Porządek świata po Davos. "Dania nie ma moralnego prawa do Grenlandii"

Czy po forum w Davos wyłonił się nowy porządek międzynarodowy i mamy już oficjalnie alians UE bez USA? Co dalej z Grenlandią? Goście Renaty Grochal w "Śniadaniu w Trójce" chwalili jedność Europy ws. Grenlandii i stanowczą odpowiedź, choć przedstawiciel PiS był innego zdania i tłumaczył, że to sprawa między USA i Danią, w którą nie należy się mieszać. Piotr Uściński mówił też, że Dania nie ma moralnego prawa do Grenlandii. 

Porządek świata po Davos. "Dania nie ma moralnego prawa do Grenlandii"

W każdą sobotę Renata Grochal prowadzi "Śniadanie w Trójce".

Foto: PR3

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Donald Trump wycofał się w Davos z gróźb zbrojnej interwencji na Grenlandii i odwetowych ceł na europejskie kraje wspierające Danię w tym sporze
  • Politycy związani z koalicją rządzącą - Andrzej Halicki, Adriana Porowska, Tomasz Trela - podkreślali w radiowej Trójce solidarność Europy 
  • Przedstawiciel PiS Piotr Uściński uznał, że spór o Grenlandię to sprawa między USA i Danią, wtrącanie się w niego psuje relacje transatlantyckie i jest głupotą ze strony polskiego rządu. Podważał też prawo Danii do Grenlandii. Dobromir Sośnierz z Konfederacji zarzucił mu retorykę, której Putin używa w przypadku Ukrainy
  • Wojciech Kolarski z Kancelarii Prezydenta zwracał z kolei uwagę, że w polityce liczy się przede wszystkim realizacja interesów

OGLĄDAJ. "Śniadanie w Trójce"

Prezydent Stanów Zjednoczonych podczas Forum Ekonomicznego w Davos wycofał się z zapowiedzi interwencji zbrojnej na Grenlandii i nałożenia ceł na europejskich sojuszników,  Ogłosił, że wraz z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte doszedł do porozumienia dotyczącego Grenlandii, co jednak dementują władze Danii. Głośnym echem odbiło się  przemówienie premiera Kanady na Światowym Forum Ekonomicznym. Mark Carney powiedział m.in., że dawny porządek świata załamuje się, mocarstwa używają ekonomicznej integracji jako broni, a coraz bardziej widoczna jest tendencja niektórych państw, by dostosowywać się do wymogów silniejszych. Podkreślił jednak, że kraje średniej wielkości nie są bezsilne i mogą tworzyć sojusze. Wystąpienie Kanadyjczyka odbiło się szerokim echem w światowych mediach. Komentowano je jako głos sprzeciwu wobec polityki Trumpa. Później Trump wycofał zaproszenie dla Carneya do Rady Pokoju, którą w Davos powołano do życia. Polska nie przystąpiła do Rady Pokoju, choć prezydent Karol Nawrocki otrzymał zaproszenie do tego gremium. Decyzję wyjaśniono tym, że przystąpienie do Rady Pokoju wymaga spełnienia obowiązujących procedur, w tym zgody parlamentu oraz zaangażowania rządu. Prezydent USA podważył też wiarygodność NATO. W rozmowie z telewizją Fox News stwierdził, że Stany Zjednoczone nigdy nie potrzebowały pomocy NATO i "nigdy tak naprawdę o nic nie prosiły"  sojuszników. Dodał, że sojusznicy USA m.in. w Afganistanie pozostawali "trochę z tyłu, trochę z dala od linii frontu".

