Co nas nie zabije, to nas wzmocni

Ten dzień pamiętam jakby to było wczoraj. Cieszyłem się jak głupi z powrotu żony do domu zwłaszcza, że nie wracała sama, ale z naszym maleństwem.

Przyszykowałem się nie tylko psychicznie na ich przyjazd, ale przede wszystkim przemeblowałem mieszkanie. W naszej sypialni stanęło zakupione dużo wcześniej łóżeczko. Jako dumny tatuś mogłem je w końcu  rozłożyć. Dzień przed przyjazdem żony patrzyłem na nie i zastanawiałem się jak w takim "dużym" łóżeczku odnajdzie się nasze maleństwo.

Wierzyłem, że wszystko będzie dobrze, bo mam ich - dwie moje kochane dziewuchy. Stanowimy w końcu kompletną rodzinę. Jednak to co miało miejsce w następnych dniach zaskoczyło mnie. Zaraz po powrocie do domu musiałem nie tylko nauczyć się gotować dla "karmiącej matki", ale także zająć się maleństwem, aby żona miała choć chwilę odpoczynku.

Wstydziłem się przed żoną przyznać, że tak naprawdę to się okropnie boję tego naszego dziecka. Nie wiem ani jak je nosić, ani jak je przewijać a tym bardziej bałem się kąpieli. Nie spodziewałem się, że macierzyństwo może okazać się takie trudne. Znajomi "tatusiowie" mnie straszyli, ale myślałem, a może raczej miałem nadzieję, że u nas będzie inaczej. 

Dodatkowo moja "kochana" żona nagle się zmieniła. Tłumaczyła to pozostałością hormonów, ale wielokrotnie jej zachowanie mnie przerastało. Miała dziwne i nie zrozumiałe dla mnie skoki nastrojów. Potrafiła śmiać się i płakać na zawołanie. Ciągle była zmęczona i senna a dodatkowo obolała po naturalnym porodzie. Dawałem z siebie wszystko jednak nie zawsze zostawało to zauważone.

Byłem dumny z tego, że żona karmi piersią, ale widząc jej płacz i poranione brodawki sam zaczynałem wątpić w skuteczność mojej pomocy. Miałem wielką ochotę ulżyć jej w cierpieniu podając dziecku mleko modyfikowane. Ona była jednak uparta a ja w głębi serca cieszyłem się, że jest taka dzielna dając dziecku to co jest dla niego najlepsze.

Jakież było moje zdziwienie gdy żona po kilku dniach oznajmiła mi, że córka nadal będzie spała z nami. Po co nam to łóżeczko? A może za wcześnie je złożyłem? Co będzie z nami i naszym małżeństwem? Potrzebowałem się do niej tylko przytulić nie sądziłem, że cały czas między nami będzie nasza córka.

Uszanowałem jednak decyzję żony licząc po cichu na to, że wie co robi kierując się instynktem macierzyńskim. I tym razem się nie myliła. Dzięki temu, że mała spała z nami mogliśmy choć trochę dłużej pospać, bo cyc przecież był na wyciągniecie buzi dziecka.

Dość długo nie mogłem uwierzyć, że mój śliczny różowy bobas ciągle płacze, nie przesypia nocy i wiecznie wisi przy piersi mojej żony. Te wszystkie dzieciaczki z reklam były takie słodkie.

Przechodziłem okresy załamania, które trwały zaledwie kilka godzin. Widząc płacz mojej współmałżonki i dziecka szybko odzyskiwałem siły. Wiedziałem, że jestem im teraz bardzo potrzebny, a szczególnie mój spokój i opanowanie. Bywały dni, że płacz mojej córci doprowadzał mnie do frustracji. Oboje z żoną nie potrafiliśmy odgadnąć aktualnej potrzeby naszej małej pannicy.

Na szczęście trudne początki mamy już za sobą. Nasze |maleństwo" skończyło już 6 miesięcy. Z tamtych chwil pozostały nam tylko wspomnienia. Patrząc z perspektywy czasu jednak miłe wspomnienia, bo jak mówi przysłowie co nas nie zabije to nas wzmocni.

Marcin Jakuszko

Odtwarzacz jest gotowy. Kliknij aby odtwarzać.