O "Wyzwoleniu" i "Kopiście Bartebly". Zuzanna Berendt gościnią Trójki

Zuzanna Berendt była gościnią Trójki. Badaczka sztuk performatywnych, niezależna kuratorka i krytyczka teatralna w audycji „Terra Kultura” opowiedziała o dwóch ważnych krakowskich premierach scenicznych  - "Wyzwoleniu" w interpretacji Mai Kleczewskiej w Teatrze im. Juliusza Słowackiego oraz "Kopiście Bartlebym" w reżyserii Tomasza Fryzła w Teatrze Łaźnia Nowa w Nowej Hucie

O "Wyzwoleniu" i "Kopiście Bartebly". Zuzanna Berendt gościnią Trójki

O krakowskich premierach teatralnych w "Terra Kultura".

Foto: PAP

Zuzanna Berendt była gościnią audycji "Terra Kultura". W rozmowie z Agnieszką Obszańską krytyczka teatralna zaprosiła słuchaczy na dwie krakowskie premiery "Wyzwoleniea" w Teatrze im. Juliusza Słowackiego oraz "Kopistę Bartleby’ego" z Teatru Łaźnia Nowa w Krakowie.

"Zdecydowanie polecamy". O krakowskich premierach teatralnych

Jak podkreśla Berendt, spektakl "Kopista Bartleby" mimo kameralnej formy bardzo dobrze wykorzystuje przestrzeń sceny i przez cały czas utrzymuje uwagę widzów.

- W Nowej Hucie Bartosz Szydłowski stworzył miejsce, które czerpie energię z tej dzielnicy i tego miejsca. A z drugiej strony miejsce, do którego z tzw. Krakowa, czyli innych dzielnic, przyjeżdżają ludzie, żeby oglądać spektakle. Świetne, bardzo ciekawe. To jest taki teatr, który działa specyficznie - nie ma tam stałego zespołu. Każdy z reżyserów i reżyserek zaprasza swoje osoby do współpracy. Tomasz Fryzeł wyreżyserował tam spektakl na podstawie noweli Hermana Melville’a "Kopista Bartleby" na dwóch aktorów. To jest bardzo ciekawa kameralna sytuacja, która rozgrywa się w bardzo interesującej przestrzeni. (...) Wydaje mi się, że ten spektakl pokazuje, że w małej skali można publiczności pokazać bardzo interesujące rzeczy. Historia między kopistą a jego krnąbrnym pracownikiem wciągnęła maksymalnie uwagę publiczności. Zdecydowanie polecamy - opowiada Zuzanna Berendt.

Choć spektakl ma kameralny charakter, dużą rolę w jego odbiorze odgrywa także warstwa wizualna, zwłaszcza światło.

- Bym powiedziała, że ta forma jest kameralna i rzeczywiście ona jest. Ale jeśli chodzi o wizualność, to jest to teatr bardzo wysmakowany, a w pewnym sensie rozbuchany. Z rozmów zakulisowych z reżyserką świateł dowiedziałam się, że w ciągu 70 minut trwania tego spektaklu światła zmieniają się 150 razy - mówi Berendt.

Czytaj także:

"Duch Wyspiańskiego został przywołany skutecznie"

Berendt zwraca również uwagę na premierę „Wyzwolenia” w reżyserii Mai Kleczewskiej, która w autorski sposób interpretuje dramat Stanisława Wyspiańskiego i wprowadza do niego elementy muzyczne.

- Ten duch Wyspiańskiego przywołany został skutecznie. Ten dramat jest taką wielką walką poety z tym, co nazywamy paradygmatem romantycznym, a w prostszych słowach można nazwać tym stylem myślenia o Polsce jako o Chrystusie narodów, który musi ponosić ofiarę i zawsze cierpieć, żeby istnieć. A Wyspiański mówi: myślmy inaczej, wyzwólmy się z tego. No i Kleczewska rozpisała ten dramat na formę muzyczną - mówi Berendt.

Jak przyznaje krytyczka, interpretacja dramatu Wyspiańskiego zaproponowana przez Kleczewską nie należy do szczególnie optymistycznych.

- To jest dramat do tego, żeby się spierać, żeby z tą wizją się zgadzać. A Wyspiański jest do tego idealny, on był za tym, żeby się spierać, walczyć, podchodzić aktywnie do tego, czym powinna być Polska i sztuka. To jest taki bardzo ciekawy gest. (...) Może zaspoileruję, ale trudno. Mój odbiór tego spektaklu był taki, że Maja Kleczewska widzi tę możliwość wyzwolenia niezbyt optymistycznie. Jest to wizja takiego koła historii, które się powtarza i się powtarzać będzie - mówi gościni audycji "Terra Kultura"

Mateusz Wysokiński