Zapominamy, że woda to żywioł

Jeszcze kilka lat temu bez karty pływackiej nie można było wypożyczać sprzętu wodnego. Obecnie, by popływać kajakiem czy rowerem wodnym wystarczy dokument stwierdzający tożsamość. Liczba utonięć rośnie w zatrważającym tempie.

Zapominamy, że woda to żywioł

Foto: PAP/Grzegorz Jakubowski

Zapominamy, że woda to żywioł. Przepisy pomagają utonąć? - część 1 (Zapraszamy do Trójki - ranek)
+
Dodaj do playlisty
+

Aby otrzymać kartę pływacką trzeba wskoczyć do wody (można na nogi), przepłynąć 5 metrów pod wodą i poprawnym stylem przepłynąć 200 metrów, z czego 50 metrów trzeba pokonać stylem grzbietowym.
- Karta pływacka jest w tej chwili dokumentem w zasadzie nieobowiązującym, chociaż wciąż wydawanym - mówi Jerzy Burski, wiceprezes WOPR w Warszawie, instruktor ratownictwa od 37 lat. - Jest jednak dokumentem przydatnym - dodaje instruktor.
Właściciele karty pływackiej mogą rozpocząć kurs na ratownika pierwszego etapu, a także mogą pływać łodzią z silnikiem przyczepnym do 2 KM oraz prowadzić łódkę żaglową do pięciu metrów kwadratowych powierzchni żagla.

Jednak każdego roku maleje liczba posiadaczy kart pływackich. Skoro nie okazując takiego dokumentu wszędzie można wypożyczyć sprzęt pływający to po co zdawać egzamin? Efekt jest jednak taki, że coraz mniej osób potrafi pływać, nie wiemy jak należy zachować się w wodzie, bagatelizujemy przepisy obowiązujące na terenie kąpielisk.
Tylko podczas ostatniego weekendu utonęło pięć osób. Najbardziej tragiczny był weekend 7-8 lipca, gdy życie w wodzie straciło 35 osób.

Zapraszamy do wysłuchania materiału Anny Rokicińskiej.
Porannego pasma "Zapraszamy do Trójki" można słuchać od poniedziałku do soboty między godziną 6.00 a 9.00.

(ah)