Nie walczyć, a zaprzyjaźnić się z sytuacją
- Zdecydowanie korzystniej jest budować na tych mocach, które mamy w sobie - mówi w audycji "Instrukcja obsługi człowieka" dr Joanna Heidtman. - Dobrze jeżeli nie poddajemy się presji własnej i otoczenia, że musimy stać się kimś na siłę, ale koncentrujemy się, żeby znaleźć to, co w nas jest fajnego, dobrego i bogatego - dodaje.
W zdrowym ciele zdrowy duch
Foto: Glow Images/East News
Zdaniem Joanny Heidtman u nas wciąż pokutuje język walki, język militarny. - Okazuje się jednak, że na poziomie fizjologicznym naszego organizmu, siły psychicznej, uwalniamy dużo więcej mocy, odporności i możliwości pracy z chorobą, pracy ze sobą czy rozwoju wtedy, gdy z sytuacją potrafimy sią zaprzyjaźnić - opowiada.
Więcej rozmów na temat rozwoju osobistego, zdrowia i psychologii znajdziesz na podstronach "Instrukcji obsługi człowieka" i "Dobronocki" >>>
- To trochę jak boks i aikido. Ta metafora pokazuje, że w jednym przypadku się siłujemy (boks), w drugim (aikido) zbieramy siłę przeciwnika i idziemy z nią w kierunku, w którym chcemy. Nawet jeśli to jest choroba, to najlepiej najpierw tę sytuację jakoś zobaczyć, zaakceptować, zaprzyjaźnić się z nią po to, żeby organizm nie musiał się "napinać", tylko mógł uwolnić te siły, które będą uzdrawiały. Adekwatnie do tego trzeba też postępować, nie robić czegoś na siłę i tracić w ten sposób energii - dodaje.
Na "Instrukcję obsługi człowieka" zapraszamy od poniedziałku do czwartku o godz. 11.15.
Rozmawiała Grażyna Dobroń.
(mp)