Marek Kondrat: Adaś jest człowiekiem, który ma moje ciało i duszę
Podczas 40., jubileuszowej edycji Tarnowskiej Nagrody Filmowej, Mark Kondrat odebrał honorową Nagrodę za Całokształt Twórczości. Aktor porozmawiał również z Ryszardem Jaźwińskim, trójkowym ekspertem od spraw filmowych.
Marek Kondrat
Foto: mat. prasowe/CNK
Wręczenie nagrody było połączone z projekcją filmu "Dzień świra", w którym Marek Kondrat zagrał główną rolę Adasia Miauczyńskiego. Co ważne, podczas projekcji i uroczystości obecny był również reżyser filmu, Marek Koterski.
"Dzień świra": film zrozumiany i przyswojony przez ludzi
Ponieważ wręczenie powiązane było z projekcją "Dnia świra, właśnie od tego filmu rozpoczęła się rozmowa.
- Zdecydowanie ten film zajmuje ważne miejsce w moim życiu artystycznym. To jest film poruszający, to film który kosztował mnie wiele. I rzadko się zdarza, że aktor ma do czynienia z dziełem, które przeżywa, zanim je zobaczy: już scenariusz przysporzył mi wrażeń. Nie byłem zaskoczony, bo stworzyliśmy tego bohatera z Markiem w "Domu wariatów" nomen omen parędziesiąt lat wcześniej. Więc tego bohatera noszę w sobie od dawna i on ze mną pozostaje mimo wszystkich decyzji podjętych w życiu. Adaś jest człowiekiem, który mi siedzi w leśmianowskim garbie, od czasu do czasu puka przez drzwi i się odzywa - tłumaczy z uśmiechem Marek Kondrat. - To film znaczący także przez to, jaką wywołał reakcję u moich ziomków. Jest trafieniem w nasze serca, nasze myśli i naszą wrażliwość: doskonale zrozumiany, przyswojony przez ludzi. Nie mieliśmy tej świadomości z Markiem: pierwsza, krakowska premiera przed laty uświadomiła nam mniej więcej co zrobiliśmy. A potem już poszło lawinowo… - mówi.
- Mam właściwie codziennie do czynienia z reakcjami na ten film: jeżeli nie bezpośrednimi, to takimi, które są zawarte w języku. Bo Marek stworzył język tego filmu, stworzył bohatera, który posługuje się specjalną mową - i ona weszła w obieg, a my się nią posługujemy - dodaje.
Adaś Miauczyński jest jednym z nas
Jest rzeczą ciekawą, że Adaś Miauczyński w kolejnych filmach Marka Koterskiego był grany przez kilku aktorów. Jednak można powiedzieć, że ta postać, być może właśnie z powodu "Domu wariatów" i "Dnia świra" jest kojarzona właśnie z Markiem Kondratem.
- Mówiłem Markowi przy okazji zdjęć do "Domu wariatów", że dobrze by było, żeby ten bohater miał kilka wcieleń. Żeby po prostu był uniwersalny, żeby był jednym z nas, żeby człowiek nie przyzwyczaił się do jednej twarzy. Czyli za każdym rogiem wychodzi na nas inny Miauczyński z tym samym niepogodzeniem, buntem, tym samym miauczeniem na codzienność. I za każdym razem powinien mieć inne oblicze: Wojtek Wysocki, Czarek Pazura, Zbyszek Rola to są twarze tego samego bohatera. I dobrze, że tak się stało, bo "Dzień Świra" jest jakby z sumą, której Marek się bardzo bał (…) Dobrze jest zamknąć ten rozdział i miło, że to się zdarza w Tarnowie - stwierdza rozmówca Ryszarda Jaźwińskiego. - Nie mógłbym powiedzieć, że w moim dorobku ponad 100. filmów, jest taki, który lubię i najbardziej wspominam. Wspomina się różne rzeczy: młodość w "Zaklętych rewirach", bisurmaństwo i wspaniałe koleżeństwo w "CK Dezerterach", setki innych brawurowych postaci obok chociażby w "Pułkowniku Kwiatkowskim". Natomiast Adaś jest mi czymś niesłychanie bliskim: jest człowiekiem który ma moje ciało i duszę - tłumaczy.
"Janusz Majewski naznaczył moją drogę filmową"
Po ogłoszeniu w marcu 2007 roku, że kończy aktorską karierę, trzy lata później Marek Kondrat powrócił, by zagrać w filmie Janusza Majewskiego "Mała matura".
- Janusz jest w moim życiu człowiekiem niesłychanie ważnym. W "Zaklętych rewirach", kiedy w Pradze czeskiej poszliśmy na jakiś koncert, zadzierzgnęliśmy więzy krwi nieomal (śmiech). Jeden trafił na drugiego i czułem, że mimo różnicy wieku, bardzo sobie odpowiadaliśmy. Mieliśmy ten sam schemat kumplowania się, porozumiewania, który był obu niesłychanie bliski. Janusz odszedł w sędziwym wieku i mieliśmy okazję uściskać się wielokrotnie. Nie musieliśmy za dużo mówić do siebie, by rozumieć, jak świat się starzeje razem z nami - wspomina Trójkowy gość. - Właściwie Janusz naznaczył moją drogę filmową: dzięki niemu stałem się w filmie tym kim jestem. I dzięki niemu odebrałem pierwszą nagrodę na festiwalu w Panamie, która dotarła do mnie po pół roku. A na dyplomie było napisane "Dla najlepszego aktora festiwalu Romana Boryczko". (śmiech)
Całej rozmowy można wysłuchać »TUTAJ«.
Piotr Radecki