W eterze i na ekranie. Przedwojenne spotkania światów radia i kina

- Radio niemal od początków swojego istnienia często pojawiało się w filmach - zaznacza dr Michał Pieńkowski z Filmoteki Narodowej - Instytutu Audiowizualnego. Przy okazji Dnia Radia w Polsce wraz z ekspertem przypomnieliśmy produkcje przedwojenne, w których wynalazek "odgrywał" bardzo ważną rolę.

W eterze i na ekranie. Przedwojenne spotkania światów radia i kina

Henryk Vogelfanger (Tońko) i Kazimierz Wajda (Szczepko) przed mikrofonem radiowym podczas audycji

Foto: domena publiczna/Narodowe Archiwum Cyfrowe

11 kwietnia w Polsce obchodzony jest Dzień Radia, święto podkreślające znaczenie tego medium w codziennym życiu społeczeństwa. Tegoroczne obchody Polskiego Radia odbywały się pod hasłem "Radio - tu zaczyna się Twój dzień!". Świętowaliśmy również w Trójce; na naszej antenie usłyszeć można było między innymi materiały z radiem związane, oraz "Autopromocyjny wiersz żałobny" Roberta Grzędowskiego, zaprezentowany wcześniej podczas audycji urodzinowej stacji.

Posłuchaj audycji Trójki

"Piętro wyżej" - najbardziej radiowy przedwojenny film

Podróż przez świat przedwojennych związków kina i radia rozpoczynamy od chyba najbardziej znanej tego typu produkcji. Mowa o filmie "Piętro wyżej" z 1937 roku. Tam też pojawiła się kultowa piosenka "Umówiłem się z nią na dziewiątą". - Jego główny bohater (grany przez Eugeniusza Bodo - red.) jest właśnie spikerem radiowym i niektóre sceny tego filmu toczą się właśnie w rozgłośni radiowej - opowiadał Agnieszce Obszańskiej w audycji "Wszystko Wszędzie Teraz" dr Michał Pieńkowski.

Przy okazji ekspert przypomniał, że radio pojawiało się w kinie właściwie od chwili, kiedy tylko filmy przestały być produkcjami niemymi. - Czasami po prostu bohaterowie filmów mieli jakieś radioodbiorniki, więc ono się pojawiało w tle. To niejednokrotnie miało miejsce - wyjaśnia gość Trójki.

Urządzenie, co ważne, mogło też świadczyć o statusie społecznym postaci w filmie. - Radio wtedy to był jednak towar dość luksusowy. Nie każdy mógł sobie na nie pozwolić i to też było odzwierciedlane. Ci mniej zamożni bohaterowie filmów mieli jakieś starsze radioodbiorniki, natomiast ci bardziej zamożni mieli najnowsze modele.

Z anteny radiowej przed kamery

Spotkania radia z kinem to jednak nie tylko odbiorniki w kadrze. Zdarzało się, że postacie, czy też głosy znane z anteny, występowały w filmach. - Chyba najbardziej spektakularnym przypadkiem byli Szczepko i Tońko - wskazuje dr Michał Pieńkowski. - To byli komicy, można tak powiedzieć, związani z rozgłośnią lwowską Polskiego Radia. Od 1932 roku byli znani właściwie w całej Polsce dzięki audycjom rozrywkowym "Wesoła Lwowska Fala" tamtej rozgłośni - opowiada ekspert.

- Szczepko i Tońko to były postacie stworzone specjalnie na potrzeby tej audycji, które wygłaszały zabawne dialogi. Oni szturmem zdobyl całą publicznośc radiową; ich popularność była nieporównywalna do niczego w tamtych czasach. Po jakimś czasie te postacie wystąpiły także na estradzie, a w 1936 roku upomniała się o nich kinematografia.

Rozmówca Agnieszki Obszańskiej zaznacza, że były to pierwsze gwiazdy radiowe, po które upomniał się świat kina, i które odnosiły sukcesy przed kamerą. - Szczepko i Tońko zagrali główne role w komedii "Będzie lepiej"; wkrótce potem zostali zaangażowani do filmu "Górą rekruci", który nie został ukończony. W 1939 roku, na wiosnę, wyszła komedia "Włóczęgi", gdzie zaśpiewali do dziś znaną piosenkę "Tylko we Lwowie". Latem tego samego roku pracowali nad kolejnym filmem, "Serce batiarów", które niestety nie został ukończony; jego produkcję przerwała wojna - tłumaczy gość Trójki.

Kamil Kucharski