"Ofiary własnego sukcesu", czyli "If You Leave Me Now" od Chicago
Zespół Chicago zasłynął z balladowego, lekkiego brzmienia, które przyniosło mu największą popularność. Nie był to jednak kierunek akceptowany przez wszystkich członków grupy. O kulisach tej stylistycznej zmiany oraz o największym przeboju zespołu opowiedział Kuba Ambrożewski w audycji "Piosenka do Wyjaśnienia".
Ofiary własnego sukcesu", czyli "If You Leave Me Now" od Chicago
Foto: PAP/EPA
Zespół Chicago ma w dorobku wiele utworów, które zapisały się w historii amerykańskiego rocka. Największą rozpoznawalność przyniosły im jednak ballady, choć nie był to kierunek, który wszystkim członkom zespołu odpowiadał. O kulisach tej estetycznej zmiany i o największym hicie grupy, "If You Leave Me Now", opowiedział Kuba Ambrożewski w audycji "Piosenka do Wyjaśnienia".
Balladowe brzmienie, którego wielu nie chciało. Historia zespołu Chicago
- Jeden z tych zespołów, który nigdy do końca nie wyszedł poza Amerykę. Chicago to grupa, która w dużej mierze zdefiniowała amerykańską muzykę rockową lat 70. Wyróżniali się nie tylko eklektycznym brzmieniem, w którym jazz i muzyka klasyczna przeplatały się z rockiem i popem - opowiadał Kuba Ambrożewski.
Zespół funkcjonował jako kolektyw złożony z kilku równorzędnych twórców.
- Chicago miało w składzie czterech kompozytorów i trzech wymieniających się wokalistów. Jeden z nich, basista Peter Cetera, od początku dążył w stronę delikatnych, balladowych brzmień i przystępnych popowych melodii. To sprawiło, że stał się głównym wykonawcą, a później także dostarczycielem przebojów zespołu, którego albumy często brzmiały zupełnie inaczej - mówił Ambrożewski.
Posłuchaj audycji w Trójce:
Pomysł Cetery nie spodobał się kolegom
Balladowy kierunek forsowany przez Ceterę budził opór pozostałych muzyków.
- Kierunek wyznaczany przez Ceterę nie był w smak kolegom, którzy nie chcieli, żeby Chicago straciło swój jazz-rockowy charakter i było kojarzone wyłącznie z balladami. "If You Leave Me Now", skomponowane w 1973 roku, nie trafiło na dwie kolejne płyty zespołu. Dopiero trzy lata później Cetera, przy wsparciu producenta Jamesa Guercio, w ostatniej chwili przeforsował nagranie piosenki. Efekt? Numer jeden po obu stronach Atlantyku i etykietka zespołu balladowego, która doprowadzała pozostałych muzyków do szału - opowiadał prowadzący "Piosenki do Wyjaśnienia".
Jak wspominał puzonista James Pankow, sukces ballady miał swoją cenę.
- Staliśmy się ofiarami własnego sukcesu - przyznawał muzyk.
Z kolei Walter Parazaider, odpowiedzialny za partie instrumentów dętych, zapamiętał moment, w którym zdał sobie sprawę z kierunku, w jakim zmierza zespół.
- Wspominał, że pewnego dnia, czyszcząc basen, usłyszał w radiu chwytliwą piosenkę i pomyślał: "Chwytliwe, brzmi jak McCartney, gdzie ja to słyszałem?". Po chwili spiker ogłosił, że to nowy singiel Chicago - puentował Ambrożewski.
Mateusz Wysokiński