Nie lubię historii wyssanych z palca - mówi reżyser Maciej Pieprzyca

Inspirowany faktami serial "Ołowiane dzieci" miał premierę w środę, 11 lutego. O nim, o kulisach jego powstania w audycji "Wszystko Wszędzie Teraz" Katarzyna Borowiecka rozmawia z reżyserem Maciejem Pieprzycą.

Nie lubię historii wyssanych z palca - mówi reżyser Maciej Pieprzyca

Joanna Kulig w serialu Macieja Pieprzycy "Ołowiane dzieci"

Foto: mat. prasowe/Robert Pałka/Netflix

Serial "Ołowiane dzieci" to oparta na faktach historia opowiadająca o śląskiej lekarce, która w połowie lat 70. ujawniła, że huta w Szopienicach truje i sprawia, że dzieci zapadają na ołowicę, chorobę zawodową hutników. O tej sprawie opowiada również podcast Polskiego Radia "Ołowiane dzieci. Historia prawdziwa", którego autorką jest dziennikarka Trójki Anna Kowalczyk.

Maciej Pieprzyca: fikcja jest czasem potrzebna, by dojść do prawdy

Maciej Pieprzyca ma w dorobku kilka filmów, które są inspirowane prawdziwymi historiami: "Chce się żyć", "Jestem mordercą" czy "Ikar. Legenda Mietka Kosza". Serial "Ołowiane dzieci" również zainspirowała prawdziwa historia.

- Generalnie nie lubię historii wyssanych z palca. Lubię, kiedy historia w mniejszym lub większym stopniu jest oparta na faktach - tłumaczy reżyser. - Oczywiście, to nie jest dokument, tylko produkcja fabularna i te fakty gdzieś mieszają się z fikcją. Czasem ta fikcja jest nam potrzebna właśnie po to, żeby dojść do prawdy, do tych faktów. To zawsze wpływa na odbiór filmu i tego, co się opowiada - wskazuje.


Odwaga doktor Wadowskiej-Król

Bohaterką serialu jest lekarka, doktor Wadowska-Król. To ona alarmuje władze i walczy o dzieci, o ich zdrowie, o to, by huta więcej nie truła.

- Pamiętam, kiedy dostałem tę propozycję, to wiedziałem, że muszę zrobić wszystko, żeby ją opowiedzieć. Wcześniej już coś słyszałem, wiedziałem o doktor Wadowskiej-Król. A przede wszystkim jej postać była dla mnie najważniejsza. I to, co zrobiła - opowiada Trójkowy gość. - O samych czasach też coś wiedziałem - może nie z autopsji, bo byłem małym dzieckiem, ale wcześniej zrobiłem fabułę i dokument "Jestem mordercą". Wiedziałem trochę na temat mechanizmów kontaktów między społeczeństwem a władzą, kiedy władza nie chce się do czegoś przyznać. I to samo znalazłem tutaj - zdradza.

- Wiedziałem, że chcę opowiedzieć o tej bohaterce i jej postawie, bo moim zdaniem to, co ona wtedy, w 1974 roku, zrobiła, to była duża odwaga - dodaje.


Piotr Radecki