Zachwycił Tarantino, ale z nim przegrał. 30 lat temu zmarł Krzysztof Kieślowski

"Sztuka dla sztuki, forma dla formy, porażenie swoją przenikliwością czy talentem mnie w ogóle nie interesują. Moim celem jest opowiedzenie historii zajmującej ludzi" - mówił Krzysztof Kieślowski kilka dni przed śmiercią. Reżyser i scenarzysta zmarł 13 marca 1996 r.

Zachwycił Tarantino, ale z nim przegrał. 30 lat temu zmarł Krzysztof Kieślowski

13 marca 2026 roku mija 30.rocznica śmierci Krzysztofa Kieślowskiego

Foto: Andrzej Rybczyński/PAP

"Zazdroszczę jego przyjaciołom, że mieli przy sobie kogoś takiego. Niezawodnego, empatycznego, zawsze dostępnego, który ich problemy traktował jak własne i z miejsca zamieniał na wyzwania” – mówiła w 2018 r. Katarzyna Surmiak-Domańska, autorka wydanej wówczas biografii "Kieślowski. Zbliżenie”. „Niewiele znam osób tak zwyczajnie, po ludzku przyzwoitych jak on” - podkreśliła.

Posłuchaj audycji Trójki:

"Nie miał odruchów artystowskich"

Krzysztof Kieślowski urodził się 27 czerwca 1941 r. w Warszawie. Skończył Liceum Techniki Teatralnej, do szkoły filmowej w Łodzi udało mu się dostać  za trzecim razem. 

- Poznałem Krzysztofa w szkole filmowej, był kilka lat niżej ode mnie. Wyróżniał się, bo był człowiekiem zamkniętym, trochę nieśmiałym, osobnym. Na pewno nie miał w sobie "odruchów artystowskich” – napatrzył się na nie, będąc rekwizytorem w teatrze, i miał do nich ogromny odrzut – wspominał Krzysztof Zanussi, który poświęcił reżyserowie 10. odcinek swojego "Alfabetu”.


„Filmówkę” Kieślowski skończył w 1970 roku. – Bardzo długo był dokumentalistą obawiającym się wejścia w fikcję, jaką jest film fabularny. Do przekroczenia tego progu skłoniło go w końcu jego ogromne poczucie odpowiedzialności… W dokumencie wchodził z kamerą w życie ludzi, zmieniając je - niekoniecznie na lepsze. Miał cały czas kontakt z bohaterami swoich dokumentów, próbował im to życie prostować, co nie zawsze się udawało… I wreszcie doszedł do wniosku, że fikcja jest etycznie bardziej bezpieczna – opowiada Zanussi.

Zanussi przypomniał, że przez wiele lat fabularne filmy Kieślowskiego były odrzucane przez międzynarodowe festiwale jako "lokalne”.

– Dopiero gdy jakiś film nie zdążył na konkurs w Cannes w 1988 roku, niejako z łaski dopuszczono "Krótki film o zabijaniu” – dostał Nagrodę Jury oraz FIPRESCI. I nagle Krzysztof przestał być "twórcą lokalnym”, a jego filmy "stały się interesujące” – mówi reżyser.

Sfilmowanie "Dekalogu” było pomysłem Piesiewicza, Kieślowski w pierwszej chwili był sceptyczny, nazwał to "okropnym pomysłem”. „Miałem dojmujące wrażenie, że coraz częściej oglądam ludzi, którzy nie bardzo wiedzą, po co żyją. Pomyślałem więc, że Piesiewicz ma rację, choć to bardzo trudne zadanie" – opowiadał w książce Surmiak-Domańskiej.

"Dekalog" miał budżet na osiem przykazań 

Pod koniec produkcji "Dekalogu” nie dopinał się budżet. – Wyglądało na to, że tych przykazań będzie tylko osiem. Jeździłem po Europie, by zainteresować producentów, także katolickich, i zdobyć pieniądze na taśmę. "Nikt tego nie będzie oglądał” – słyszałem wszędzie. Na szczęście mój dawny producent niemiecki Manfred Durniok powiedział, że stać go, by zaryzykować. I dzięki niemu mamy sfilmowane dziesięć przykazań, a nie, jak powiedziała nam jedna pani z polskiej telewizji, że przecież osiem też w zupełności wystarczy – opowiada Zanussi.

