Co było skandalem dla naszych pradziadków?
W dziedzinie dobrych obyczajów to był złoty wiek. Wtedy mężczyźni umieli się zachować, kobiety dbały o swoje dobre imię, zaś młodzież szanowała starszych... Ale to nie jest cała prawda o 20-leciu międzywojennym
Uczestnicy Balu Prasy reklamujący tytuły prasowe wydawane przez koncern Ilustrowany Kurier Codzienny, 1935 rok /Narodowe Archiwum Cyfrowe
Foto: Fot.: Dzięki uprzejmości Narodowego Archiwum Cyfrowego
Postulowane wówczas normy zachowania byłwały - z naszego punktu widzenia - uroczo wyrafinowane. Z drugiej strony zmieniały się wtedy gwałtownie warunki życia, co wymuszało rewolucję obyczajową.
- Okres międzywojenny był niezwykle ekscytujący, bo z jednej strony panowały zasady savoir-vivre'u, które obowiązywały klasę średnią, arystokrację, ziemiaństwo, ale z drugiej strony były te wesołe, frywolne czasem towarzystwa o zmienionych obyczajach, które pojawiały się na salach balowych czy tanecznych - mówi Maria Barbusiewicz.
- W ciągu 20 lat bardzo zmieniła się obyczajowość Rzeczypospolitej. Na początku była jeszcze formalnie bardzo bliska przepisom XIX-wiecznym, mimo że I wojna światowa ogromnie zmieniła warunki zewnętrzne świata, w którym przyszło ludziom 20-lecia międzywojennego żyć. Po wojnie nastąpił więc przełom i rodzaj rewolucji obyczajowej. To już nie były spokojne domy, gdzie kobiety siedziały, wychowując dzieci, a panowie mieli własne kapitały. Trudne czasy wojny odebrały wielu ludziom bezpieczeństwo finansowe i zawirowały układami społecznymi - wyjaśnia autorka książki "Dobre maniery w przedwojennej Polsce".
Upadek obyczajów
- Autorzy książek z tamtych czasów darli włosy z głowy, jak strasznie upadły obyczaje. Dziś wydaje nam się to niezwykłe, szczególnie w kontekście naszej epoki. Ale, jak widać, każde pokolenie zupełnie inaczej to ocenia - dodaje.
- W owym czasie były dziesiątki poradników obyczajowych. Być może było ich tak wiele, ponieważ ogromna rzesza ludzi pretendowała, by znaleźć się w sferze uznawanej za dobrze wychowaną, spełniającą podstawowe kryteria savir-vivre'u. Ostatni tego typu poradnik to kodeks towarzyski z 1939 roku, autorstwa Konstancji Chojnackiej. Często w tych książkach mamy okazję obserwować raczej życzeniowy zestaw porad niż zapis rzeczywistości, bo pisali ludzie, którzy, przynajmniej w swoim mniemaniu, byli autorytetami w kwestii tych zaleceń - mówiła Barbusiewcz.
Autorzy poradników, traktując o dancingu, akceptowali wprawdzie tango, ale z dużymi wątpliwościami. W jednej z publikacji pisano, jak panna ma pozbyć się na balu natrętnego tancerza. Kobieta powinna, poważnie patrząc mu w oczy, powiedzieć: "Odejdź ode mnie, pokuso szatańska, potrawo śmieci wiecznej." Według wskazówek po tym komentarzu młodzian powinien się oddalić...
O meandrach i przemianach (błyskawicznych!) savoir-vivre’u przed wojną z Marią Barbasiewicz, historykiem, rozmawiał Jerzy Sosnowski. Wysłuchaj całej rozmowy