Przez 6 lat niezauważony przez nikogo...
13 lipca 2006 roku Pan Wojciech Wrzołek wyszedł do pracy i nie wrócił o normalnej porze. Mijały godziny, nastał wieczór, a jego wciąż nie było... - Nie straciłam nadziei, tylko za bardzo ufałam w procedury poszukiwań ludzi zaginionych – mówi w "Godzinie prawdy" jego żona Wiktoria.
Wojciech Wrzołek. Jeśli posiadasz jakiekolwiek informacje o tej osobie z okresu od lipca 2006 do lipca 2012 roku, prosimy o kontakt: godzinaprawdy@polskieradio.pl lub z Fundacją Itaka: 801 24 70 70.
Foto: fot. z arch. rodzinnego
Pani Wiktoria Wrzołek rozpoczęła poszukiwania, które trwały ponad 6 lat. Była przekonana, że skoro wszystko zostało dopełnione: zdjęcia, plakaty opisy, to w jakimś momencie ten człowiek musi się znaleźć. W końcu, w lecie tego roku do drzwi zapukała policja. Okazało się, że Pan Wojciech zmarł w szpitalu na skutek udaru. Trafił tam z ulicy, na której zasłabł. Był zadbany i czysty; nic nie wskazywało na to, by był bezdomny. Nie miał przy sobie jednak dokumentów. Pani Wiktoria do dziś nie wie, co przez ostatnie 6 lat działo się z jej mężem.
Wtedy, w lipcu 2006 roku na parkingu stał na swoim miejscu jego samochód, w nim teczka z komórką i wszystkimi dokumentami. - Wtedy się okazało, że postanowił odejść. To było ewidentne, w domu zostawił klucze od mieszkania. Wyszedł z domu i postanowił nie wrócić - opowiada pani Wiktoria i przyznaje, że z perspektywy czasu rozumie, że przemęczenie i niesnaski z szefem, które brała za przyczynę złego samopoczucia męża, najprawdopodobniej były symptomami choroby.
- Miał dziwny, jakby przestraszony wzrok. Zbywał pytania. Gdy zniknął dla mnie to był szok. Nie należę do osób, które siedzą i płaczą, więc natychmiast zaczęłam działać. Czerpałam z Itaki informacje, wiadomości i podpowiedzi co mam robić - opowiada gość Michała Olszańskiego.
Kiedyś sam przekonywał, że co by się nie działo trzeba żyć dalej, bo jest rodzina, są przyjaciele, nie wolno w ogóle nic mówić o samobójstwie. - Byłam przekonana, że nie popełnił samobójstwa. Był wierzący, praktykujący, chemik, mieszkamy na 9. piętrze, więc jeżeli by ktoś chciał popełnić samobójstwo, to łatwiej w domu - mówi Pani Wiktoria.
Żona przyznaje, że te sześć lat poszukiwań to był trudny czas, z którym próbowała się pogodzić. – Byłam przygotowana, że może pogorszyć się jego stan zdrowia, znajdzie się w szpitalu, wtedy powiadomią Itakę i wtedy go znajdziemy - wyjaśnia. Jednak choć Pan Wojciech trafił do szpitala 17 lipca bez żadnych dokumentów, dopiero 27 lipca Itaka dostała sygnał o zaginionym. Zareagował jakiś wspólny znajomy, gdy spostrzegł fotografię Pana Wojciecha w Internecie, zgłosił to do Itaka, dopiero ta poinformowała policję. - Procedury działałyby bardzo sprawnie, gdyby tylko się tym przejmowano - mówi gość Michała Olszańskiego.
Apel! Jeśli ktokolwiek z Państwa rozpoznaje Pana Wojciecha i posiada informacje o tym, co mogło dziać się z nim od lipca 2006 do lipca 2012 roku, prosimy o kontakt:
godzinaprawdy@polskieradio.pl lub z Fundacją Itaka: 801 24 70 70.
Posłuchaj innych rozmów z niezwykłymi ludźmi w "Godzinie prawdy" >>>