Za listę katyńską powinniśmy być wdzięczni rosyjskim historykom
Zofia Wojtkowska ("Wprost"): Odnalezienie po tylu latach listy białoruskiej to dla rodzin ofiar oraz historyków rzecz nieprawdopodobnej wagi. Droga do odnalezienia grobów jest jeszcze jednak daleka.
Zofia Wojtkowska
Foto: Wojciech Adam Jurzyk
Dziś w nocy media obiegła wieść o odnalezieniu, ukrywanej przez 72 lata, tzw. białoruskiej listy katyńskiej. Znajdują się na niej nazwiska obywateli polskich, których w 1940 roku przewieziono z aresztów NKWD na obszarze radzieckiej Białorusi do siedziby NKWD w Mińsku. Tam najpewniej zostali zamordowani na rozkaz Stalina. "Gazeta Wyborcza" zapowiada, że wkrótce opublikuje wszystkie nazwiska.
Zofia Wojtkowska ("Wprost") podkreśliła, że od kilkunastu wiemy o istnieniu listy, choć rosyjskie i białoruskie źródła cały czas zaprzeczały jej istnieniu. - Chwała profesor Natalii Lebiediewej, że ją odnalazła. Ona poświęciła lata na poszukiwania. My ciągle nie doceniamy, jak wiele zawdzięczamy rosyjskim historykom, którzy całe życie spędzają, badając krzywdy, jakie reżim ich kraju wyrządził, bądź co bądź, innemu krajowi - zaznaczyła publicystka. Gość Trójki nie wierzy, że polscy historycy wejdą kiedykolwiek do rosyjskich archiwów.
Wiktor Świetlik ("Super Express") uważa odnalezienie listy za bardzo budujące wydarzenie. - To pokazuje, że poza wszystkimi negocjacjami międzypaństwowymi i wielką polityką, są po prostu ludzie dochodzący do prawdy, jak pani profesor Lebiediewa. Często tacy dzielni, wytrwali, niezależni historycy czy dziennikarze potrafią przełamać schematy narzucane przez siły wyższe - przekonuje komentator.
"Komentatorów" na antenie Trójki można słuchać od poniedziałku do czwartku o godzinie 8.35.
(pg/IAR)