Wojska USA w Polsce. "Wyścig o przypinanie sobie orderów"

Zwrot w sprawie obecności żołnierzy USA w Polsce. Po wcześniejszej informacji o wstrzymaniu rotacji brygady pancernej, prezydent USA zapowiedział wysłanie do Polski dodatkowych sił. -  Ten sukces zawdzięczamy znakomitym relacjom między prezydentem Karolem Nawrocki a prezydentem Donaldem Trumpem - stwierdził Wojciech Kolarski z Kancelarii Prezydenta. Andrzej Halicki (KO) apelował, aby przedwcześnie nie uczestniczyć w "wyścigu o przypinanie sobie orderów". 

Wojska USA w Polsce. "Wyścig o przypinanie sobie orderów"

Śniadanie w Trójce

Foto: PR3

Waldemar Buda (Prawo i Sprawiedliwość), Sebastian Gajewski (Lewica), Andrzej Halicki (Koalicja Obywatelska), Wojciech Kolarski (Kancelaria Prezydenta), Marek Krawczyk (Polska 2050), Witold Tumanowicz (Konfederacja) gośćmi Rocha Kowalskiego (Śniadanie w Trójce)
+
Dodaj do playlisty
+

Najważniejsze informacje w skrócie: 

  • Prezydent USA zapowiedział wysłanie do Polski 5 tys. żołnierzy
  • Wcześniej strona amerykańska zapowiedziała wstrzymanie rotacji sił USA w Polsce
  • Goście "Śniadania w Trójce" komentowali tę zmianę stanowiska Białego Domu i spierali się o rolę prezydenta Karola Nawrockiego w tej sprawie

OGLĄDAJ. "Śniadanie w Trójce"

Będzie więcej wojsk amerykańskich w Polsce. Po tygodniu od pojawienia się informacji o wycofaniu z rotacji w Polsce czterech tysięcy amerykańskich żołnierzy Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone wyślą do naszego kraju dodatkowe pięć tysięcy wojskowych. Nie sprecyzował jednak, czy oznacza to zwiększenie dotychczasowej liczebności sił USA w Polsce, czy jedynie korektę wcześniejszych decyzji dotyczących rotacji wojsk. Pentagon nie podał szczegółów, które stoją za decyzją prezydenta Stanów Zjednoczonych. Sam prezydent USA napisał, że na jego decyzję o wysłaniu dodatkowych żołnierzy wpłynęła "relacja z Karolem Nawrockim, którego wsparł w kampanii prezydenckiej".

Przed ubiegłotygodniową decyzją rządu Donalda Trumpa o wycofaniu z rotacji jednej brygadowej grupy bojowej w Polsce stacjonowało około 10 tysięcy żołnierzy. Gdyby do tej liczby dodać 5 tysięcy, które zapowiedział Trump, byłoby ich 15 tysięcy. Jeśli natomiast uwzględnić w rachunkach 4 tysiące wycofanych, łączna liczebność wojsk amerykańskich w Polsce wyniosłaby 11 tysięcy. Pentagon nie odpowiedział jednak na pytanie Polskiego Radia, która z tych sytuacji będzie mieć miejsce, odsyłając po informacje do Białego Domu. Urząd prezydenta USA milczy.

Waldemar Buda (Prawo i Sprawiedliwość), Sebastian Gajewski (Lewica), Andrzej Halicki (Koalicja Obywatelska), Wojciech Kolarski (Kancelaria Prezydenta), Marek Krawczyk (Polska 2050), Witold Tumanowicz (Konfederacja) gośćmi Rocha Kowalskiego (Śniadanie w Trójce)
1:07:49
+
Dodaj do playlisty
+

 

Relacje Nawrockiego z Trumpem

To wielki sukces polski, ogromny sukces prezydenta Karola Nawrockiego - powiedział Wojciech Kolarski z Kancelarii Prezydenta. Podkreślił, że zawdzięczamy go "znakomitym relacjom między prezydentem Karolem Nawrockim a prezydentem Donaldem Trumpem". Przypomniał, że 3 września w czasie spotkania w Białym Domu sprawa obecności amerykańskich wojsk w Polsce była jednym z tematów. - Tam padły słowa zapewniające o tym, że amerykańska obecność jest niepodważalna, że jesteśmy modelowym sojusznikiem i że sojusz polsko-amerykański również przejawia się obecnością wojsk amerykańskich - dodał.

Dopytywany, czy teraz, bezpośrednio przed decyzją o wysłaniu żołnierzy do Polski, była rozmowa prezydentów, Kolarski nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi. - Proszę zostawić kuchnię pracownikom kancelarii. Prezydent ma świetne relacje i cieszmy się z tego sukcesu, bo to efekt się liczy tutaj, a dyplomacja lubi spokój - stwierdził.

- Ja bym nie uczestniczył w takim wyścigu o przypinanie sobie orderów, zanim nie będzie cały proces zrealizowany, dokonany i stanie się faktem - powiedział Andrzej Halicki (Koalicja Obywatelska). Zwrócił uwagę, że mówimy równocześnie o reorganizacji w ramach NATO, relokacji i rotacyjnej obecności wojsk w Polsce i redukcji obecności wojsk amerykańskich po 2022 roku. Przypomniał, że w Europie było 105 tys. żołnierzy USA, w tej chwili jest 90 tys., a poziom ten będzie jeszcze prawdopodobnie obniżony. - To jest ta pierwsza zapowiedź, która była najbardziej niepokojącą - ocenił. Zaznaczył, że Donald Trump jest prezydentem nieprzewidywalnym i "raz mówi jedno, raz mówi drugie". - Do tych słów też nie przywiązywałbym tak dużej wagi, jak do całego procesu, który ma jeden cel - wzmocnienie flanki wschodniej - powiedział. Halicki podkreślił, że niezależnie od tego, ilu żołnierzy USA ostatecznie trafi do Polski, ta zapowiedź powinna być wiążąca i wyegzekwowana.

