świecie
"Dzień objawienia", najnowszy film Stevena Spielberga można obejrzeć w kinach od środy, 10 czerwca. I właśnie o tym filmie, ale także w ogóle o legendarnym reżyserze, Katarzyna Borowiecka rozmawiała w audycji "Wszystko Wszędzie Teraz" z krytykiem filmowym Jakubem Popieleckim.
Steven Spielberg
Foto: PAP/Avalon
Prezenterka pogody (Emily Blunt) wywołuje panikę i uruchamia falę spekulacji po tym, jak w czasie transmisji na żywo, nagle zaczyna mówić w tajemniczym języku. Zaczynają się spekulacje o kontakcie z istotami pozaziemskimi. Daniel (Josh O’Connor) orientuje się, że choć nie wie jak to możliwe, rozumie ten język i może przetłumaczyć go na angielski. Jego zdaniem ludzkość ma prawo poznać prawdę, więc chce upublicznić przesłanie od Obcych. Tymczasem rząd, reprezentowany przez agenta Scanlona (Colin Firth), zrobi wszystko, by nie dopuścić do ujawnienia prawdy…
Dziecięce spojrzenie Stevena Spielberga
Już na samym początku prowadząca i jej gość stwierdzili, że pozycja 79-letniego dziś twórcy "Szczęk" i "Fabelmanów" w przemyśle filmowym, ale też w ogóle w światowym show-biznesie jest taka, że wystarczy powiedzieć "Steven Spielberg" i… wszystko jest jasne.
- Pierwszy film Stevena Spielberga, który oglądałem, to był "Park Jurajski" (1993), kiedy miałem osiem lat - to chyba wiek, kiedy jego filmy najlepiej "wchodzą". Jest pewne połączenie między "Parkiem Jurajskim" a "Dniem objawienia" - to dwa filmy, które dla Spielberga napisał David Koepp. To taki hollywoodzki ekspert, który pisze pięć scenariuszy rocznie, z których większość jest realizowana. Sam zresztą też czasami reżyseruje - opowiada Trójkowy gość, wskazując przy okazji, że ostatnio napisał dwa scenariusze dla innego znakomitego reżysera, Stevena Soderbergha: "Presance" (2024) oraz "Szpiedzy" (2025). - Tenże Soderbergh zrobił swego czasu ciekawy eksperyment: przemontował "Poszukiwaczy zaginionej arki" (1981) w ten sposób, że wyciął z tego filmu kolor i dźwięk. Udowodniając tym samym, że ten film broni się bez koloru i bez dźwięku, pokazał, jak wspaniałym opowiadaczem wizualnym jest Steven Spielberg - tłumaczy.
- Dziecięce spojrzenie to charakterystyczna cecha filmów Spielberga: oczywiście się starzeje, ale wciąż ma to spojrzenie dziecka. I to powraca w "Dniu objawienia": nie zdradzę wiele mówiąc, że zagadka kosmosu kryje się we wspomnieniach w pokoju dziecięcego. I to jest najbardziej spielbergowska metafora, jaką moglibyśmy dostać - dodaje.
Spektakl, który nie jest błahym widowiskiem
Przechodząc do rozmowy o samym "Dniu objawienia" Katarzyna Borowiecka stwierdziła, że jest to film, który właściwie sięga do całej twórczości Spielberga. Jej rozmówca przytaknął określając "Bliskie spotkania trzeciego stopnia" (1977), "E.T." (1982) oraz właśnie "Dzień objawienia", mianem trylogii.
- To film bardzo metaspielbergowski: jest w aktywnej dyskusji z dziedzictwem reżysera. Wadą jest to, że on jest najciekawszy właśnie jako metafilm, a nie po prostu jako film, jako opowieść. Bo zarzuca się Spielbergowi, że "Szczękami" jakby zmienił paradygmat, który przesunął się z ambitnego, tak zwanego "Nowego Hollywood" (Scorsese, Coppola, De Palma) w stronę "Gwiezdnych wojen", spektaklu, popcornu utd. To jest trochę słuszne, trochę niesłuszne bo Spielberg na pewnym poziomie zawsze kręci takie filmy. W tym kontekście ciekawy jest tzw. "późny Spielberg", kiedy zaczął kręcić kino, które nazwałbym "kinem obywatelskim". To trochę takie kino "wujka zatroskanego stanem świata": np. "Lincoln", "Czwarta władza". "Dzień objawienia" również się w to wpisuje, bo to film o potrzebie mediów - niestety, o potrzebie starych mediów. I nie wiem, na ile ta recepta, którą Spielberg nam proponuje, to jest kwestia metryki, a na ile to rzeczywiście jest wiara - zastanawia się Jakub Popielecki. - Natomiast trzeba mu oddać, że choć w trakcie oglądania tego filmu miałem mieszane uczucia, to finał mnie kupił. Finał, w którym Spielberg tak jakby uruchamia wszystkie swoje instrumenty, wszystkie swoje siły i kręci spektakl, który nie jest spektaklem błahym. Jakby opowiadając o kosmitach, chciał nam opowiedzieć o świecie współczesnym i jego problemach. Dla mnie to zadziałało, chociaż pozostaje we mnie margines wątpliwości, czy możemy być optymistyczni w taki sposób, w jaki optymistyczny jest Steven Spielberg - stwierdza.
Całej rozmowy można posłuchać »TUTAJ«.
Piotr Radecki