Smutek w głosie i zbuntowany synthpop, czyli "It's My Life" od Talk Talk
Czy synthpop może być narzędziem buntu? Przykład Marka Hollisa z Talk Talk i przeboju "It's My Life" pokazuje, że jak najbardziej. O tej wyjątkowej, wymierzonej w przemysł muzyczny piosence, która ostatecznie została przez ten sam przemysł wypromowana, opowiedział Kuba Ambrożewski w audycji "Piosenka do Wyjaśnienia".
Talk Ta;k w "Piosence do Wyjaśnienia"
Foto: screen/youtuebc.om/TalkTalk band
Talk Talk przez dekadę swojej działalności konsekwentnie wymykali się gatunkowym schematom, a ich muzyczne poszukiwania na trwałe zapisały się w historii. Jednym z symboli tego artystycznego buntu była piosenka "It's My Life", której historię przypomniał Kuba Ambrożewski w audycji "Piosenka do Wyjaśnienia”.
Talk Talk przeciwko schematom
Jak podkreśla prowadzący, kariera zespołu to przykład wyjątkowej ewolucji brzmienia – od synthpopu po bardziej eksperymentalne formy inspirowane jazzem i muzyką współczesną.
- Dziesięcioletnia kariera Talk Talk to jedna z najbardziej imponujących ewolucji artystycznych w dziejach. Od syntezatorowego popu po inspirowane muzyką współczesną i jazzem eksperymentalne kompozycje - mówi prowadzący "Piosenki do Wyjaśnienia".
Zespół przez lata mierzył się z presją branży, która oczekiwała dopasowania do obowiązujących trendów.
- W pierwszych latach kariery zespół zmagał się z presją branży muzycznej, żeby upodobnić się do popularnych wówczas wykonawców w stylu Duran Duran. Tymczasem wokalista Talk Talk Mark Hollis alergicznie reagował na próby włożenia go w jakiekolwiek ramy. "It's My Life" z drugiego albumu zespołu stało się wielkim przebojem pomimo narastającego buntu artystów wobec rynkowych wymogów - mówi Kuba Ambrożewski.
Sprzeciw wobec komercyjnych reguł znalazł odbicie również w teledysku do utworu.
- Był rok 1984 i stacja MTV dyktowała warunki w branży muzycznej. Do utworu powstał jednak klip, w którym wszystkie ujęcia pochodzą z filmu przyrodniczego Davida Attenborough "Life on Earth" i przedstawiają dzikie zwierzęta. Tylko przez chwilę widzimy Marka Hollisa, który ani nie śpiewa, ani nie tańczy, tylko stoi nieruchomo, patrząc ponuro w kamerę - mówi prowadzący "Piosenki do Wyjaśnienia".
Posłuchaj audycji w Trójce:
Emocje pod warstwą popu
Choć utwór odniósł komercyjny sukces, krył w sobie znacznie głębszy ładunek emocjonalny.
- Ten gest cichego protestu nie przeszkodził utworowi w odniesieniu sukcesu. Może dlatego, że sama kompozycja była niezwykle przebojowym synth-popem. Wydaje się jednak, że brzmienie było tu tylko kostiumem, za którym kryły się autentyczne emocje. W wywiadach udzielanych w tamtym okresie Mark Hollis określał się jako artysta, który czerpie z soulu. A soul jest smutny, bo jest prawdziwy. Jak mówił: "Tak, w moim głosie jest sporo smutku. Ale często ten smutek idzie w parze z radością. Znasz to uczucie, że jesteś tak szczęśliwy, że aż chce Ci się płakać?" - puentuje Ambrożewski.
Czytaj także: