Studnia to życie - o sytuacji w Sudanie Południowym rozmawiamy z ekspertką PAH
Silne powodzie w porze deszczowej i okresy długotrwałej suszy, rozprzestrzeniające się choroby - w tym cholera, epidemia niedożywienia i konflikt wewnętrzny - sprawiają, że sytuacja humanitarna w Sudanie Południowym dramatycznie się pogarsza. O tym, jak wygląda codzienność mieszkańców tego kraju rozmawiamy z Aleksandrą Czyrko z Polskiej Akcji Humanitarnej.
Sudan Południowy, powódź
Foto: ALEX MCBRIDE/AFP/East News
Szacuje się, że pomocy humanitarnej potrzebuje ponad 60 proc. obywateli tego państwa. Sytuację pogarsza napływ ludności uciekającej z dotkniętego wojną domową sąsiedniego Sudanu. To w dużej mierze osoby, które wyemigrowały tam wcześniej w poszukiwaniu lepszego życia.
Posłuchaj audycji Trójki:
Najmłodszy kraj na świecie
Sudan Południowy odłączył się od Sudanu w 2011 roku na mocy referendum, w którym ludność z południa zdecydowała, że chce stanowić własny kraj. - W Sudanie od początku istnienia tego państwa widoczne były duże różnice między południem a północą. Część północna znajdowała się wcześniej pod opieką Egiptu, a południowa - Wielkiej Brytanii. Północ tradycyjnie była bardziej arabska, dominuje tam islam. Południe bardziej przypominało kraje europejskie. Większość ludności stanowią tam chrześcijanie - tłumaczy Aleksandra Czyrko, ekspertka Polskiej Akcji Humanitarnej.
- W pierwszych latach po uzyskaniu niepodległości w Sudanie kluczowe stanowiska w administracji centralnej zajmowały głównie osoby z północy, a wprowadzane rozwiązania ustrojowe nawiązywały do modeli obowiązujących w innych państwach arabskich z regionu. Nie podobało się to mieszkańcom południa. Różnice się pogłębiały i ostatecznie w 2011 roku Sudan Południowy ogłosił niepodległość - wyjaśnia specjalistka.
Od momentu powstania państwa Sudan Południowy mierzy się z różnymi wyzwaniami związanymi ze stabilnością i napięciami wewnętrznymi. Obecnie kraj ponownie doświadcza wewnętrznego kryzysu zbrojnego. - Sudan Południowy to bardzo zróżnicowane państwo, mieszka w nim ponad 60 grup etnicznych, mówiących ponad 70 językami - opowiada Aleksandra Czyrko dodając, że ta wielowymiarowość, obecna na tym obszarze od dziesięcioleci, jest jednym z elementów mających wpływ na dynamikę obecnych wyzwań społecznych.
- Scenę społeczną i lokalne struktury przywódcze w dużej mierze kształtują dwie dominujące grupy etniczne - Dinka i Nuer. W grudniu zeszłego roku miały odbyć się wybory prezydenckie, ale do nich nie doszło. W trakcie zmian w strukturach rządowych odwołano kilku wiceprezydentów, których następnie zastąpiono osobami blisko współpracującymi z urzędującym prezydentem Salva Kiirem. Pierwszy wiceprezydent Riek Machar, lider opozycyjnej partii, trafił do aresztu domowego pod zarzutem zdrady. Po tych zmianach w kraju zaczęło dochodzić do aktów przemocy - tłumaczy ekspertka przyznając, że polityka ma bezpośredni wpływ na i tak poważną sytuację w kraju.
Kryzys humanitarny
Konieczność porzucenia dobytku w obawie przed utratą życia, gwałtowne powodzie w porze deszczowej i dotkliwe susze w porze suchej pogarszające się na skutek zmieniającego się klimatu sprawiają, że tysiące osób zmuszanych jest do opuszczenia swoich domów i szukania bezpieczniejszych przestrzeni. - Z roku na rok powodzie są coraz gorsze. Kiedyś pora deszczowa i pora sucha były mniej więcej wyrównane, obecnie dotykają ludzi coraz bardziej. Ich domy są zalewane, muszą je opuszczać i budować życie na nowo, w zupełnie nowym miejscu, nie znając tam nikogo, nie mając pracy, schronienia, pożywienia - mówi Aleksandra Czyrko. Ponad 6 milionów mieszkańców Sudanu Południowego cierpi na poważne niedożywienie.
