Impas w Syrii
- Nie sądzę, by prezydent al-Assad dobrowolnie zrezygnował z urzędu, więc będzie toczył walkę póki nie zgniecie rebelii, albo póki rebelianci nie zmuszą go do ucieczki z kraju - uważa Jan Wołowski z miesięcznika "Stosunki Międzynarodowe".
Spotkanie syryjskiego prezydenta Bashara al-Assada (C) z nowym rządem. Damaszek, Syria, 26.06.2012.
Foto: fot. PAP/EPA
Reżim Baszara al-Assada powołał nowy rząd. Gabinet powstał w konsekwencji majowych wyborów parlamentarnych. Rządzący politycy mówią o reformach, a z drugiej strony - poza poważnymi kłopotami wewnętrznymi - kraj popadł też w konflikt z Turcją.
- Syria toczy wojnę z częścią własnego społeczeństwa i to z tą dominującą. Trzeba bowiem podkreślić, że prezydent al-Assad należy do mniejszości wyznaniowej alawitów, którzy nie do końca są uznawani za muzułmanów przez sunnicką większość - wyjaśnił Jan Wołowski z miesięcznika "Stosunki Międzynarodowe".
Zdaniem publicysty syryjski prezydent zdał sobie sprawę, że w kraju toczy się wojna domowa, która będzie wymagać użycia większych środków. - On straszy nie tylko społeczeństwo, ale i inne kraje regionu, by nie mieszały się do tego konfliktu, bo nie wiadomo, jakie środki władze syryjskie będą chciały użyć, o czym najlepiej świadczy informacja o zestrzeleniu tureckiego samolotu rozpoznawczego - uważa gość Damiana Kwieka.
Jakie są możliwe scenariusze rozwoju wypadków w Syrii? Czy po obaleniu Baszara al-Assada Zachód miałby z kim rozmawiać? Wysłuchaj całej audycji "Trzy strony świata"