- To, że nie było telefonu, nie było tej rozmowy, to jest oczywiste - mówił polityk KO odnosząc się do wcześniejszej odpowiedzi Kolarskiego na pytanie o kontakty Nawrockiego z Trumpem. - Może się tak znakomicie komunikują, że nawet słów nie potrzeba - dodał. Jednocześnie przyznał, że cieszy się, że są dobre relacje, bo "wszyscy powinniśmy pracować na rzecz polskiego bezpieczeństwa".

Polska za to płaci

Witold Tumanowicz (Konfederacja) wskazał, że sama obecność żołnierzy USA w Polsce nie była kwestionowana, a sprawa dotyczy liczebności tych sił. - Obecność amerykańskich wojsk w Polsce ma element raczej odstraszający niż to, że jest to jakaś siła militarna, która ma nas tutaj bronić - stwierdził.

Zaznaczył, że musimy znać kontekst. - Amerykanie dużo więcej dopłacają do obecności swoich wojsk w Niemczech, niż to się dzieje w Polsce - wskazał. Przypomniał, że "w Polsce duża część tych kosztów jest podnoszona przez Polskę". Ocenił, że jeśli USA chcą mieć wojska w tym rejonie świata, to w ich interesie jest, aby były w Polsce a nie w Niemczech. - To jest naturalny interes Stanów Zjednoczonych, więc się nie dziwię, że Donald Trump też to dostrzega - dodał. Podkreślił, że amerykańska obecność w Polsce jest pożądana ze względu na odstraszanie, ale "powinniśmy też mieć świadomość, że bardzo dużo za to płacimy".

- Ja przede wszystkim chciałbym powiedzieć o sukcesie polskiego państwa - stwierdził Marek Krawczyk (Polska 2050). Przyznał, że cieszy się z deklaracji prezydenta Trumpa, choć zastrzegł, że potrafi on zmieniać zdanie i zaskakiwać wpisami w mediach społecznościowych. - Najważniejsze jest, co z tego rzeczywiście zostanie, ilu tych tych żołnierzy trafi ostatecznie do Polski - ocenił.

Zaznaczył, że w temacie bezpieczeństwa naszego kraju nie należy patrzeć tylko na obecność amerykańską w Polsce, ale chociażby też w państwach bałtyckich. - I tu mam pewne obawy - dodał. - Ataki dronowe na państwa bałtyckie w ostatnich dniach pokazują, że tam będzie ten punkt zapalny prawdopodobnie w najbliższych miesiącach - analizował. Dodał, że cieszą go dobre relacje prezydentów USA i Polski. - Wszystkim nam to na pewno się przyda i państwu polskiemu także - wskazał.

Problemem Tusk czy Trump?

- Musimy sobie zdawać sprawę, że mamy niezwykle trudną i skomplikowaną sytuację - alarmował Waldemar Buda (PiS). Wyjaśnił, ze te wszystkie rzeczy o których słyszymy i mówimy "dzieją się jakby pomimo rządu albo wbrew rządowi". Dodał, że relacje premiera polskiego rządu z Trumpem, jeśli jakieś są to tragiczne. - Spotkał się raz z prezydentem Trumpem i go obraził. Nazwał go agentem. I my w tej sytuacji musimy dzisiaj sobie radzić jako państwo polskie - tłumaczył.

- Mamy dzisiaj na szczęście Karola Nawrockiego, prezydenta, który ratuje tę sytuację - stwierdził. Ostrzegł, że nie ma pewności, czy da się tak uratować każdą sytuację. Buda oponował, że kwestie finansowe miały wpływ na decyzję USA o wysłaniu żołnierzy do Polski. - Amerykanie więcej płacą za ten kontyngent niż my, Polacy. To jest mniej więcej 1 do 3 - poinformował. Nie zgodził się też z tezą, że obecność wojska USA w Polsce jest tylko symboliczna. Argumentował, że w przypadku ataku na państwa bałtyckie i uruchomienia art. 5 NATO, amerykański kontyngent może przystąpić do działania.

- Myślę, że wyzwaniem nie są personalne relacje Donalda Tuska z Donaldem Trumpem. Dzisiaj podstawowym wyzwaniem dla Polski, dla Europy i dla świata jest sam Donald Trump i sposób uprawiania przez niego polityki - ocenił Sebastian Gajewski (Lewica). - Zmierzyliśmy się z historią o zajmowaniu Grenlandii. Zmierzyliśmy się z komunikatami o tym, że Stany Zjednoczone mają występować z NATO. Mierzymy się obecnie z wojną w Iranie - wyliczył. Tłumaczył, że w tych warunkach wyzwaniem jest utrzymanie dobrych relacji i jest to też wyzwanie dla prezydenta.

- Ja nie powiedziałbym, że pan prezydent Karol Nawrocki cokolwiek ratuje - stwierdził Gajewski. Zaznaczył, że Karol Nawrocki jako prezydent RP, bierze udział w procesie, w którym tak samo jak prezydent i Kancelaria Prezydenta biorą udział rząd, premier, a w szczególności Ministerstwo Obrony Narodowej. - To jest gra drużynowa, w której w trudnych warunkach walczymy o to, żeby utrzymać obecność wojsk amerykańskich w Polsce - podsumował

Goście Rocha Kowalskiego, poza tematami związanymi z bezpieczeństwem, omówili też sprawę referendum w Krakowie i sytuację wokół Izraela. 

Najczęściej czytane

Źródło: Trójka
Prowadzący: Roch Kowalski
Opracowanie: Filip Ciszewski