- Paradoksalnie „Dekalog” miał większe wzięcie na Zachodzie niż w Polsce – wspomina. – Myślę, że te przełożone na język filmu przykazania Boże bardziej nas uwierały, były niewygodne. Krzysztof był niezwykle radykalny, wszędzie chciał dopatrzyć się prawdy i nie dopuszczać kłamstwa – podkreśla Zanussi.

"Podwójne życie Weroniki" zachwyciło Quentina Tarantino

Po sukcesie "Dekalogu” przyszła kolej na polsko-francuską koprodukcję "Podwójne życie Weroniki” (1991), uhonorowaną w Cannes nagrodą FIPRESCI, nagrodą jury ekumenicznego oraz nagrodą dla najlepszej aktorki Irène Jacob.

„Podwójnym życiem Weroniki” zachwycił się 28-letni wówczas Quentin Tarantino, który właśnie brał się za pastisz kina gangsterskiego.

"Wymarzył sobie, że Irène zagra w nim rolę charakterystyczną: Fabienne, narzeczonej boksera Butcha. Ale gdy scenariusz był gotowy i Tarantino zaproponował jej rolę u boku Bruce’a Willisa, Jacob odmówiła. Obiecała już Kristoffowi, że zagra w »Trzech kolorach. Czerwonym«” – pisała Surmiak-Domańska.

"Czerwony" bez Złotej Palmy i bez Oscara

W 1994 r. "Czerwony”, ostatnia część trylogii Kieślowskiego "Trzy kolory” stanowiącej odniesienie (razem z wcześniejszymi „Białym” i „Niebieskim”) do dewizy rewolucji francuskiej: "Wolność, równość, braterstwo” - wydawał się pewnym zwycięzcą festiwalu w Cannes.

Jednak jury, któremu przewodniczył Clint Eastwood, przyznało Złotą Palmę "Pulp Fiction”, ignorując zupełnie „Czerwonego”. Werdykt wywołał spore oburzenie.

"Nic takiego się nie stało, nie należy do tego przykładać zbyt dużej wagi. Są naprawdę na świecie rzeczy ważniejsze od festiwalu w Cannes” – powiedział Kieślowski "Gazecie Wyborczej” dzień po ogłoszeniu werdyktu. "Owszem, zawsze przyjemniej jest wygrywać, niż przegrywać, ale myślę, że trzeba umieć robić obie te rzeczy” – dodał. Nie zawsze mu to jednak wychodziło - kilka dni później w stołecznym Klubie Księgarza ocenił, że wynik był do przewidzenia, skoro w festiwalowym jury siedzieli "ujeżdżacze koni”.

Spektakularna porażka w Cannes przysporzyła "Czerwonemu” rozgłosu. Kolejny szum powstał, gdy Amerykańska Akademia Filmowa (AAF) odrzuciła szwajcarskie zgłoszenie do Oscara w kategorii najlepszy film obcojęzyczny. Pod protestem, skierowanym do przewodniczącego AAF, podpisało się 65 reprezentantów amerykańskiej branży filmowej, m.in. Jodie Foster, Lauren Bacall, Raquel Welch, Glenn Close, Quentin Tarantino, Martin Scorsese, Robert De Niro, Robert Altman i Arthur Penn - bezskutecznie.

Ostatecznie film został nominowany za scenariusz, zdjęcia i reżyserię. Ale żadnej nagrody nie otrzymał.

Więcej filmów już miało nie być

„»Czerwony« to ostatni film, jaki w życiu nakręciłem. Znalazły się francuskie pieniądze, to trzeba było znaleźć francuski pretekst” - mówił Kieślowski na spotkaniu z publicznością w suwalskim kinie Scherzo 12 maja 1994 roku. "Nie przypominam sobie, żebym podpisywał jakikolwiek kontrakt z publicznością i żebym w związku z tym miał wobec niej jakieś zobowiązania. Jak mi się nie chce, to nie będę robił” – wyjaśnił (cytat za „Kurierem Porannym”).

Krzysztof Kieślowski zmarł 13 marca 1996 r. - miał 54 lata. Został pochowany na warszawskich Powązkach.