Białoruś - kraj, którego nie znamy
- W Polsce przyzwyczailiśmy się do postrzegania Białorusi w sposób postkolonialny. Białorusini nie cierpią, kiedy w odniesieniu do ich kraju używa się określenia Kresy - mówi Hanna Kondratiuk, autorka książki "Białoruś. Miłość i marazm".
Fragment okładki książki "Białoruś. Miłość i marazm"
Foto: mat. promocyjne
"Co kryje się za białoruską fasadą, z której, wraz z upływem czasu, odpadają kolejne warstwy farby? Pójdźmy za przewodniczką, której reportaże zaprowadzą nas w konkretne miejsca i do ludzi spotkanych na drogach współczesnej Białorusi. Do dziś Białoruś jest mało znana polskiemu czytelnikowi i przez to trudna do zrozumienia. Wrażliwość autorki i jej odwaga pomagają odczytać zaszyfrowane komunikaty i drogowskazy" - czytamy w materiałach prasowych poświęconych najnowszej książce Hanny Kondratiuk.
Na zbiór reportaży złożyło się 21 tekstów będących zapisem licznych podróży, jakie autorka odbyła przez lata do miejsc ważnych z punktu widzenia tamtejszej kultury. - Zainspirowały mnie one do opisania białoruskiej prowincji. W naszych gazetach Białoruś przedstawiana była jako kraj idealny w duchu patriotycznym. Brakowało mi zahaczenia o rzeczywistość, o codzienne problemy - mówi autorka.
Czasy, o których pisze, to przełom XX i XXI wieku, czyli okres poważnego kryzysu ekonomicznego na Białorusi. - Wtedy cała energia Białorusinów szła na przetrwanie. Wyjeżdżając z Mińska, bardzo często w tzw. elektryczkach można było spotkać ubranych w robocze stroje ludzi, którzy jechali uprawiać ziemię na daczach, żeby potem te wszystkie swoje pomidory czy ogórki zawekować i przeżyć zimę w mieście - przypomina ceniona dziennikarka i pisarka, która w opowiada Trójce również o tym, dlaczego na Białorusi tak wiele domów pomalowanych jest niebieską farbą.
Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy, którą przeprowadził Jan Niebudek.
"Do południa" na antenie Trójki od poniedziałku do czwartku od godz. 9.00 do 12.00.
(mk)