Andrzej Halicki (Koalicja Obywatelska), Wojciech Kolarski (Kancelaria Prezydenta), Adriana Porowska (Polska 2050), Dobromir Sośnierz (Konfederacja), Tomasz Trela (Lewica), Piotr Uściński (Prawo i Sprawiedliwość) gośćmi Renaty Grochal (Śniadanie w Trójce)
1:23:26
+
Dodaj do playlisty
+

- Wszystkie kryzysy każą nam zastanawiać się, w jaki sposób budować bezpieczeństwo i de facto pomagają - to paradoks tej całej sytuacji - wzmocnić się Europie i zjednoczyć - powiedział  Andrzej Halicki (Koalicja Obywatelska). Jak mówił, Donald Trump narzucił forum w Davos polityczny wymiar. Zwrócił uwagę na szybko zmieniające się komunikaty ze strony prezydenta USA, w których pojawiały się "metody szantażu, straszenia, nakładania ceł". Halicki wyraził  zadowolenie z faktu, że Trump wycofał się z pierwszych zapowiedzi o użyciu siły wobec Grenlandii. - To duża zasługa negocjacji Marka Rutte, ale nie wiemy jak będzie do końca. Musi to porozumienie podpisać Grenlandia i Dania - dodał. - Mimo wszystko po tym Davos mamy trochę takiego przekonania, że dialog jest możliwy, Stany Zjednoczone są bardzo ważnym i strategicznym partnerem i po Trumpie "też jest życie" - ocenił. Podkreślił, że "musimy myśleć perspektywicznie". - Sami musimy być dużo sprawniejsi, silniejsi, zjednoczeni - mówił.

- Z pewnością możemy zauważyć, że te silne sojusze europejskie są niezwykle istotne i na różne sposoby osoby reprezentujące kraje próbowały pokazać tę solidarność europejską i tę siłę europejską - stwierdziła Adriana Porowska (Polska 2050). Odniosła się ten sposób do tego, że z Davos jeszcze przed przybyciem Trumpa wyjechali Emmanuel Macron i szefowa KE, a premier Wielkiej Brytanii w ogóle się nie pojawił. Podkreśliła konieczność spójności w rozmowach transatlantyckich. Porowska zwróciła też uwagę na przemówienie premiera Kanady. - Poruszyło bardzo wiele serc i rozgrzało głowy bardzo wielu osób - dodała. Jak wskazała, "należy patrzeć z dużą nadzieją, że Europa, świat, będzie zawierał te małe sojusze po to, aby pokazać dużym graczom na świecie, że się liczymy i będziemy upominać się o każdy skrawek ziemi sojuszników NATO".

Tomasz Trela (Lewica) przyznał, że w kwestiach bezpieczeństwa Stany Zjednoczone są kluczowym, strategicznym partnerem dla Polski i dla UE. - Natomiast strategiczny partner w osobie prezydenta Donalda Trumpa musi sobie też zdawać sprawę, że nie może absolutnie wszystkiego mówić, nie może absolutnie wszystkiego robić - powiedział. Zaznaczył, że jeżeli nie byłoby reakcji ws. Grenlandii, to można by przypuszczać, że "prezydent Trump będzie przesuwał tę ścianę dalej".- Dzisiaj Grenlandia, a później zamarzy mu się inny kawałek na świecie i powie "to też jest moje" - tłumaczył. - Ja się cieszę, że ta solidarność dużych państw UE w tym zakresie jest, bo politykę trzeba prowadzić twardo, zdecydowanie - wskazał. Podzielił pogląd, że "po Trumpie też będzie życie". - Przyjdzie nowy prezydent, a partnerskie zasady współpracy trzeba prowadzić - tłumaczył. Podkreślił jednocześnie, że "nie możemy bezgranicznie godzić się na wszystkie fanaberie, które wymyśli Donald Trump". Trela wyraził zadowolenie, że Polska nie dołączyła do Rady Pokoju. - Ja bym wolał, żeby się Polska nie mieszała w takie polityczne twory Donalda Trumpa - wyjaśnił. 

