Steven Spielberg nakręci western. "Będzie zaje***ty" zapowiada reżyser
79-letni Steven Spielberg nie zwalnia tempa. Na razie wszyscy wstrzymują oddech i czekają na premierę "Dnia objawienia", a reżyser już zapowiada, że następnym jego filmem będzie… western. - Ten gatunek wymykał mi się przez dekady mojej pracy - przyznał. I zamierza to nadrobić.
Steven Spielberg zapowiedział, ze jego następnym filmem będzie western
Foto: PAP/EPA
W ciągu swojej kariery filmowej Steven Spielberg wyreżyserował 60 filmów (kolejny, "Dzień objawienia", wejdzie do kin 12 czerwca), a wyprodukował ich - ponad 200! Zmierzył się już z wieloma gatunkami: science fiction, horrorem, musicalem, filmami przygodowymi, wojennymi, sensacyjnymi, animacją. Jednak jeszcze nigdy nie zrealizował westernu. Wygląda na to, że wreszcie nadszedł czas.
Miał być "Bullitt" - będzie western?
Kilka tygodni temu okazało się, że zapowiadany przez Stevena Spielberga reboot słynnego "Bullitta", w którym główną role miał zagrać Bradley Cooper, nie dojdzie do skutku. To jednak nie oznacza, że po planowanej na połowę czerwca premierze "Dnia ujawnienia" Spielberg odejdzie na emeryturę. - Nie mam planów przejść na emeryturę. Nigdy - zapewniał niespełna rok temu, podczas uroczystości otwarcia na terenie Universal Pictures nowego kina swojego imienia. I już wtedy wspominał o nakręceniu westernu.
Ostatnio, podczas wywiadu udzielonego "The Big Picture" w trakcie festiwalu SXSW w Austin potwierdził, że pracuje nad westernem. - Nie mogę teraz niczego zdradzić, ale mam w planach western… I będzie zajebisty (…) Będą konie. Będą pistolety. Nie będzie żadnych stereotypów - zapowiedział.
Dlaczego właśnie western?
Western to fundament amerykańskiego kina, ale także gatunek, który w ciągu dekad przechodził kryzysy i niezwykle ewoluował. Zaczęło się od klasycznego westernu, przez antywestern i spaghetti western, aż po symboliczne uśmiercenie gatunku przez Clinta Eastwooda w "Bez przebaczenia". Ale i tak potem pojawiły się kolejne filmy, innowacje Quentina Tarantino, a nawet "space westerny".
Western miał decydujący wpływ na Spielberga, co szczególnie widać w na poły autobiograficznych "Fabelmanach". Przyznaje zresztą, że jest wielkim fanem Johna Forda, a "Poszukiwacze" to jeden z jego ulubionych filmów. I, prawdę mówiąc, aż jest dziwne, że nigdy tak naprawdę żadnego nie nakręcił. Najbliżej był prawdopodobnie "Indiana Jones i ostatnia krucjata" (1989), który zawierał sporo elementów westernu.
To także jego osobiste wyzwanie Spielberga, który znając każdy zakamarek Hollywood, chce swoją wersją klasyki dodać coś ważnego do tego dziedzictwa. I po dekadach kręcenia innych gatunków, spróbować tego, czego jeszcze nie robił i symbolicznie dopełnić całości. Oczywiście na swój sposób.
Piotr Radecki