"Nie chcę się oglądać za siebie". Edyta Bartosiewicz w rozmowie z Trójką
Edyta Bartosiewicz była gościnią Radiowej Trójki. Piosenkarka, gitarzystka i autorka tekstów w rozmowie z Piotrem Metzem w audycji "Lista osobista" opowiedziała o drodze, jaką przeszła z projektem Solo Act, aż do występu w Teatrze Wielkim, który został zarejestrowany w postaci albumu koncertowego.
Edyta Bartosiewicz w Trójce.
Foto: Karol Makurat/REPORTER
Edyta Bartosiewicz była gościnią radiowej Trójki. Piosenkarka, gitarzystka i autorka tekstów gościła w audycji "Lista osobista", prowadzonej przez Piotra Metza. W rozmowie opowiedziała o swojej drodze artystycznej - od grania w formule solo act aż po występ w Teatrze Wielkim.
Edyta Bartosiewicz w Trójce. "Nie chcę się oglądać za siebie"
Jak mówi artystka, obecnie czuje się spokojna i szczęśliwa, a swoje życie chce przeżyć na własnych warunkach.
- Wydarzyło się tyle w moim życiu rzeczy, na które bardziej lub mniej miałam wpływ, po prostu się wydarzyły. Nie chcę się oglądać za siebie, mam już konkretny wiek i chciałabym przeżyć resztę życia na zupełnie swoich warunkach, aczkolwiek nie mogę narzekać – to, co było za mną, też było na moich warunkach, ale popełniłam masę błędów - mówi Bartosiewicz.
Artystka podkreśla, że projekt solo act narodził się w 2021 roku, kiedy poczuła potrzebę pełnej niezależności i grania dokładnie tego, na co ma ochotę.
– On się narodził bardzo naturalnie, ponieważ w tamtym czasie, to był 2021 rok, zagraliśmy z moim zespołem dobry występ na jarocińskim festiwalu. Coś się nie układało między mną a młodą częścią zespołu. Coś nie mogliśmy wspólnie zajarzyć wibracji, oni też grali w innych składach i to uzależniało. Ja musiałam czekać na potwierdzenie terminów koncertów i to było ciężkie, blokujące. I tak pomyślałam: "co bym mogła robić, żebym mogła robić to, na co mam ochotę" - mówi Bartosiewicz.
Jak przyznaje, był to dla niej bardzo specyficzny moment w karierze. Walczyła wtedy o powrót do formy głosu i potrzebowała potwierdzenia, że nadal jest artystką, której publiczność chce słuchać.
- Ja byłam w takim momencie życia i swojej kariery, gdzie też od wielu, wielu lat walczyłam o zdrowie, o przywrócenie głosu, bo ten głos mi uciekł – siła, pasja i gdzieś charyzma tego głosu. Aczkolwiek ani przez moment nie przestawałam pracować, tworzyć, tylko że to nie miało takiego impaktu, tej siły. I potrzebowałam w tym 2021, czy raczej w 2022, bo "Solo Act" powstał wtedy. 30 listopada zagrałam w klubie Jassmine w Warszawie, zaraz potem drugi koncert. Dla mnie to był przełom. Potrzebowałam też potwierdzenia, że ludzie wciąż chcą mnie słuchać. Szukałam różnych formuł i one się bardziej lub mniej sprawdzały. Bardziej mniej w ostatnich latach - mówi Bartosiewicz.
Jak podkreśla, powrót do formuły solo act wymagał czasu, ale przyniósł jej ogromne poczucie siły i niezależności.
- Tyle lat potrzeba było, żebym wróciła do tej formuły i ona rozbłysła jak supernova. Ona mi dała taką siłę i taką niezależność i swoją niszę, że byłam w szoku, że były dwie–trzy trasy w Polsce, wszystkie wyprzedane. Pojechałam z „Solo Actem” w trasę europejską, też było super - opowiada piosenkarka.
Sama przyznaje, że zaskakuje ją fakt, iż bywa postrzegana jako pionierka tej formuły na polskiej scenie muzycznej.
- Ja czuję siłę tego projektu. Joan Baez, Bob Dylan, Leonard Cohen, Joni Mitchell - wszyscy grali kiedyś solo acty. Tacy songwriterzy i wykonawcy zarazem - to było bardzo popularne zjawisko, szczególnie w latach 60. Występowali na dużych festiwalach, ludzie słuchali i miało to ręce i nogi. To zabawne, że ja z tym solo actem jestem traktowana trochę jak pionier - mówi artystka.
Posłuchaj audycji w Trójce:
"Nie chcę być osobą, która odrywa kupony od starych rzeczy"
Edyta Bartosiewicz podkreśla, że nadal tworzy nową muzykę i nie interesuje jej życie wyłącznie dawnymi sukcesami.
- Ja nie chcę być osobą, która odrywa kupony od starych rzeczy. Ja cały czas tworzę, ja mam gotowy materiał na nową płytę. I z tym też są "jaja", bo nie mogę znaleźć osoby do współpracy, producenta. Coś tu nie gra i na pewno są ku temu jakieś powody. To, że ja zawsze produkowałam też gdzieś sama, ale też miałam kolegów w zespole, którzy mieli wpływ na produkcję, ale te decyzje finalne były na moich ramionach - opowiada Bartosiewicz.
Jak dodaje, granie z orkiestrą początkowo nie było dla niej oczywistym kierunkiem, jednak ostatecznie dała się do tego pomysłu przekonać.
– "Solo Act" miał się tak dobrze, że od agencji koncertowej dostaliśmy propozycję, żeby grać ogromne sale. A ponieważ było 30-lecie "Snu", to może to wykorzystać i zrobić aranżacje symfoniczne. Ja nie byłam aż tak przekonana do orkiestry. Dopiero jak usłyszałam, to mi się spodobało. Ja jestem spragniona nowych rzeczy. Ja mam dużo propozycji na występowanie z materiałem, który kiedyś stworzyłam, ale ja już nie biorę tych propozycji. Ja potrzebuję nowych rzeczy – że mam nowy repertuar i wtedy mogę wracać do starych. Teraz jednak potrzebuję czegoś innego - opowiada Bartosiewicz.
Całości rozmowy z Edytą Bartosiewicz można odsłuchać tutaj.
Mateusz Wysokiński