"Kopnęłabym cię, gdybym mogła". O nowym filmie Mary Bronstein
- Ten film jest z nurtu bardzo przytłaczającego kina - w ten sposób o najnowszej produkcji Mary Bronstein mówi krytyk filmowy Igor Kierkosz. O "Kopnęłabym cię, gdybym mogła" z ekspertem Katarzyna Borowiecka rozmawiała w audycji "Wszystko Wszędzie Teraz".
Kadr z filmu "Kopnęłabym cię, gdybym mogła"
Foto: IMAGO/Supplied by LMK/Imago Stock and People/East News
Film "Kopnęłabym cię gdybym mogła", o którym Katarzyna Borowiecka i Igor Kierkosz rozmawiali w audycji "Wszystko Wszędzie Teraz", możemy oglądać w polskich kinach od 20 lutego. Światową premierę zaliczył miesiąc wcześniej - 24 stycznia. Jest to druga produkcja autorstwa Mary Bronstein. Debiut zaliczyła w 2008 roku, kiedy to nakręciła film "Yeast".
Posłuchaj audycji Trójki
- "Wszystko Wszędzie Teraz": od "Wichrowych wzgórz" po Szopienice
- "Trójkowo, FIlmowo" i nowy film Kasi Adamik - "Zima pod znakiem wrony"
"Kopnęłabym cię gdybym mogła", czyli film kręcony blisko człowieka
W swoim nowym filmie Mary Bronstein opowiada o matce (w tej roli Rose Byrne), która zajmuje się dzieckiem z pewnym problemem natury medycznej. Widz jednak nie wie do końca co się dzieje. Fabuła w obrazie jest prowadzona w taki sposób, by widz obserwował przede wszystkim doświadczenie matki. Na niej też skupia się przede wszystkim kamera.
- Mary Bronstein wywodzi się ze środowiska, które kręciło filmy bardzo tanie i bardzo blisko człowieka. Wtedy to było przyglądanie się millenialsom, dwudziestoparolatkom wchodzącym w dorosłość. Wydawałoby się, że Bronstein jest tu na innym poziomie, przygląda się komuś innemu. Ale jednak ta metoda bycia blisko jest nadal obecna - wyjaśnia Igor Kierkosz.
Krytyk zwraca jednocześnie uwagę, że "Kopnęłabym cię gdybym mogła" jest przytłaczającą produkcją. - Piotr Czerkawski napisał, że to kino nowej neurozy. Widziałem jeszcze określenie "pełnometrażowy atak paniki". (...) Jeśli jakoś opisywać ten film, to w ten sposób - wskazuje gość Trójki.
Cielesność z wielu perspektyw w filmie Mary Bronstein
Zagadkowy może wydawać się tytuł produkcji (oryg. "If I Had Legs I'd Kick You"). Sama Mary Bronstein twierdzi, że spodobało jej się jego brzmienie. Igor Kierkosz wskazuje natomiast na inny element związany z tytułem. - Jest jeszcze głębsza warstwa: zwrócenie uwagi na cielesność - mówi ekspert.
- Ciał w tym filmie jest dużo. Te najważniejsze to ciało matki i ciało córki. Tego drugiego właściwie nie widzimy. (...) Tytuł oddawał w oryginale tę cielesność matki, która zmaga się z opieką, w której tak naprawdę nikt jej nie pomaga. Bo o tym też jest ten film: o wszystkich matkach, które muszą się zmagać z opieką nad dzieckiem, gdy nie mają pomocy - zaznacza krytyk w rozmowie z Katarzyną Borowiecką.
qch