Rośnie ryzyko wybuchu epidemii groźnych chorób. - Wiele z nich rozprzestrzenia się drogą wodną, najpoważniejszą jest cholera. Tylko w tym roku zachorowało na nią ponad 100 tys. osób. I to są tylko te przypadki, które zostały zarejestrowane. W rzeczywistości liczby te są wyższe - tłumaczy ekspertka.
Powodzie niszczą infrastrukturę, drogi, często uniemożliwiając dotarcie do szpitala, szkoły czy na targ po żywność. Po fali deszczu przychodzi susza. - Przez około pół roku nie ma, jak uprawiać roli, bo rośliny nie rosną, a ludzi często nie stać na to, aby nawadniać pola - mówi specjalistka.
Studnia to życie
- W Sudanie Południowym głównie specjalizujemy się w działaniach wodno-sanitarnych. Jesteśmy tam od prawie 20 lat. Budujemy i remontujemy studnie, punkty wodne, latryny, stacje mycia rąk - opowiada Aleksandra Czyrko. - Monitorujemy jakość wody i jej dostępność, dystrybuujemy również zestawy higieniczne zawierające m.in. tabletki do uzdatniania wody - jeśli w regionie mamy przypadek cholery. Edukujemy ludność z zakresu higieny, bo nie wystarczy zbudować toaletę, trzeba wytłumaczyć co robić, aby korzystanie z niej było bezpieczne i zdrowe - wyjaśnia ekspertka i dodaje, że dzięki temu ta pomoc zostaje na stałe. - Wiemy, że te osoby będą się dzielić tą wiedzą ze swoimi bliskimi, dziećmi i sąsiadami - podkreśla.
Mieszkańcy mniejszych miejscowości i wsi utrzymują się przede wszystkim z rolnictwa i pasterstwa. Brak dostępu do wody bardzo utrudnia życie. - Jeśli najbliższa studnia jest 10 km od domu, to niestety często wygląda to tak, że dziewczynki idą po tę wodę pół dnia i drugie pół dnia wracają z nią do domu. To oznacza m.in., że nie mają czasu na edukację - mówi Aleksandra Czyrko. - Jeśli studnia jest blisko, można nawodnić rośliny i mieć pewność, że będziemy mieli co jeść. Można posłać dziecko do szkoły - dodaje.
Jak bardzo budowa studni zmienia życie lokalnej ludności pokazuje Moroyok. Niewielka miejscowość niedaleko stolicy Dżuby. - Wybudowaliśmy tam studnię trzy lata temu i drugą w zeszłym roku. Wcześniej nie było tu w ogóle dostępu do wody pitnej. W tym czasie ta społeczność bardzo się rozrosła - opowiada ekspertka. - Rozmawiałam z lokalnymi liderami, którzy powiedzieli mi, że coraz więcej osób przyjeżdża do tej miejscowości, aby się w niej osiedlić. Myślą o stworzeniu szkoły, powstały pierwsze sklepy na lokalnym targu. To wszystko dzięki dostępowi do wody - podkreśla. Dodaje także, że obie studnie zostały wybudowane dzięki środkom zebranym przez indywidualnych darczyńców, m.in. biegaczy z gminy Zbuczyn. - To pokazuje, jak ważna jest solidarność i jak istotne jest wsparcie darczyńców PAH - podkreśla Aleksandra Czyrko.
Studnia w Moroyok, ufundowana przez biegaczy ze Zbuczyna. Obozy dla uchodźców
Polska Akcja Humanitarna działa także na granicy z Sudanem dzięki finansowaniu Unii Europejskiej. - Pomagamy osobom uciekającym z Sudanu przed trwającą tam wojną domową - tłumaczy ekspertka. Zdecydowana większość z nich to kobiety i dzieci. Nie mają majątku, nie mogą liczyć na pomoc krewnych. Ich mężowie zostali wcieleni do armii, zginęli w walkach albo kontakt z nimi się urwał. - Zapewniamy im podstawowe wsparcie. Dystrybuujemy koce, maty do spania, płachty, które można nałożyć na dach domu by chronić wnętrze przed deszczem czy upałem, wodę, zestawy higieniczne i inne artykuły wsparcia natychmiastowego - wyjaśnia.
Obóz przejściowy dla uchodźców w Renk. PAH świętuje 33 urodziny. Od 1992 roku organizacja pomogła ponad 19 milionom osób, w 52 krajach.
Rozmawiała Magdalena Hejna