"Quasi-autorytarne metody premiera"
Łukasz Warzecha z "Faktu” powiedział, że premier Donald Tusk w takich sprawach jak in vitro kieruje się sondażami, a nie poglądami.
Łukasz Warzecha
Foto: PR/Wojciech Adam Jurzyk
- Jeżeli się okaże, że przyniesie mu korzyść uregulowanie tej sprawy, to tak się stanie, jak nie, to nie - dodał gość Trójki.
Donald Tusk dopuszcza możliwość uregulowania kwestii in vitro w drodze rozporządzenia wydanego przez ministra zdrowia.
Według publicysty "Faktu” cała sprawa pokazuje jak mało znaczy Sejm, a metoda działania premiera przypomina system quasi-autorytarny. - Jeśli rzeczywiście tego typu kwestie można uregulować rozporządzeniem, to powstaje pytanie, ile niepotrzebnych ustaw generuje Sejm, które można by rozwiązać rozporządzeniami - powiedział.
Wiesław Dębski z "Wirtualnej Polski" uważa, że wydanie rozporządzenia ws. in vitro jest możliwe. - Wolałbym, żeby przeprowadzić to przez Sejm, drogą ustawy, a w Sejmie jest większość dla takiej ustawy. Niech pan premier ma trochę odwagi i niech pokaże też swojej partii, że on jest przywódcą i o pewnych sprawach decyduje - apelował.
- PiS musi uważać, żeby nie zdewaluować tego narzędzia politycznego - powiedział Dębski odnosząc się kolejnej debaty PiS, która będzie dotyczyła pracy. - Dla mnie nie jest ważne jakie tam padną rozwiązania. Nie czekam, że rozwiążą problem bezrobocia. Dla mnie ważne jest, ze spotykają się politycy z ekspertami i oznaczą miejsce w którym dzisiaj jesteśmy - dodał.
Łukasz Warzecha mówiąc o debacie zwrócił uwagę na bardzo interesującą konfrontację do której może dojść podczas rozmów. - Większość środowisk zwłaszcza pracodawców, reprezentuje tezy bardzo dalekie od tez głoszonych przez PiS. To PiS ma bardzo mocny profil socjalny, nacisk na prawa pracownicze, a nie na potanienie kosztów pracy, czyli na to na czym zależy przedsiębiorcom – powiedział.
Rozmawiała Maja Borkowska.
to