Od śmieci do Oscara: jak powstawała "Dziewczyna, która płakała perłami"

Chris Lavis i Maciek Szczerbowski są twórcami krótkometrażowego filmu animowanego "Dziewczyna, która płakała perłami" ("The Girl Who Cried Pearls"), który jest nominowany do Oscara. I opowiadają, jak śmieci jednego człowieka stały się scenografią dla ich filmu.  

Od śmieci do Oscara: jak powstawała "Dziewczyna, która płakała perłami"

"Dziewczyna, która płakała perłami" ("The Girl Who Cried Pearls"), reż. Chris Lavis, Maciek Szczerbowski

Foto: mat. prasowe

Maciek Szczerbowski mając 10 lat wyjechał z Polski i wraz z rodzicami trafił do Kanady. Ale chociaż całe swoje życie tworzy w Kraju Klonowego Liścia, podkreśla, że jest polskim artystą. Na koncie ma już dwie nominacje do Oscara: za "Madame Tutli-Putli" (2007) oraz właśnie "Dziewczynę, która płakała perłami" (2026). Obie nominacje dostał wraz Chrisem Lavisem, z którym od 1997 roku założyli studio/firmę Clyde Henry Production. Do dziś pod jej szyldem tworzą filmy, wideoklipy, reklamy, ilustracje.


Inspirujące zdjęcie Man Raya i zerwany naszyjnik z pereł

"Dziewczyna, która płakała perłami" to opowieść, która rozgrywa się na początku XX wieku w Montrealu. Biedny chłopiec zakochuje się w dziewczynce tak przytłoczonej smutkiem, że jej łzy zamieniają się w perły. Chłopiec je zbiera i sprzedaje w lombardzie, by zdobyć pieniądze. Bezwzględny właściciel lombardu wciąż chce więcej pereł, więc chłopiec staje przed wyborem: pieniądze czy miłość?

Pomysł na ten film dojrzewał latami, a inspiracji było kilka. Jak opowiadają Maciek i Chris, jedną z nich była fotografia Man Ray "Glass Tears" gdzie płacząca kobieta ma na twarzy łzy ze szklanych paciorków przypominających perły. Inną inspirację stanowił  rozerwany naszyjnik z pereł, które rozsypały się w czasie realizacji finałowej sceny "Madame Tutli-Putli".


Śmieci, które nadają fakturę i autentyczność

"Dziewczyna, która płakała perłami" jest nakręcona w technice poklatkowej, a do jej realizacji wykorzystano m.in. rzeczy znalezione w… śmietniku. - Jeśli coś jest zepsute lub brudne, ludzie tego nie doceniają. A to przecież ta rzecz opowiada jakąś historię, niesie w sobie wspomnienia z innej epoki - mówi Szczerbowski w rozmowie z The Hollywood Reporter, wyjaśniając rolę recyklingu odpadów ulicznych, które nadają fakturę i autentyczność planowi zdjęciowemu, gdzie tak naprawdę wszystko jest sztuczne. - Tu wszystko jest podróbką: nie ma prawdziwych lokacji, światło nie pochodzi ze słońca. Więc im więcej realnego materiału wpleciesz w obraz, tym bardziej podświadomie oddziałuje on na widza, sprawiając, że zapomina o tej iluzji i kupuje ją jako rzeczywistość - tłumaczy.


"Dziewczyna, która płakała perłami" ("The Girl Who Cried Pearls"), reż. Chris Lavin, Maciek Szczerbowski "Dziewczyna, która płakała perłami" ("The Girl Who Cried Pearls"), reż. Chris Lavin, Maciek Szczerbowski

Silikon jak stare drewno pokryte farbą

Ta iluzja jest wszechobecna: Lavis i Szczerbowski zaprojektowali głowy swoich lalek tak, aby wyglądały jak stare drewno, pokryte wieloma warstwami farby olejnej. W rzeczywistości jednak są to silikonowe formy umocowane na białym plastiku. Filmowcy zdecydowali się również na cyfrową korektę ust swoich lalek, tak, aby idealnie dopasować je do brzmienia dialogów. Była to czasochłonna, koronkowa robota: - Gdyby wyglądało to, jak usta wygenerowane komputerowo na ręcznie robionej lalce, cała iluzja, cały romantyzm rękodzieła, animacji poklatkowej, ległby w gruzach - zauważa Lavis.


"Dziewczyna, która płakała perłami" ("The Girl Who Cried Pearls"), reż. Chris Lavin, Maciek Szczerbowski "Dziewczyna, która płakała perłami" ("The Girl Who Cried Pearls"), reż. Chris Lavin, Maciek Szczerbowski

Aktorzy zamiast storyboardów

Twórcy "Dziewczyny, która płakała perłami" zrezygnowali również w swoim filmie z tradycyjnych storyboardów, na rzecz aktorów, których zapraszali do studia. Podczas prób byli zachęcani do swobodnego zachowania, a ich różne, mniej lub bardziej energiczne gesty, były filmowane pod różnymi kątami za pomocą ręcznych kamer. Później zostało to wykorzystane przy poklatkowym animowaniu ruchu lalek. - Nie traktujemy tych aktorów jak marionetek. Po prostu chcemy, żeby nasze marionetki zachowywały się jak ludzie. A najlepszym sposobem, by to osiągnąć, jest praca ze świetnymi kreacjami aktorskimi - wskazuje Lavis.


"Dziewczyna, która płakała perłami" ("The Girl Who Cried Pearls"), reż. Chris Lavin, Maciek Szczerbowski "Dziewczyna, która płakała perłami" ("The Girl Who Cried Pearls"), reż. Chris Lavin, Maciek Szczerbowski

Mitologizowanie Montrealu

Nominacja do Oscara za "Dziewczynę, która płakała perłami" to druga nominacja dla Lavisa i Szczerbowskiego - pierwsza była za "Madame Tutli-Putli". I tak, jak za tamtym razem, czują się już zwycięzcami. - Z poprzednich Oscarów nie wróciliśmy jako przegrani: osiągnęliśmy coś, co przerosło nasze najśmielsze oczekiwania - mówi Szczerbowski. Lavis dodaje, że chcą reprezentować swój kraj, a także społeczność twórczą Montrealu, która ich inspiruje i wspomaga. - To jedno z tych miast, które powinno istnieć w wyobraźni świata. Jednym z naszych celów jest dodanie odrobiny mitologii do ulic, którymi spacerujemy: tak jak Hans Christian Andersen mitologizował Kopenhagę, czy jak Nowy Jork romantyzuje sam siebie - deklaruje.


"Dziewczyna, która płakała perłami" ("The Girl Who Cried Pearls"), reż. Chris Lavin, Maciek Szczerbowski "Dziewczyna, która płakała perłami" ("The Girl Who Cried Pearls"), reż. Chris Lavin, Maciek Szczerbowski

 

Piotr Radecki