Na Ukrainie znów "pomarańczowa" rewolucja? "Raczej nie teraz"
- 100 tysięcy ludzi, którzy w Kijowie wyszli na ulice to zaskoczenie dla opozycji, która nie spodziewała się aż tak masowego poparcia - mówi Rafał Sadowski z Ośrodka Studiów Wschodnich. W stolicy Ukrainy milicja starła się wczoraj z demonstrującymi za integracją z Unią Europejską.
Wszystko dlatego, że ukraiński rząd wybrał kierunek wschodni zamiast podpisywania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Premier Mykoła Azarow nie pozostawił złudzeń i w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji nazwał unijne propozycje finansowe dla Kijowa "jałmużną dla żebraka w kruchcie". Wyjaśnił, że z Rosją Ukraina żyła latami pod jednym dachem i teraz życie znów sprowadza te dwa kraje na bliską drogę.
Więcej komentarzy do bieżącej sytuacji na świecie znajdziesz na podstronach audycji "Raport o stanie świata" oraz "Trzy strony świata".
Według gościa audycji Łukasza Walewskiego tłumy na ulicach odzwierciedlają zmianę nastawienia społecznego. - Poparcie dla integracji z Europą w ostatnim czasie rośnie. Sięga już nawet 50 proc.To bardziej ruch społeczny niż polityczny - mówi Rafał Sadowski.
Jednak, jego zdaniem, nie należy się spodziewać drugiej "pomarańczowej" rewolucji, czyli wydarzeń, które w latach 2004-2005 wyniosły do władzy Wiktora Juszczenkę. - Wtedy mieliśmy do czynienia z wyborami prezydenckimi, wcześniej długo trwała kampania wyborcza. Teraz protesty są zwoływane ad hoc - opowiada.
Według Sadowskiego ważne jest, na ile zmiana nastawienia społecznego okaże się trwała, bo już w 2015 roku na Ukrainie odbędą się wybory prezydenckie. Na nastroje społeczne będzie miał też wpływ stan gospodarki, która jest skraju kryzysu.
Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.
"Trzy strony świata" na antenie w każdy poniedziałek i środę o godz. 16.45.
(mp)