"Strajk o godność". Koncert protest songów w hołdzie łódzkim włókniarkom

Mija 55 lat od czasu "zapomnianego" strajku łódzkich włókniarek. W lutym 1971 roku łodzianki zatrzymały drastyczne podwyżki cen żywności. By przywrócić pamięć o tych wydarzeniach 10 lutego w łódzkiej Manufakturze rozpocznie się koncert protest songów ze spektaklu "Włókniarki” w wykonaniu aktorek Teatru Lalek Arlekin.

"Strajk o godność". Koncert protest songów w hołdzie łódzkim włókniarkom

Spektakl "Włókniarki" Teatru Lalek Arlekin w Łodzi

Foto: mat.prasowe/ Teatr Lalek Arlekin w Łodzi

Koncert oparty na książce "Aleja Włókniarek” Marty Madejskiej, łączy rockową muzykę graną na żywo z poruszającymi tekstami i emocjonalnymi interpretacjami. Początek o godz. 18.

Posłuchaj audycji w Trójce:

Uzupełnieniem rocznicowych wydarzeń będzie wystawa fotograficzna "Włókniarki”, również w Manufakturze. Ekspozycja przybliża sylwetki kobiet, których praca i doświadczenia ukształtowały przemysłową historię Łodzi.


Strajk włókniarek jednym z największych protestów powojennej Polski

Strajk łódzkich włókniarek był jednym z jednym z największych protestów w historii powojennej Polski. Zainicjowany 10 lutego 1971 roku protest zakończył się wycofaniem przez komunistyczną władzę podwyżek cen żywności.

Bunt, który wybuchł dwa miesiące po tragicznych wydarzeniach na Wybrzeżu, był ostatnią fazą protestów polskich robotników na początku lat 70. Jego bezpośrednią przyczyną była informacja o obniżeniu zarobków od początku 1971 roku o ok. 200–300 zł. To, w połączeniu z grudniową podwyżką cen żywności wprowadzoną przez rząd Władysława Gomułki, oznaczało znaczne pogorszenie sytuacji bytowej pracowników przemysłu włókienniczego, który w 80 procentach opierał się na kobietach.


"Protest o godność codziennego życia"

Duży wpływ na wybuch buntu miały bardzo trudne warunki pracy zatrudnionych w łódzkim przemyśle lekkim. Pracowało w nim ok. 130 tys. osób (w tym 90 tys. kobiet), a ich zarobki - poniżej 2000 zł - były o 450 zł niższe od średniej krajowej i znacznie gorsze od wynagrodzeń w przemyśle ciężkim, na który stawiało państwo.

- W dużej mierze bunt wynikał z desperacji i bezsilności. Z jednej strony wymagano od pracowników wyśrubowanych norm produkcji, a z drugiej zupełnie nie dbano o sprzęt, który pochodził jeszcze sprzed I wojny światowej i pracował przez całą dobę. Do tego była to trzyzmianowa praca na akord w potwornych warunkach – upale, wilgotności, hałasie i zapyleniu. W nieremontowanych i wyniszczonych przez wojny XIX-wiecznych fabrykach brakowało pryszniców i jadalni, przez co włókniarki często posiłki spożywały przy maszynach, których nie można było zatrzymać, bo wiązałoby się to ze zmniejszeniem produkcji – opisał warunki pracy prof. Krzysztof Lesiakowski z Uniwersytetu Łódzkiego. Zaznaczył, że protest był walką o „godność codziennego życia”.