- Sprawa Grenlandii nie powinna być w ogóle w obszarze zainteresowania polskiej polityki. Nie mamy tam żadnych interesów - przekonywał Piotr Uściński (Prawo i Sprawiedliwość). - Nie jest naszym interesem uczestniczenie w sporze między Stanami Zjednoczonymi a Danią - dodał. Jego zdaniem, "nie mamy takiej sytuacji, w której Dania miałaby jakiekolwiek prawo moralne do tego, żeby mieć w posiadaniu cały czas Grenlandię". - Oni jeszcze w drugiej połowie XX wieku masowo łamali prawa człowieka i starali się eksterminować tubylców tam żyjących - argumentował. - Naprawdę Duńczycy mają tam "wiele za uszami", nie mają prawa moralnego do bycia na Grenlandii - podkreślił Uściński i zastrzegł, że Trump też go nie ma. - Wypowiedzi polskich polityków, wtrącanie się w to i jednocześnie narażanie na szwank polsko- transatlantyckich relacji, to jest głupota ze strony obecnego rządu - mówił. Wskazał, że sprawę między sobą powinny rozwiązać USA i Dania. - Nikt na poważnie nie rozważa tam żadnych sporów militarnych. To jest prężenie muskułów po obu stronach, zresztą czasami śmieszne - dodał. Wskazał, że z kilkunastogodzinnej obecności żołnierzy niemieckich na Grenlandii żartują sobie już komicy. 

Dobromir Sośnierz (Konfederacja) ostrzegł przedmówcę, że taka retoryka i "ocena moralnych racji jakiegoś kraju do jego terytorium jest bardzo ryzykowna". - To jest mniej więcej to, co robi Putin w sprawie Ukrainy. Każdy agresor posługuje się tego rodzaju argumentacją - zauważył. Sośnierz podkreślił, że "musimy stać na gruncie poszanowania nienaruszalności terytorialnej państw, zwłaszcza naszych sojuszników". Ocenił, że polityka, którą prowadzi Trump w odniesieniu do Grenlandii jest "fatalna i błędna". - To jest najgorszy sposób rozegrania tego tematu, jaki mógłbym sobie wymyślić - dodał. Polityk Konfederacji nie zgodził się z tezą premiera Kanady, że mamy jakiś przełom. Wyjaśnił, że Trump po prostu jest "bardziej uczciwy" i nie próbuje pokazywać, że za jego działaniem stoją jakieś racje moralne, co wcześniej Amerykanie próbowali udawać. - Mocarstwa często postępują w ten sposób, że jeśli w ich interesie jest złamać prawo międzynarodowe, to to robią - ocenił. 

Wojciech Kolarski (Kancelaria Prezydenta) pytany był o reakcję prezydenta na słowa Trumpa o nikłym wkładzie wojsk sojuszniczych - w tym polskich - w pomoc USA. - Stanowisko prezydenta jest oczywiste, jednoznaczne zostało wyrażone wczoraj - powiedział. "Nie ma wątpliwości, że Polscy żołnierze to Bohaterowie. Zasługują na szacunek i słowa podziękowania za ich służbę. W Afganistanie poległo 44 odważnych Polaków: 43 żołnierzy i cywil. Na zawsze zostaną w naszej pamięci!" - napisał w języku polskim i angielskim na platformie X prezydent Nawrocki. - Prezydent zawsze broni i będzie bronił honoru polskiego żołnierza. To są rzeczy oczywiste - dodał. Przypomniał, że od 2002 do 2014 roku prawie 33 tys. polskich żołnierzy i pracowników ministerstwa przewinęło się przez polskie kontyngenty. Podkreślił, że był to wielki wysiłek i test polskiej armii, a także wielka i bardzo droga szkoła. - Zapłaciliśmy krwią polskich żołnierzy i zapłaciliśmy tez jako podatnicy - mówił. Dopytywany, czy odpowiedź prezydenta nie była jednak zbyt łagodna w obliczu zakłamywania historii i umniejszania zasług polskich żołnierzy, odparł, że "w polityce jest sfera słów i sfera działań". - Powinniśmy patrzeć na relacje międzynarodowe z perspektywy polskich interesów - zaznaczył. Tłumaczył, że "w polityce liczy się realizacja interesów", a w naszym interesie jest, żeby spór miedzy USA a Danią zakończył się i doszło do kompromisu. - Również w naszym interesie jest, żeby budować jak najbliższe relacje ze Stanami Zjednoczonymi - argumentował.

Najczęściej czytane

Źródło: Trójka
Prowadząca: Renata Grochal
Opracowanie: Filip Ciszewski