Ciemna strona przemysłu odzieżowego. Rozmowa z Marzeną Figiel-Strzałą
- Do tej sytuacji doprowadziły marki; nie my, konsumenci. (...) Ja mówię o tym, co możemy zrobić, naszych wyborach - podkreśla Marzena Figiel-Strzała. Podróżniczka, dziennikarka, autorka cyklu reportaży "Dzieci Świata" i założycielka Fundacji Dzieci Świata w audycji "Ludzie w Ubraniach" przybliżyła nam mroczną, wyzyskującą dzieci stronę przemysłu odzieżowego.
Marzena Figiel-Strzała byłą gościnią audycji "Ludzie w Ubraniach"
Foto: Łukasz Rabikowski/Trójka
Gościni kolejnego wydania audycji "Ludzie w Ubraniach" dobrze poznała to mniej przyjemne oblicze przemysłu odzieżowego. W ostatnich miesiącach odwiedziła wiele państw, gdzie ten problem funkcjonuje. Z jej opowieści, którymi dzieli się między innymi w internecie, wynika obraz dzieci pracujących za głodowe stawki, w tragicznych warunkach. Tam też powstaje to, co potem jest przez niektórych nazywane modnym ubraniem.
Jednocześnie, poprzez swoją działalność Marzena Figiel-Strzała podpowiada również, co możemy zrobić wobec tych zjawisk "na zapleczu". - Też jestem człowiekiem w ubraniu. Zawsze uważam, że wszelkie zmiany trzeba zacząć od siebie. Sama byłam studentką, która też szła do sieciówki i kupowała bezmyślnie cztery topy. (...) Przyczyniałam się do tej machiny. Dzisiaj na sobie mam marynarkę, która kiedyś była męską marynarką. Została przetworzona przez wspaniałe dziewczyny w Polsce, które zajmują się tym, żeby faktycznie te upcyclingowe projekty wypuszczać na rynek, bo my naprawdę wytworzyliśmy już wystarczająco - zaznacza rozmówczyni Karoliny Sulej.
Posłuchaj audycji Trójki
- Moda cyrkularna i upcykling: zmienić myślenie o rzeczach, które nas otaczają
- Ultra fast fashion, czyli wyzysk zaszyty w cenie
Przez łamanie praw dziecka do nadkonsumpcji
Do opowieści o warunkach, w jakich powstają niektóre ubrania, Marzena Figiel-Strzała doszła z innego tematu. Początkiem jej pracy na tym polu była podróż śladem łamania praw dziecka. Najpierw gościni Trójki odwiedzała miejsca, gdzie dzieci były zmuszane do pracy przez rodziców. - Zaczęłam podążać tymi miejscami, gdzie są łamane prawa dziecka i które gdzieś tam się zazębiają z naszymi historiami, i tak trafiłam do kopalni miki w Indiach w stanie Jharkhand i Koderma. Mika to jest składnik naszych kolorowych kosmetyków, ale też tabletów, telefonów. Faktycznie tam odnalazłam w kopalniach pracujące dzieci; potem śladem tej miki ruszyłam na Madagaskar - opowiada dziennikarka.
- Ten moment, kiedy zobaczyłam jak z wielkiej czarnej dziury wychodzą cztero, pięcio i sześcioletnie dzieci z trzydziestukilogramowymi workami miki na głowach, z latarkami i całe obdarte w łachmanach, i po całym dniu pracy okazało się, że one zarabiają nie po to żeby dostać pieniądze, tylko na przykład jednego batata na pół czy kubeczek ryżu, to był moment, który mną tak wstrząsnął, że stwierdziłam: "Aha, czyli skoro za moimi kosmetykami, za moim telefonem, tabletem czy elektryczną hulajnogą stoją dzieci, to za czym jeszcze one stoją?" - kontynuuje Marzena Figiel-Strzała.
Przemysł odzieżowy dziś i ponad dekadę temu. Czy katastrofa coś zmieniła?
Tematem mody i fast fashion dziennikarka na dobre zajęła się w okolicach rocznicy tragedii na terenie kompleksu Rana Plaza w Bangladeszu. 24 kwietnia 2013 roku zawalił się tam ośmiopiętrowy budynekm mieściły się w nim między innymi liczne fabryki. W katastrofie zginęło ponad 1100 osób, a 2,5 tys. odniosło obrażenia. W gruzach znaleziono z kolei metki znanych, również polskich marek odzieżowych.
