Wilamowice mówią po swojemu - reportaż o niezwykłej enklawie w środku Polski
Są niewielką oazą obcej i już prawie zapomnianej kultury. Mają własny język, rozumiany jedynie przez Belgów i Holendrów znających dawną literaturę. Miejscowi od ponad 700 lat wbrew przeciwnościom z sukcesem pielęgnują unikalną tradycję.
Wilamowskie Śmiergusty 2007
Foto: youtube.com
Wilamowice mają długą i fascynującą historię. Osadę - usytuowaną na południu Polski nieopodal dzisiejszego Bielska-Białej - założyli imigranci z Zachodu. Przybysze pochodzili najprawdopodobniej z Fryzji i Flandrii (regionów położonych na terenie kilku współczesnych krajów: Belgii, Holandii, Francji, Niemiec oraz Danii). Później do Wilamowic dotarli także Szkoci (elementy szkockiej kraty zachowały się w stroju wilamowskim).
Miejscowość w przeszłości często zmieniała przynależność państwową. Była pod jurysdykcją Królestwa Czech i w zaborze austriackim. Ostatecznie w 1918 roku przyłączono ją do Polski.
Niezależnie w jakich granicach znależli się wilamowian, zawsze postrzegani byli jako swego rodzaju odmieńcy. Wiązało się to z ich oryginalnym językiem. Nikt w okolicy nie mógł zrozumieć ich niezwykłej mowy, która stanowiła amalgamat niderlandzkiego oraz języków belgijskich.
Ta mowa w stosunkowo niezmienionej formie przetrwała do dziś. - Podczas wizyty w Belgii odwiedziliśmy sklep z koronkami. Ekspedientka słysząc wilamowski była w wielkim szoku i zapytała, skąd pochodzimy i dlaczego mówimy takim starym, dziwnym dialektem. Wszystko zrozumiała, ale brzmiało to tak, jakbyśmy do współczesnego Polaka mówili polszczyzną z czasów Jana Długosza – tłumaczy młoda mieszkanka Wilamowic.
Rodowici wilamowianie podkreślają, że od zawsze dla całej okolicy stanowili synonim słowa dziwak. W sąsiednich miejscowościach do dzisiaj opowiada się o nich kawały i ironiczne anegdoty. - Na pewno byliśmy inni. A w polskiej mentalności, gdy coś jest odmienne to oznacza złe, gorsze i wywołuje strach – mówi jedna z bohaterek reportażu.
Miejscowi potrafili jednak doskonale dostosować się do warunków, jakie wokół panowały i dzięki temu zachowali odmienną kulturę. - Po wojnie nie można było mówić naszą gwarą, więc zaczęła zanikać. Dzięki zespołom ludowym i niesamowitemu przywiązaniu ludzi do tradycji udało nam się ją jednak podtrzymać – podkreśla wilanowianka w podeszłym wieku.
Młodzi mieszkańcy miejscowości dodają, że nadal będą pielęgnować swój wyjątkowy język. Z dziećmi w domu zamierzają rozmawiać tylko po wilamowsku.
Aby wysłuchać całego reportażu i przekonać się jak brzmi język z Wilamowic wystarczy kliknąć w ikonę dźwięku w boksie "Posłuchaj" w ramce po prawej stronie.
Reportaż "My są Wilamowiany" przygotował Tomasz Jeleński.
Reportaży można słuchać na antenie Trójki od poniedziałku do czwartku o 18.15. Zapraszamy.
Naszych reportaży mogą Państwo również słuchać na stronie internetowej Studia Reportażu i Dokumentu.
Zapraszamy też na naszą stronę na Facebooku!
(dmc)