"Jestem zadowolony z tej decyzji". Marek Kondrat o roli Rzeckiego w "Lalce"
Ekranizacja "Lalki" w reżyserii Macieja Kawalskiego zapowiada się jako jedna z najgłośniejszych premier filmowych jesieni. W nowej adaptacji powieści Bolesława Prusa Marek Kondrat wcieli się w postać Ignacego Rzeckiego. O swojej interpretacji bohatera oraz o efekcie, jaki chciał osiągnąć, grając subiekta ze sklepu Stanisława Wokulskiego, aktor opowiedział na antenie audycji "Trójkowo, Filmowo".
Marek Kondrat o roli Rzeckiego w "Lalce"
Foto: screen/youtube.com/KinoSwiatPL
Powrót Marka Kondrata do aktorstwa w roli Ignacego Rzeckiego w nowej filmowej adaptacji "Lalki" wywołał szerokie zainteresowanie. W rozmowie z audycją "Trójkowo, Filmowo" aktor opowiedział o swoim podejściu do postaci Rzeckiego, zdradził, jak będzie wyglądała interpretacja subiekta, a także wyjaśnił, jaki efekt chciał osiągnąć, mierząc się z bohaterem powieści Bolesława Prusa.
"Przejąłem się tym, co zobaczyłem"
Jak przyznaje Marek Kondrat, materiały z filmu, które miał okazję zobaczyć, mocno go poruszyły. Aktor podkreśla, że cieszy się z decyzji o przyjęciu roli Ignacego Rzeckiego, ponieważ uczestniczy w kinie, o jakim od dawna marzył. Produkcja ma dla niego również wymiar osobisty - jego ojciec, Tadeusz Kondrat, zagrał Szlangbauma w adaptacji "Lalki" w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa.
- Jestem w dobrym humorze, zwłaszcza po obejrzeniu trzech fragmentów, bo tyle widziałem. No i się przejąłem, tym co zobaczyłem. Tak jak powinno być, kiedy człowiek siada w kinie i widzi coś fajnego, to się wzrusza. I miałem takie uczucie, że uczestnicze w takim kinie, o którym zawsze myślałem i marzyłem, że ono przenosi nas w trochę inny świat, że daje wrażenia takiej konstrukcji, którą trudno sobie wyobrazić dzisiaj współcześnie. Ze postaci, które są na tym ekranie noszą emocje bardzo nam bliskie w sumie, są prawdziwe, to jest wartosć tej powieści (...) Że uczestniczę w zdarzeniu, które ma kontynuację, który zagrał u Hasa postać Szlangbauma. Pomyślałem, że jak jest taka okajza, to czemu nie. Ja słucham swojego organizmu i podszeptów intuicyjnych i się z nimi nie bronię. I jestem zadowolony z tej decyzji - mówi Kondrat.
Posłuchaj audycji w Trójce:
"Nie ma co walczyć"
Jak mówi aktor, w filmowej adaptacji zabraknie narracji prowadzonej z perspektywy Rzeckiego. Jednocześnie Kondrat podkreśla, że zaakceptował wizję twórców i nie zamierzał spierać się z przyjętą koncepcją scenariusza.
- Postać Rzeckiego jest mocno okrojona, on nie ma swojej perspektywy narracyjnej tak jak u Prusa. Żartobliwie wspomina swój pamiętnik, który prowadzi w rozmowie z postacią dziennikarza, który imituje postać samego autora, czyli Bolesława Prusa, Aleksandra Głowackiego. Reżyser i przewrotnie i zabawnie umieścił to w filmie. Nie przeraża mnie uskromnienie tej postaci, czuje się częścią. Zawsze miałem taki stosunek do tego zawodu należycie podrzędny ; jeżeli organizator, którym jest reżyser w tym wypadku, czy scenarzysta mają taki pomysł na adaptację, to trzeba mu się podprządkować i nie ma co walczyć - mówi odtwórca roli Ignacego Rzeckiego
Jak podkreśla aktor, najbardziej zależało mu na pokazaniu Rzeckiego w innym tonie niż robili to jego poprzednicy wcielający się w tę postać.
- To na czym mi zależało najbardziej, to pokazanie tej postaci w nieco innym wymiarze niż moi wspaniali poprzednicy. Tadeusza Fijewskiego pamiętam z teatru, z Bronkiem Pawlikiem się przyjaźniłem. W swojej postaci postanowiłem udać się w przeszłość żołnierską tej postaci. Czyli taki grunt, który łączy Wokulskiego z taką rzetelnością, z taką postawą charakterną typową dla postawy żołnierskiej - mówi aktor.