Niepotrzebna awantura o NIK?
Mirosław Sekuła (były szef NIK, obecnie wiceminister finansów): Najwyższa Izba Kontroli nigdy nie kontrolowała osób fizycznych i nigdy nie będzie tego robiła, bo na to nie pozwala konstytucja.
Siedziba Najwyższej Izby Kontroli
Foto: nik.gov
Niedawno została znowelizowana ustawa o Najwyższej Izby Kontroli. Zdaniem dziennikarzy nowa ustawa daje kontrolerom prawo dostępu do tak zwanych danych wrażliwych obywateli m.in. danych dotyczących stanu zdrowia , preferencji seksualnych, wyznania, stanu zdrowia, a nawet dostępu do informacji genetycznej. Ustawodawca zniósł bowiem ochronę ok. 40 tajemnic dotyczących obywateli i przedsiębiorstw.
Mirosław Sekuła (były szef NIK, obecnie wiceminister finansów) podkreśla, że kontrolerzy izby mogą przesiewać bazy danych, ale w postaci zanonimizowanej. - Czyli nikt nie będzie wnikał w Najwyższej Izbie Kontroli, czy jakaś osoba jest chora na taką chorobę, czy inną. Ale jest istotne z punktu widzenia izby, ile mamy osób w Polsce chorych na takie a nie inne schorzenie i ile pieniędzy na to jest wydawane – mówi.
Gość Trójki tłumaczy, że NIK czasem natykał się na problemy, gdy musiał przesiewać bardzo duże bazy danych na przykład dotyczących ubezpieczonych w ZUS . – Należało zapisać w znowelizowanej ustawie, że NIK może to robić, żeby nie było wątpliwości – wyjaśnia Mirosław Sekuła.
Dr Wojciech Wiewiórowski (Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych) podkreśla, że NIK miał uprawnienia do uzyskiwania tego typu informacji w trakcie prowadzenia działań kontrolnych na ich potrzeby nawet bez przepisu, który byłby wpisany w ustawę. – Organy, które zajmują się kontrolą, takie uprawnienia uzyskują niejako z mocy prawa. Wynika to choćby z tego, że tego typu dane pojawiają się choćby przypadkowo w trakcie kontroli – wyjaśnia gość Trójki.
Więcej dowiesz się słuchając całej audycji "Za, a nawet przeciw".
Audycji "Za, a nawet przeciw" można słuchać od poniedziałku do czwartku tuż po godz. 12.00.
(pg)