Dzieci chcą, by to Stuhr był Mikołajkiem

– Dostaję takie sygnały od dzieci, że one sobie nie wyobrażają, żeby to kto inny czytał – mówił Jerzy Stuhr w Trójce.

Dzieci chcą, by to Stuhr był Mikołajkiem

Jerzy Stuhr

Foto: TVP/PAP/Jan Bogacz

Jerzy Stuhr: dzieci chcą, bym to ja czytał Mikołajka
+
Dodaj do playlisty
+

– Wcześniej czytałem Mikołajka z synem, ale teraz czytam sam, bo uważam to za swój obowiązek – opowiadał aktor.
Jerzy Stuhr mówił, że dostaje piękne listy od słuchaczy. – Jedna dziewczynka mi napisała, że już zawsze moje dzieciństwo będzie mi się kojarzyło z pańskim głosem – opowiadał. – We wszystkich przygodach Mikołajka zachowane są podstawowe atrybuty tego cyklu. Zawsze jest delikatny nacisk na jakiś morał, żeby coś z tego wynikało, żeby z każdego opowiadanka było jakieś przesłanie. Choćby niewielkie, ale zawsze jakaś nauka. Najbardziej, moim zdaniem ryzykowna rzecz to jest to, że wprowadzono dziewczynki. To znaczy, że chłopcy dojrzewają i interesują ich osobnicy płci odmiennej. Dla mnie to była nowość, bo musiałem scharakteryzować i zróżnicować głosowo te dziewczynki – tłumaczył Stuhr.
– To był właśnie fenomen tamtych opowiadań, bo wydawało się, że to są takie chłopaczyska i ich sprawy, a jednak dziewczynki, czego przykładem jest moja wnuczka, chłonęły to. Teraz wyrasta już z tego trochę, ale dawniej było tak, że ja czytałem, następnie Maciek, potem słuchało się nas przez nośniki, a potem było tak, że ona nam czytała – opowiadał aktor.

Przygody Mikołajka

Wszystko zaczęło się od przypadkowego spotkania dwóch panów: Jean-Jacquesa Sempégo i René Goscinny’ego. Na przełomie 1955 i 1956 roku opublikowali pierwszy komiks w belgijskim magazynie i tym samym rozpoczęła się wspólna trwająca od lat przygoda z Mikołajkiem.
Pierwsze opowiadanie zatytułowane "Jajko wielkanocne” pojawiło się 29 marca 1959 roku. Natomiast cała książka, wydana w roku 1960, nie zdobyła popularności czytelników. Dopiero drugi tom spowodował, że mieszkańcy Francji, Belgii i tych państw na świecie, w których włada się językiem francuskim, ruszyli do księgarń i zaczęli czytać swoim dzieciom historię tego wyjątkowego chłopca.
Pomiędzy rokiem 1961 a 1964 ukazało się pięć tomów cyklu. I rok 1964 jest bardzo ważny, ponieważ właśnie wtedy Mikołajek po raz pierwszy pojawił się w Polsce. Dwa pierwsze tomy tłumaczył duet pań tłumaczek, ale od trzeciej książki wszystko co najlepsze zawdzięczamy Barbarze Grzegorzewskiej, nazywanej już kultową tłumaczką opowieści o Mikołajku. Jakby tego było mało to jeszcze w 2009 roku we Francji ukazał się pełnometrażowy film o przygodach Mikołajka. To co dzieje się wokół Mikołajka to swoisty fenomen.

Bardziej dla dużych
– Moja teoria jest taka, że ci duzi więcej z niego korzystają i więcej rzeczy się tam dopatrują. Wydaje mi się, że Mikołajek jest ponadczasowy: typy ludzkie opisane zarówno jeśli chodzi o dorosłych, jak i dzieci, zachowania, sytuacje. Każdy z nas może się utożsamić z tymi postaciami. Rzadko się zdarza taka zgodność ilustracji z tekstem. To razem tworzy taki wspaniały fenomen – mówiła w Trójce tłumaczka Barbara Grzegorzewska .

/

– Uwielbiam wszystkie historie, w których mowa o wizytach u dentysty czy lekarza, no i cóż – dorosły też się czasem tak czuje jak Mikołajek. Pomimo mojego zaawansowanego już wieku trochę się z nim utożsamiam. Każdy z nas jest gdzieś w środku dzieckiem, a Mikołajek jest buntownikiem szalonym. Bardzo jestem zadowolona z tego powiedzenia Mikołajka "No bo co w końcu kurczę blade”. Tam było jakoś inaczej, ale chodziło to, by to dobrze brzmiało po polsku. Dla mnie jako tłumaczki jest to też rodzaj krzyżówki, ja to uwielbiałam – opowiadała Grzegorzewska.

Jerzy Stuhr, podobnie jak przed laty Irena Kwiatkowska, stworzył dla nas postać Mikołajka. Od 21 października w "Zagadkowej Niedzieli" u Katarzyny Pruchnickiej i Katarzyny Stoparczyk  będzie czytał "Najnowsze przygody Mikołajka". Zapraszamy do słuchania Trójki!
sm