Co z wojskami USA w Polsce? "Sprawa wygląda niepokojąco"

Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał, że "reorganizacja prowadzona przez Pentagon może wpływać na rodzaj amerykańskich wojsk i miejsce ich dyslokacji w Europie, ale nie dotyczy zmniejszania kontyngentu amerykańskiego w Polsce". - To jest element nowej strategii bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, czyli mniejszej obecności w Europie i presji, którą wywiera prezydent Trump na swoich sojuszników w NATO - przyznał Andrzej Szejna (Lewica). - Mam nadzieję, że MON zareaguje prawidłowo, a BBN będzie mógł to wspierać, co oczywiście jesteśmy otwarci i gotowi robić w każdym momencie - zadeklarowała z kolei Barbara Socha z Kancelarii Prezydenta. 

Co z wojskami USA w Polsce? "Sprawa wygląda niepokojąco"

Podsumowanie najważniejszych wydarzeń tygodnia w Trójce

Foto: Polskie Radio

OGLĄDAJ. "Śniadanie w Trójce"

W Stanach Zjednoczonych trwają prace nad reorganizacją obecności wojsk amerykańskich w Europie, co potwierdził między innymi rzecznik rządu Adam Szłapka. Polityk podkreślił jednocześnie, że dla Polski obowiązujące w tej sprawie jest zapewnienie Donalda Trumpa, które otrzymał prezydent Karol Nawrocki. Zgodnie z nim zmiany mają nie obejmować Polski.

Minister obrony Narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz również odniósł się do informacji o rozmieszczeniu wojsk USA w Europie. Wicepremier przekazał, że reorganizacja prowadzona przez Pentagon nie dotyczy zmniejszania kontyngentu amerykańskiego w naszym kraju. W tej sprawie miał się kontaktować między innymi z gen. Alexusem Grynkewiczem, najwyższym dowódcą Sił Sojuszniczych w Europie i dowódcą Dowództwa Europejskiego USA.

Presja ze strony Trumpa?

Andrzej Szejna z Lewicy stwierdził, że działania Stanów Zjednoczonych są elementem strategii USA w zakresie bezpieczeństwa. - Czyli mniejszej obecności w Europie i presji, którą wywiera prezydent Trump na swoich sojuszników w NATO, a także zwiększenia swojej odpowiedzialności za bezpieczeństwo oraz zwiększenia wydatków. Polska to czyni. Tego elementem jest oczywiście program SAFE, ogromne inwestycje w polski przemysł zbrojeniowy i budowanie naszej suwerenności - zaznaczył. 

Były wiceszef MSZ wskazał, że aktualnie w Polsce stacjonuje 10 tysięcy amerykańskich żołnierzy i najpewniej tak pozostanie. - Nie mamy żadnych informacji, aby ich obecność w Polsce była ograniczona. Natomiast pamiętajmy, że Stany Zjednoczone właśnie w ramach swojej reorganizacji oraz zmiany strategii, gdzie indziej lokują swoje interesy strategiczne i gdzie indziej dopatrują się swoich konkurentów. To są przede wszystkim Chiny - dodał i jednocześnie zapewniał, że " zabiegamy o to, aby obecność wojsk Stanów Zjednoczonych na wschodniej flance NATO, była stabilna".

"Nerwowe i gwałtowne ruchy Kosiniak-Kamysza"

Barbara Socha (Kancelaria Prezydenta) przyznała, że szczegółowe informacje w sprawie relokacji amerykańskich żołnierzy posiada Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. - Z tego, co możemy powiedzieć publicznie, sprawa wygląda w moim przekonaniu dosyć niepokojąco. Natomiast mam nadzieję, że wszystko jest do uratowania - powiedziała. 

Doradczyni prezydenta zwróciła uwagę, że "kwestie procedury rotacji sił są koordynowane i ustalane pomiędzy polskim Ministerstwem Obrony Narodowej i Pentagonem". - Jeżeli te wojska się przemieszczają, to jest lub był taki moment - nie wiem, czy to okienko się już zamknęło - na to, aby MON zaproponował nowe miejsca i pomysły na rozmieszczenie tych sił - mówiła. - Sądząc po tym, jakie są dzisiaj dosyć nerwowe i gwałtowne ruchy ministra obrony narodowej o tym, że będzie spotykał się z amerykańskimi generałami, o tym, że wiceministrowie jadą do Stanów Zjednoczonych, o czym powiedział wczoraj wieczorem, to sugeruje - ale to już mówię jako obserwator - nerwowe kroki, które są odpowiedzią na to, że coś zostało przegapione. Być może, a być może nie. Ja mam nadzieję, że nie - kontynuowała. 

"To jest ruch adekwatny"

Jan Szyszko z Polski 2050 nie zgodził się z opinią, że szef MON miał zaniedbać relacje z Pentagonem i pozwolić, by żołnierze USA wycofywani z Niemiec, nie trafili do Polski. - Dziwię się, że wyjazd czy misja wiceministrów w tej sprawie do Stanów Zjednoczonych jest przez kogokolwiek uważana jako ruch nerwowy. To jest ruch adekwatny. Jeżeli mamy do czynienia z takimi deklaracjami czy działaniami po stronie amerykańskiej, naturalna jest reakcja na wysokim poziomie ze strony polskiej - tłumaczył.

Zdaniem wiceministra cała sytuacja pokazuje, jak ważne jest dbanie o relacje ze Stanami Zjednoczonymi, co powinno - jak podkreślił - odbywać się ponad politycznymi podziałami. - Ważne jest też dywersyfikowanie gwarantów czy źródeł naszego bezpieczeństwa. W tym kontekście pojawia się również waga i znaczenie programu SAFE, który kieruje bardzo duże środki inwestycyjne na rzecz zbrojeń i wzmacniania polskiego przemysłu obronnego i współpracy z europejskimi partnerami - zauważył.

Najczęściej czytane

Źródło: Trójka
Prowadzący: Roch Kowalski
Opracowanie: Dominika Główka