"To była dobrze naoliwiona maszyna". Rozmowa ze scenarzystą "Z archwium X"
W audycji "Wszystko Wszędzie Teraz" wyemitowano rozmowę Kingi Kurysi z Frankiem Spotnitzem – amerykańskim scenarzystą i producentem telewizyjnym, współtwórcą sukcesu kultowego serialu "Z Archiwum X". Wywiad stał się okazją do opowieści o jego drodze do pracy przy hitowej produkcji, a także o zmianach, jakie na przestrzeni lat zaszły na rynku filmowym i w pracy scenarzystów.
o "Z Archiwum X"
Foto: 20thCentFox/Courtesy Everett Collection/Everett Collection/East
Kinga Kurysia rozmawiała ze scenarzystą serialu, który również w Polsce zyskał status kultowego. Frank Spotnitz w wywiadzie wyemitowanym w audycji "Wszystko Wszędzie Teraz" opowiedział o pracy nad tym ikonicznym tytułem "Z Archwiwum X", a także o własnej drodze do zawodu scenarzysty.
Frank Spotnitz o byciu scenarzystą. "To dość smutna historia"
Jak przyznał Spotnitz, o pracy scenarzysty marzył od dzieciństwa, ale w wieku 18 lat jego plany załamała śmierć brata, którą bardzo mocno przeżył. Zamiast podążyć drogą filmową, wybrał dziennikarstwo.
- To w zasadzie dość smutna historia. Od zawsze wpatrywałem się w ekran telewizora, kochałem filmy i moim marzeniem było pracowanie w tej branży. Kończyłem szkołę średnią z zamiarem zdawania na University of California, by studiować to, o czym zawsze marzyłem. Niestety, kiedy skończyłem 18 lat, mój brat, z którym byłem najbliżej, zmarł. Wstrząsnęło to mną tak głęboko, że wówczas nie byłem świadom tego, jak zmieni mnie ta strata. Pomyślałem: nie jestem w stanie tego robić, nie mam siły. I zostałem dziennikarzem. Zaczynałem w college’u, a potem zostałem reporterem. Poznałem masę ludzkich historii, relacjonowałem wydarzenia z Nowego Jorku czy z Paryża. Pracowałem w zawodzie 7 lat, wszystko się zmieniło, gdy skończyłem 28 lat. Czułem, że uciekam od siebie samego i swojego powołania. Przeprowadziłem się z Paryża do Los Angeles, aby iść do szkoły filmowej. Zaczynałem późno - gdy miałem 31 lat, a "Z Archiwum X" było moją pierwszą pracą w branży, ale czułem, że tą właściwą. Czułem, że właśnie to chciałem robić - mówi Spotnitz.
Jak się później okazało, doświadczenie dziennikarskie bardzo pomogło mu w realizacji marzeń, bo dało mu konkretne narzędzia potrzebne w późniejszej pracy.
- Bycie reporterem nauczyło mnie myśleć i pracować szybko oraz sprawnie. Układać myśli w jasny przekaz. Krótko i na temat. Nie wiedziałem tego wówczas, ale te 7 lat przygotowało mnie do bycia scenarzystą i mojej dalszej drogi w filmie i telewizji - mówi scenarzysta.
Posłuchaj audycji w Trójce:
- Polski Dzień Radia w filmie przedwojennym, Timeless Film Festival i wywiad z Frankiem Spotnitzem. Audycja Agnieszki Obszańskiej
- Wszystko Wszędzie Teraz
"Dobrze naoliwiona maszyna"
Spotnitz przyznaje także, że ma własne ulubione odcinki tego kultowego serialu.
- Pierwsze 2 lata pracy przy scenariuszu do "Z Archiwum X" były jedną epifanią za drugą. Rozwijałem się jako scenarzysta, pisarz. Uczyłem się w praktyce, czym jest ten zawód. Mam wiele ulubionych odcinków i scen. Odcinek :Memento Mori", który musieliśmy napisać pod presją w 3 dni. Później dostaliśmy za niego nominację do nagrody Emmy. W jednym z odcinków, który napisał Chris Carter, pt. "Postmodernistyczny Prometeusz", który jest czarno-biały, utrzymany w bardzo specyficznej stylistyce i klimacie, mieliśmy potwora, który zwał się "The Great Mutato", który, cytat, "uwielbiał kanapki z masłem orzechowym". Siedzieliśmy z Chrisem w biurze, spinając scenariusz w całość - to jeden z moich ulubionych i bardziej zabawnych odcinków - mówi scenarzysta "Z Archiwum X".
Jak zauważa Spotnitz, telewizja od lat 90. bardzo się zmieniła i dziś funkcjonuje już według zupełnie innych zasad.
- Co do zmian w branży telewizyjnej od lat 90. do dziś, to nie uciekniemy od tego, że biznes kształtuje sztukę. Wówczas w Ameryce były 4 stacje telewizyjne. A Fox Network, gdzie robiliśmy scenariusze, był nowym nadawcą (...) Tworzyliśmy 24 odcinki na rok - to była dobrze naoliwiona maszyna scenariuszowa. W 2002 roku, gdy kończyliśmy ostatni sezon " ZArchiwum X", ten system chwiał się w posadach. Era kablówek, "Rodziny Soprano" i "W garniturach". Standardem stało się 13 odcinków na sezon, nie 24, jak u nas. Potem wraz z pojawieniem się streamingów i "House of Cards" na Netflixie zapanowały nowe standardy - przyspieszyło to upadek starego systemu produkcji scenariuszy. Dziś standardem jest 6 odcinków - mówi rozmówca Kingi Kurysi.
Mateusz Wysokiński