- To był dla świata szok i mam wrażenie, że Bangladesz po tamtej chwili zrobił wszystko, żeby jakby coś zmienić. Pokazać w oczach świata, że naprawdę produkcja w Bangladeszu może być etyczna - przyznaje Marzena Figiel-Strzała. - I powstały fabryki, które faktycznie są eko, mają panele słoneczne, warunki w nich są - wydaje mi się - przynajmniej w porządku. Oczywiście te płace nadal nie są takie jak powinny być, ale to są warunki, które nie uwłaczają ludziom. Ale tych fabryk jest kilka, kilkanaście maksymalnie; kiedy ja tam byłam, to można było policzyć je na palcach jednej ręki - dodaje. I jak wskazuje, niestety te fabryki często zlecają podwykonawstwa małym fabrykom niecertyfikowanym, gdzie zatrudnienie znajdują dzieci.
Miejsce do spania i jeden posiłek dziennie. "Lepsze jutro" dzieci w fabryce
Pojawia się pytanie: jak w ogóle dzieci trafiają do takich fabryk? Gościni Trójki wyjaśnia, że bardzo często dzieci są to wewnętrzni migranci. - To są często dzieci, które pochodzą na przykład z Rangpuru. To jest miejsce, gdzie jest mnóstwo fabryk tytoniu, fabryk papierosów i tam dzieci, które u nas mają pieluszkę i są całkowicie zadbane, zależne od od mamy i taty, to tam są wpuszczane do fabryki i całymi dniami skręcają papierosy. I to są papierosy, które są produkowane na lokalny rynek, więc to nie są te papierosy, które my możemy kupić w sklepach - zaznacza. - Dzieci pracują w fabrykach tytoniu, wdychają tytoniowy pył, mają problemy z oddychaniem. I zarabiają tak mało, że one wraz z rodzicami podejmują dramatyczną decyzję: trzeba ruszyć do stolicy w poszukiwaniu lepszego jutra. No i te dzieci przyjeżdżają z jedynym dobytkiem, jakim mają, czyli ubraniami, które mają na sobie, i szukają pracy. I to są doskonali kandydaci do zatrudnienia ich w fabrykach na takich zasadach, że po prostu mają miejsce do spania na podłodze w fabryce, mają jeden posiłek dziennie i przez długi czas pracy, kilka lat nawet, są tak zwanymi uczniami. Dostają wynagrodzenie w wysokości 100 taka tygodniowo, czyli 4 zł - dodaje reporterka.
- Kiedy my zaczęliśmy wchodzić do tych fabryk to podobnie jak w kopalni miki ja się zastanawiałam, czy to co widzę, to nie jest jakaś fikcja, jakiś koszmar. Czy naprawdę na tej podłodze są te dzieci, które tymi wielkimi nożycami wycinają te, te materiały. Czy to naprawdę, czy, czy to jest prawda, że te dzieci gołymi rękami biorą klej do butów i kleją podeszwy. Przecież to absurd. Smród kleju był tak nieprawdopodobny, że mi się kręciło w głowie, a jestem odporna na na takie sytuacje. Te dzieci bez maseczek, żadnych zabezpieczeń, bez rękawiczek. Po prostu nikt nie zainwestuje nawet w to, żeby tym dzieciom, tym ludziom dać po prostu rękawiczki, zainstalować chociaż wiatrak na na na górze. (...) Nie ma czegoś takiego, wody czystej, nie ma do picia wody pitnej. Po prostu koszmar - komentuje Marzena Figiel-Strzała.
Sprzeciw poprzez wybór
Czy my możemy cokolwiek zrobić w ramach walki z tym, o czym opowiada gościni "Ludzi w Ubraniach"? Marzena Figiel-Strzała zaznacza, że przede wszystkim mamy wybór. - Szczerze mówiąc to jest jedyne, co możemy zrobić. Czyli wybierać, głosować portfelem i też wyrażać społeczny sprzeciw przeciwko praktykom wielkich marek. Teraz obok graczy fast fashion, do których się już przyzwyczailiśmy przez ostatnie lata, doszli wielcy gracze ultra fast fashion, czyli chińscy producenci chińskich platform zakupowych - przestrzega dziennikarka.
Kamil Kucharski